
Jarosław Kaczyński podczas spotkania z mieszkańcami Grudziądza zdobył się na odważną deklarację. Powiedział, że Zjednoczona Prawica potrzebuje jeszcze dwóch kadencji, aby zlikwidować w Polsce ubóstwo. Zapytaliśmy samorządowców, co o tym sądzą.
Obserwuj naTemat w Wiadomościach Google
Kaczyński potrzebuje jeszcze dwóch kadencji, aby zlikwidować ubóstwo?
Jarosław Kaczyński udał się w podróż po Polsce, aby być bliżej zwykłych Polaków. W niedzielę spotkał się z mieszkańcami Grudziądza, gdzie mówił m.in. o zrealizowanych obietnicach wyborczych Zjednoczonej Prawicy i zadeklarował wzmożoną walkę z ubóstwem.
– Chcemy, żeby każdej grupie społecznej żyło się lepiej, a z Polski znikała sfera nędzy. Ona ciągle jeszcze istnieje, w Polsce wciąż żyje duża grupa ludzi biednych. Jeszcze dwie kadencje naszej władzy i uda się problem nędzy wyeliminować – powiedział Jarosław Kaczyński na spotkaniu z wyborcami.
Prezes PiS zapewniał, że jego partia przez ostatnie lata skutecznie realizowała politykę społeczną. Przywołał też sztandarowy projekt PiS, czyli Program 500 plus. – Zapowiedzieliśmy realizację określonej polityki społecznej, dotyczącej bezpieczeństwa, kultury, zdrowia, wobec wsi. Wszystkie elementy zrealizowaliśmy w mniejszym lub większym stopniu – mówił Kaczyński.
Czytaj także: Kaczyński złożył w Grudziądzu ważną obietnicę. Ujawnił, kiedy w Polsce skończy się ubóstwo
Radni o deklaracji prezesa PiS
Słowa Jarosława Kaczyńskiego są odważną obietnicą, postanowiliśmy zapytać o ten pomysł samorządowców, którzy są najbliżej zwykłych ludzi i z problemem ubóstwa spotykają się na co dzień. Radny Gminy Szydłowo w województwie wielkopolskim Paweł Kądziela w rozmowie z naTemat.pl zaznacza, że z jego punktu widzenia plan prezesa PiS jest mało realny.
– Z perspektywy samorządowców to zadanie ambitne. Czy realne? Szczerze wątpię. Obecnie coraz mniej pieniędzy trafia do samorządów, a coraz większą liczbą zadań własnych nas się obarcza. Efekt jest taki, że gdzieś tych pieniędzy trzeba szukać, najczęściej w inwestycjach. Te pieniądze rząd nam daje w postaci funduszy, ale ich podział nie jest do końca sprawiedliwy - zaznacza.
Paweł Kądziela mówi wprost, że ubóstwo w regionie jest widoczne, jednak aby dążyć do jego zniwelowania, potrzebne są konkretne programy rządowe, o których już prezes PiS nie wspomniał.
– Z naszej perspektywy ubóstwo jest. Pytanie, jakie programy się pojawią, bo likwidacja ubóstwa nie wydarzy się sama z siebie. Dziś progamy celowe są przeznaczone głównie na inwestycje czy infrastrukturę, na przykład na terenach popegeerowskich. Moja gmina realizuje dużo takich inwestycji z funduszów rządowych, natomiast one nie rozwiążą problemów z ubóstwem. Żeby poprawić stan majątkowy naszych mieszkańców, to musiałyby być jakieś dedykowane programy, dlatego musimy poczekać na jakieś szczegóły od rządu.
Dajmy wędkę, a nie rybkę
O słowach Jarosława Kaczyńskiego rozmawialiśmy również z radnym ze Szczebrzeszyna w województwie lubelskim. Szczebrzeszyn jest jedną z najbiedniejszych gmin a Polsce. Według danych Głównego Urzędu Statystycznego za 2019 roku, dochody na mieszkańca gminy nie przekraczały 3 568 złotych, czyli wynosiły o 396 zł więcej niż w najbiedniejszej gminie Zawadzkie w województwie opolskim.
Rafał Kowalik jest zdania, że lepiej by było, gdy państwo dało większa wolność przedsiębiorcom i wspierało mniejsze biznesy, bo dzięki temu powstanie więcej miejsc pracy, co może wpłynąć na poprawę sytuacji finansowej znacznej części społeczeństwa.
Radny podkreśla, że coraz wyższe podatki i dokładnie nowych opłat jest niekorzystne dla przedsiębiorców, a wiadomo, że to oni kreują miejsca pracy i napędzają lokalną gospodarkę.
Rafał Kowalik
Radny Miasta i Gminy Szczebrzeszyn
Rafał Kowalik podaje przykład Szczebrzeszyna, gdzie gołym okiem widać, jak lokalny handel przestał funkcjonować, a przez to coraz więcej osób pozostaje bez pracy i ubóstwo się pogłębia. - W Szczebrzeszynie przedsiębiorców jest coraz mniej, wszystko jest powoli zamykane, centrum miasta pustoszeje, małe sklepiki zostały zduszone przez wielkie markety- wspomina.
Jeśli chodzi o sektor publiczny to Rafał Kowalik, podobnie jak rady z Szydłowa, nie widzi na razie konkretnych działań rządu w tym kierunku. Radny przyznaje, że co prawda rząd przekazuje pieniądze samorządom, ale w dużej mierze realizowane są z ich pomocą mało przyszłościowe inwestycje. Jako przykład podał budowę dwóch remiz i świetlic wiejskich w gminie. - Wiadomo, że one same na siebie nie zarobią, więc jest to tylko generowanie kosztów. Nie ma mądrego wydatkowania. Gdyby był jakiś celowy program rozbudowy infrastryktury, plan rozbudowy miasta... ale nie idziemy w tym kierunku, tylko świetlica, samochód strażacki, żeby się pochwalić. Nie idziemy w stronę przedsiębiorczości i stworzenia nowych miejsc pracy.
Inflacja a ubóstwo
Radni mają też wrażenie, że Jarosław Kaczyński niepotrzebnie wybiega w przyszłość, a problemy są tu i teraz, a od ich rozwiązania zależy przyszłość gospodarki i programów socjalnych. Galopująca inflacja jeszcze bardziej pogłębia ubóstwo osób w trudnej sytuacji życiowej. Jeśli taki stan się utrzyma, to beneficjentów programów społecznych może być jeszcze więcej.
- Kluczem chyba jednak jest opanowanie sytuacji gospodarczej, a potem można będzie mówić o dobrobycie. Jeśli będziemy dosypywać pieniędzy najuboższym, a nie będą one miały pokrycia w gospodarce, to inflacja będzie się pogłębiać.
Radny zaznacza, że na inflacji najbardziej tracą najubożsi. – Gmina Szydłowo jest rozległa i choćby załatwienie prostych spraw w postaci dojazdu do siedziby gminy czy centrum regionu, czyli Piły, to już jest duży koszt dla mieszkańców. Dobrze byłoby poznać programy rządowe, które miałyby to ubóstwo zlikwidować, bo to się samo nie wydarzy. Plus trzeba jeszcze zidentyfikować te osoby, które są ubogie i dobrze rozdysponować pomoc - mówi w rozmowie z naTemat.pl Paweł Kądziela.
Podobnego zdania jest radny ze Szczebrzeszyna. - Wiele osób nie daje po sobie poznać, że mają problemy materialne, czasami wstydzą się poprosić o pomoc, więc widzimy, że kolejny problem to identyfikacja tych ludzi, na co na razie rząd nie ma pomysłu - zauważa.
Dwie kadencje wystarczą?
Jarosław Kaczyński szacuje, że jeszcze dwie kadencje z PiSem (czyli 8 lat) i Polska będzie w większości wolna od ubóstwa. Wskazuje on, że od początku rządów Prawo i Sprawiedliwość wydało 200 mld złotych na ten cel, a tym roku wydano już 60 mld złotych. Nie powiedział jednak, jakie dokładanie działania i programy sfinansowano za podane pieniądze.
Jednak zdaniem radnego Pawła Kądziela, zanim zaczniemy mówić o konkretnych ramach czasowych, należy naprawić obecną sytuację.
- Moim zdaniem najpierw trzeba odrobić lekcję, czyli powstrzymać inflację albo sprowadzić ją do akceptowalnego poziomu, a potem można myśleć o programach wsparcia. Osiem lat to dobry czas, aby przeprowadzić takie reformy. Oczywiście nie mówimy to o całkowitej likwidacji ubóstwa, bo tego się nie da zrobić, ale gdyby przyjąć, że to będzie dobrze przepracowane osiem lat, z dobrymi programami, to wydaje się to realne.
