
Ostatnio Dorota Szelągowska rozbawiła swoich obserwatorów bezbłędnie komentując tekst tabloidu na swój temat. W najnowszym poście królowa remontów zaskoczyła wielu swoim wyznaniem. Okazuje się, że przez ostatnie miesiące była wolontariuszką i starała się robić, co w swojej mocy, aby wspomóc przyjaciół zza wschodniej granicy. "Wojna rujnuje figurę!" – zaczęła w żartobliwym tonie, typowo w swoim stylu. Wpis poruszył jej fanów.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Katarzyna Grochola chwali dobre serce córki
Choć zdążyliśmy przywyknąć do koszmarnych doniesień zza wschodniej granicy, to trzeba podkreślić, że wojna w Ukrainie się nie skończyła. Piekło Ukraińców wciąż trwa, nieustannie od 24 lutego. Mierzą się z kryzysem humanitarnym. Nadal potrzebna jest pomoc i tak będzie jeszcze długo.
Zaangażowaniem w pomoc sąsiadom w pierwszych tygodniach inwazji ochoczo chwalili się rozmaici celebryci. Trudno powiedzieć, czy więcej robili, czy mówili. To wiedzą tylko oni. Jedną z gwiazd, która nie dzieliła się tym, że jest wolontariuszką była Dorota Szelągowska.
Jak to wyszło na jaw? "Sprzedała" ją jej mama, Katarzyna Grochola. "Moja córka ma niezwykle piękne, olbrzymie serce i bez mała od 40 lat dzieli się nim ze wszystkimi" – powiedziała agencji Newseria Lifestyle, zdradzając jednocześnie, że Dorota pomaga Ukraińcom.
"Nie dziwi mnie więc to, że co dwa tygodnie jeździ do sierocińca na Ukrainie, wydaje posiłki na granicy i poza tym, co widać w telewizji, robi mnóstwo dobrego" – dodała.
Szelągowska podsumowała wolontariat. "Wojna dała mi w prezencie wielu wspaniałych ludzi"
We wtorek (24 maja) na instagramowym profilu gwiazdy programów "Dorota was urządzi" czy "Totalne metamorfozy Szelągowskiej" zagościł nowy post. Mistrzyni remontów i aranżowania przestrzeni podzieliła się refleksjami na temat wojny w Ukrainie. Córka Grocholi działała prężnie jako wolontariuszka.
"'Wojna rujnuje figurę!' - tak mi powiedziały dwie panie z Ukrainy, jak im proponowałam dołożenie kartoszków. Wtedy myślałam, że rujnuje też wszystko inne, ale się myliłam. Serio" – czytamy na wstępie wpisu.
Okazuje się, że bar, gdzie Szelągowska wydawała posiłki uchodźcom, zakończył swoją działalność. Przyznała, że mimo straszliwych okoliczności, był to dla niej piękny czas. Poznała fantastycznych ludzi i jest za to bardzo wdzięczna.
"To ile dobra zobaczyłam wokół, ile przelało się przeze mnie, ilu cudownych ludzi poznałam i ile nowych ścieżek to otworzyło… Sama tego nie ogarniam. Wiem, że mogę wszystko. Możemy wszystko. Człowiek ma w sobie nadludzkie siły, jeśli jest taka potrzeba" – podkreśliła.
"Większość się nigdy nie spotkała, ale każdy zna ten festiwal emocji - nie do opisania. W ciągu godziny zdarza się więcej niż w kilka lat. Lecisz za namiot, żeby się wypłakać, skaczesz z radości bo są grabie, łączysz ze sobą ludzi, którzy mają atropinę, z tymi którzy jadą z transportem, myślisz, że nie jesteś w stanie ruszyć nawet palcem u nogi, a przyjeżdża autokar z ludźmi i wydajesz 40 posiłków. Załatwiasz rzeczy niemożliwe, tworząc najpiękniejsze łańcuchy dobra z ludzi. Takich, których wcześniej zupełnie byś ze sobą nie łączył. I to płynie" – czytamy w dalszej części wpisu.
Szelągowska na koniec wspomniała policjanta, którego miała okazję poznać. Dzięki niej uwierzył w to, że znane osoby potrafią nieć bezinteresowną pomoc i nie boją się zakasać rękawów do pracy.
"'Odczarowałaś mi celebrytów, tak tu zapi***alasz!' - powiedział mi kiedyś miły policjant, pomagając podłączyć butlę z gazem, bo się skończyła. "A ty mi mundur policyjny" - odpowiedziałam. No to jesteśmy kwita! Dziękuję" – skwitowała.
W hasztagach dodała: "Zło dobrem zwyciężaj. I wszystkim, co masz pod ręką". Fani zasypali ją lawiną ciepłych i miłych słów, dziękując jej za zaangażowanie i pomoc przyjaciołom z Ukrainy.
