
Wojciech Maziarski próbuje w swoim felietonie w "Gazecie Wyborczej" pokazać pozowane męczeństwo dziennikarzy, którzy odeszli z "Uważam Rze". Celnie i dowcipnie przypomina i komentuje patetyczne słowa, które padły po zwolnieniu Pawła Lisickiego i odejściu 24 autorów tygodnika. I przypomina, że to sami "niepokorni" doprowadzili do zmian w "Urze", bo zaangażowali się w projekt braci Karnowskich.
Odejście dziennikarzy z "Uważam Rze" Wojciech Maziarski porównuje do głośnego odejścia z polityki Jana Marii Rokity (wyrzucono go z samolotu Lufthansy za awanturowanie się na pokładzie). Ocenia, że równie histeryczni są dziś "autorzy niepokorni", czyli grupa publicystów, którzy zapowiedzieli odejście z tygodnika Grzegorza Hajdarowicza.
Jego zdaniem to oni sami winni są zwolnienia Pawła Lisickiego, bo zaangażowali się w dwutygodnik "wSieci", a naczelny na to nie reagował. Nie przeszkadza im to jednak w alarmowaniu opinii publicznej o ograniczaniu wolności słowa.
Wojciech Maziarski
publicysta
Maziarski przytacza też fragment wpisu Rafała Ziemkiewicza, który sparafrazował "Pieśń konfederatów barskich", zapewniając, że nie będzie już współpracował z Grzegorzem Hajdarowiczem. Felietonista "GW" proponuje kolegom z prawicy skorzystanie z "Roty" i zakrzyknięcie "Nie rzucim biurek, skąd nasz ród".
Podaje im też pomysł na biznes, zauważając sukces aukcji "ołówka smoleńskiego Cezarego Gmyza, który sprzedano za 202 zł. Zdaniem Maziarskiego serwis wPolityce powinien zacząć sprzedawać relikwie.
Czytaj też: Michał Karnowski w sądzie będzie walczył z Grzegorzem Hajdarowiczem o hasło "Tygodnik autorów niepokornych" Niedawno o sytuacji w "Uważam Rze" pisał w naTemat Tomasz Lis:
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
