
Jeden z najgorętszych ostatnio tematów w debacie politycznej został właśnie zakończony. Rząd zdecydował o podpisaniu konwencji o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Jest jednak pewne "ale" – dołączy do niej oświadczenie o wyższości zapisów polskiej konstytucji. Dzięki temu konwencja będzie do zaakceptowania przez partyjnych konserwatystów, a widmo rozłamu w PO zostanie zażegnane.
REKLAMA
Rząd jednogłośnie zdecydował o podpisaniu przez Polskę konwencji Rady Europy o zapobieganiu i zwalczaniu przemocy wobec kobiet. Niechętni dotąd rządowi konserwatyści (Gowin, Rostowski, Kosiniak-Kamysz) zgodzili się, bo do dokumentu dołączono oświadczenie zapewniające, że konwencja będzie stosowana tylko w ramach polskiego prawa. Wcześniej obawiali się, że to otwarcie furtki do legalizacji małżeństw homoseksualnych.
Konwencja sama w sobie, zwłaszcza w warstwie językowej, jest mocno zideologizowana i przez to niebezpieczna. Jednak kiedy gwarantujemy, że w praktyce rozstrzygające będą nasze przepisy prawa, to właściwie trudno mieć zastrzeżenia.
Źródło: "Rzeczpospolita"
Poza tym od podpisania konwencji do jej ratyfikacji, a później wejścia w życie, droga niezwykle daleka. Ustawę ratyfikacyjną przygotowuje Ministerstwo Spraw Zagranicznych, jednak prace mogą potrwać nawet kilka lat. W rozmowie z "Rzeczpospolitą" jeden z polityków PO przypomina, że konwencję o prawach niepełnosprawnych podpisano w 2007 roku, a ratyfikowano dwa miesiące temu.
Z podpisania konwencji cieszyła się na swoim blogu w naTemat Agnieszka Kozłowska-Rajewicz, pełnomocnik rządu ds. równego traktowania. "Kiedy datę rozpatrzenia uchwały Rady Ministrów upoważniającej RP do podpisania Konwencji o zwalczaniu i zapobieganiu przemocy wobec kobiet wyznaczono na 4 grudnia, pomyślałam, że to dobrze, bo to przecież dzień moich urodzin, a dzień urodzin zawsze musi być udany. Ale zaraz przypomniałam sobie, że tego dnia urodziny ma także Jarosław Gowin, który w sprawie Konwencji chciał innych rozstrzygnięć niż ja."
Źródło: "Rzeczpospolita"

