
Na czwartej rundzie swój udział w turnieju na kortach Rolanda Garrosa zakończył Hubert Hurkacz. Najlepszy polski singlista przegrał 2:6, 3:6, 6:3, 3:6 z Norwegiem Casperem Ruudem. Turniejowa ósemka wypunktowała Polaka, grając przede wszystkim konsekwentnie i popełniając mniej błędów.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Obaj tenisiści podczas trwającego Roland Garros osiągnęli życiowe sukcesy. Casper Ruud dotychczas najdalej dotarł w Paryżu do trzeciej rundy.
Hubert Hurkacz również nie mógł się pochwalić spektakularnym osiągnięciem, mając wręcz kompleks na ceglanych kortach w stolicy Francji. Polak wygrywając mecz tegorocznej edycji RG przerwał bowiem fatalną serię porażek, która trwała nieprzerwanie od 2018 roku.
Do poniedziałkowego spotkania wrocławianin podchodził w roli tenisisty niżej notowanego od przeciwnika. Norweg to ósmy zawodnik rankingu ATP, będący młodszy od Polaka o rok. Mający 23 lata Ruud w Paryżu miał za sobą pięciosetowy thriller w trzeciej rundzie, w którym wygrał z Włochem Lorenzo Sonego 6:2, 6:7 (3-7), 1:6, 6:4, 6:3. Łącznie na korcie spędził dziewięć godzin i 21 minut, a Hurkacz o blisko cztery godziny mniej.
Hurkacz bez własnego podania
Optymistom co do poniedziałkowego meczu szybko musiała zrzednąć mina, spoglądając na przebieg dwóch pierwszych partii. Hurkacz od początku nie mógł wygrać gemów przy własnym serwisie. Przy pierwszej okazji zrobiło się 0:40, błyskawicznie przełamanie zapisał na swoim koncie Ruud i choć Polak pokusił się o rebreaka (1:1), no to Norweg ponownie przycisnął, nie dając szans wrocławianinowi.
Obaj panowie właśnie w Paryżu mierzyli się po raz pierwszy w karierze. Widać jednak było, że wydarzenia na korcie w pełni kontroluje Norweg. Grając przede wszystkim konsekwentnie, nie wdając się w dłuższe wymiany, odbierając chęci do walki Polakowi.
Hurkacz gema serwisowego wygrał dopiero za trzecim podejściem (2:4), ale nawet jeśli zbliżał się do przełamania, to popełniał banalne błędy. Mowa ciała też pokazywała sporo, Hurkacz po nieudanych zagraniach był najczęściej mocno skwaszony.
Polak nie mógł znaleźć jednej określonej taktyki, która dałaby przewagę na korcie. A to sprawiało, że zarówno pierwszy, jak i drugi set - Ruud zamknął w nieco ponad godzinę gry.
Walka w trzecim secie
Warto przypomnieć, że IV runda Rolanda Garrosa to dla Polaka dopiero druga okazja do gry w drugim tygodniu turnieju wielkoszlemowego w karierze. Wcześniej taką możliwość Hurkacz miał w 2021 roku, docierając do półfinału Wimbledonu.
25-letni wrocławianin do dobrego grania w poniedziałkowym starciu z Ruudem powrócił w partii ostatniej - ze swojej perspektywy - szansy. Zaczęło się od wygranego na przewagi, ale jednak, własnego gema serwisowego (1:0).
Dodatkowo Norweg zaczął popełniać niewymuszone błędy. To pomogło Hurkaczowi choć na chwilę uwierzyć, że mecz może potrwać nieco dłużej, niż trzy sety.
Szansa na break point pojawiła się w szóstym gemie (3:2). Hurkacz mając 40:30 wybrał się pod siatkę i skutecznie zakończył akcję po serwisie Norwega. To dało bezcenne prowadzenie 4:2 dla wrocławianina, a Ruud po raz pierwszy stracił komfort kontroli meczu.
Hurkacz nie odpuścił, przedłużając spotkanie o kolejną partię.
Dobre złego początki
Kolejna nadzieja dla Polaka pojawiła się po trzecim gemie czwartego seta. Hurkacz przełamał Ruuda i objął prowadzenie (2:1) z przewagą podania.
Kolejne kilkanaście minut na korcie Suzanne-Lenglen trudno jednak wytłumaczyć. Hurkacz przegrał bowiem kolejne cztery gemy (2:5), w tym dwa razy przy własnym serwisie. Ruud w najważniejszym - jak się później okazało - momencie spotkania, ponownie był od Polaka lepszy w konsekwencji swoich zagrań.
Gra Hurkacza za bardzo falowała, od świetnych uderzeń, kończąc na prostych błędach - żeby móc doprowadzić do piątej partii. Polak obronił piłkę meczową przy swoim serwisie (2:5), ale w kolejny gemie był już bezradny. Niech podsumowaniem meczu będzie statystyka własnych błędów. Ruud popełnił ich 19, natomiast Hurkacz aż 39.
Wynik meczu IV rundy Rolanda Garrosa:
Hubert Hurkacz (Polska) - Casper Ruud (Norwegia) 2:6, 3:6, 6:3, 3:6
