Europoseł PO, Jacek Saryusz-Wolski
Europoseł PO, Jacek Saryusz-Wolski Fot. Wiktor Dąbkowski

Wobec odpływającej na naszych oczach strefy euro, powinniśmy rozważyć trzy kroki: wzmożenie przygotowań do euro, przyjęcie podatku od transakcji finansowych oraz zażądanie liny cumowniczej, swojego rodzaju finansowego trapu do strefy euro.

REKLAMA
Nadchodzący Szczyt Rady Europejskiej, nawet jeśli nie przyjmie w całości proponowanych rozwiązań co do unii bankowej, wytyczy i przesądzi kierunek prac nad powstającą architekturą unii gospodarczej i walutowej, i tym samym całej Unii. Obecni członkowie strefy euro stają się, w coraz bardziej wyrazisty sposób, centrum grawitacyjnym Unii Europejskiej. Pojawia się pytanie o to, jak sprawić, aby siła przyciągania nas do tego centrum okazała się silniejsza niż siła odśrodkowa, wypychająca nas na zewnętrzną europejską orbitę.
Reformy przyjmowane na poziomie strefy euro powinny być przejrzyste i otwarte na wszystkie państwa Unii, stawiając nas, przyszłych członków eurostrefy, a tak naprawdę już jej członków, ale z odroczeniem czasowym, na równej stopie z aktualnymi, pełnymi członkami tej strefy. Negocjacje związane z projektem unii bankowej i rolą Europejskiego Banku Centralnego w systemie wspólnego nadzoru pokazują jak niełatwo jest wtórnie otworzyć raz już ustanowione mechanizmy, procedury i instytucje strefy euro. Jest to trudne, nawet gdy stawką jest integralność Unii, jednolitego rynku i równość państw członkowskich. Dlatego konieczne jest pozostawianie z góry otwartych "furtek" i tworzenie mostów, pozwalających państwom spoza strefy euro, jeśli tego zechcą, na udział w nowo wdrażanych mechanizmach, i to na równych prawach. Zapobiegnie to oddalaniu się od siebie strefy euro i tych, którzy - na razie - pozostają przy walucie narodowej.
Walka z kryzysem nie może odbywać się kosztem pęknięcia Unii. Wdrażane antykryzysowe rozwiązania, które dotyczą reform związanych ze wzmacnianiem konwergencji wewnątrz strefy euro, powinny być rozszerzone na tzw. państwa "pre-in", czyli przyszłych członków strefy euro, również dlatego aby potwierdzić długofalową strategię procesu rozszerzenia unii walutowej i wzmocnić jej wiarygodność. Dotyczy to w szczególności nowej propozycji budżetu dla strefy euro, tzw. "zdolności fiskalnej", który w dłuższej perspektywie czasowej ma stać się docelowo potężnym amortyzatorem dla wstrząsów gospodarczych, a w krótkim okresie ma ułatwiać trudny proces reform strukturalnych, służących spełnianiu kryteriów członkostwa strefy euro przez tych, którzy już są jej pełnymi członkami. A przecież podobne reformy mające na celu zmniejszanie różnic makroekonomicznych, spełnienie kryteriów członkowstwa oraz wzmacnianie konkurencyjności, są konieczne również w państwach, które do strefy euro dopiero zdążają, jak Polska. Wręcz wskazane byłoby, aby Unia przeznaczała środki także na ich proces dostosowawczy, ułatwiając ich przystąpienie. Najlepszym rozwiązaniem byłoby oczywiście udostępnienie wspomnianym przyszłym członkom unii walutowej udziału i dostępu do tworzonej "zdolności fiskalnej", czyli budżetu strefy euro. Alternatywą byłoby symetryczne utworzenie kolejnego, trzeciego już filaru unijnego budżetu, przeznaczonego właśnie na zwiększanie konwergencji z państwami unii walutowej, umożliwiając i wspierając przystąpienie do strefy euro kandydatom.
Rozważając możliwość przyłączenia się do nowo wdrażanych mechanizmów i inicjatyw Polska powinna mieć na uwadze nie tylko względy finansowe, ale także, a może przede wszystkim, geostrategiczne i geopolityczne. Inaczej mówiąc, tam, gdzie wkładanie nogi między drzwi nie grozi znaczacymi kosztami, powinniśmy to robić. Takim przykładem jest mechanizm wzmocnionej współpracy w zakresie podatku od transakcji finansowych, na którego wprowadzenie zdecydowało się obecnie już 11 państw strefy euro, a pozostali zapewne dołączą.
Co ważne, dolegliwości spowodowane wprowadzeniem europejskiego podatku od transakcji finansowych w Polsce byłyby minimalne . Dodatkowo, dochód z tego podatku przynajmniej częściowo odciążyłby napięty dziś polski budżet, i to w sposób nieszkodliwy dla miejsc pracy. Nie mówiąc już o tym, że wzmocnienie podatku od transakcji finansowych, jako źródła dochodów własnych budżetu Unii, oddala groźbę fatatalnego dla Polski podatku od emisji CO2. Przyłączając się do grona eurostrefy poprzez udział we wzmocnionej współpracy w zakresie podatku od transakcji finansowych, możemy także tym samym potwierdzić naszą długofalową strategię związaną ze strefą euro oraz rolą Polski w głównym nurcie procesu integracji, i to bez ponoszenia specjalnych kosztów gospodarczych i politycznych. Nasz udział wzmocniłby ponadto potencjał tego podatku jako podstawowego i najważniejszego własnego źródła dochodów budżetu całej Unii, a nie tylko strefy euro.
W obecnie kształtującej się architekturze, tj. przy ograniczeniu podatku od transakcji finansowych jedynie do strefy euro, podatek ten będzie wzmacniał budżetyzację eurolandu, czyli zwiększy prawdopodobieństwo hojnego budżetu przeznaczonego wyłącznie dla członków unii walutowej, osłabiając solidarność i kosztem budżetu całej Unii. Dziś wygląda on pozornie niewinnie, bo to 20-30 miliardów euro dochodów wobec 130 miliardów całego budżetu Unii rocznie. Ale jasne jest, że poziom solidarności finansowej w kontekście kryzysu , już przecież wyrażonej przez programy pomocowe dla Grecji i innych potrzebujących ze strefy euro, mierzonej blisko 3 bilionami euro, w unii walutowej będzie znacznie wyższy i rosnący. Rozwiązanie to jest na rękę niektórym państwom członkowskim, które nie będąc członkami strefy euro, silnej i zintegrowanej Unii nie chcą, ale także tym, którzy marzą o małej Europie karolińskiej, ograniczonej do krajów zachodnioeuropejskich.
Polska oponuje dotychczas, i słusznie, wobec instytucjonalnej i budżetowej autonomizacji strefy euro, wewnątrz czy obok Unii, kosztem integralności tejże i za cenę tworzenia nowych podziałów. Propozycje, takie jak nowa "zdolność fiskalna", alarmują grupę państw, które, podobnie jak my , widzą niebezpieczeństwo w tym, że strefa euro, jako swojego rodzaju "grupa ucieczkowa", odrywa się od całego peletonu Unii Europejskiej. Naturalnym jest, że w obliczu kryzysu, unia walutowa podejmuje działania ratunkowe, jednak warunkiem naszej zgody na pogłębioną integrację strefy euro powinno być stworzenie odpowiednich lin cumowniczych czy trapów dla przyszłych członków strefy euro i otworzenie, i to od poczatku na te państwa nowej konstrukcji i jej instytucji, takich jak eurobudżet. W innym przypadku dystans pomiędzy państwami unii gospodarczej i walutowej a resztą Unii, będzie się zwiększał w sposób nieunikniony, a szanse dogonienia odpływajacej eurostrefy będą malały. Geopolityczne konsekwencje odtworzenia podziałów byłyby niekorzystne dla Europy, a dla polskiego interesu dramatycznie złe. Przed Polską stoi strategiczny wybór.