
Już prawie jedenaście lat minęło od śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Jego legenda nie skończyła się jednak 22 grudnia 2001 r. Obywatel G.C. jest obecny w pamięci swoich fanów, a jego poezja bardzo często pojawia się w stacjach radiowych. Niestety, nie wszyscy dbają o pamięć wielkiego polskiego rockmana. Dom, w którym wychował się Ciechowski niszczeje. Nie ma pieniędzy na jego remont. – Powinno tam powstać centrum kultury i rocka – apeluje były poseł PO i przyjaciel Ciechowskiego - Jan Kulas.
REKLAMA
Tczew, ul. Nowy Rynek 2. To właśnie tam urodził się, wychował i kształtował artystycznie lider "Republiki". Jak w życiu każdego muzyka, dom rodzinny miał ogromny wpływ na jego twórczość. To właśnie tu powstawały pierwsze wiersze, to w tczewskim domu komponował pierwsze utwory. W tym domu miały miejsce historie, które stały się inspiracją późniejszych tekstów Ciechowskiego. Niestety, o ile legenda muzyka ma się świetnie, dom jego dzieciństwa popada w coraz większą ruinę.
Grzegorz Ciechowski urodził się 29 sierpnia 1957 roku. Był synem prezesa Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej. Również w rękach spółdzielni mleczarskiej jest obecnie dom muzyka. Problem w tym, że nie ma pieniędzy, aby go wyremontować. Spółdzielnia najchętniej sprzedałaby nieruchomość. Sprawę postanowił nagłośnić były poseł Jan Kulas – mieszkaniec Tczewa, autor książki o Grzegorzu Ciechowskim i przede wszystkim dawny przyjaciel polskiego muzyka, pianisty, flecisty, kompozytora.
Gdzie pan poznał Obywatela G.C.?
Jan Kulas: Chodziliśmy razem do liceum. To była klasa ananasów. Można powiedzieć, że ja i Grzegorz nadawaliśmy ton naszej klasie. On był najlepszy z literatury, ja zaś z historii Polski. To był czas marzeń i przemyśleń, dorastaliśmy w ciekawym środowisku.
Czyli przyjaźniliście się. Pewnie też bywał pan u Ciechowskiego. Czy dlatego postanowił pan rozpocząć dyskusję o jego niszczejącym domu?
Tak, bywaliśmy razem w różnych miejscach. Ale nie dlatego chcę ratować jego dom. Grzegorz Ciechowski to jeden z najwybitniejszych mieszkańców Tczewa. Jest rozpoznawalną postacią i władze miasta powinny zająć się zagospodarowaniem tego dziedzictwa. Teraz dom straszy i niszczeje.
Jaki wpływ miało to miejsce na twórczość Grzegorza Ciechowskiego?
Taki jak dla wszystkich artystów. W tym domu się urodził, wychowywał, chodził do pierwszych szkół. W tym domu przygotowywał się do matury. Również tu powstały jego pierwsze poezje, pierwsze nuty, pierwsza muzyka. Tam zdarzyło się wszystko, co miało dla niego największe znaczenie przed rozpoczęciem wielkiej kariery w roku 1980.
Co zatem według pana powinno stać się z tym domem?
Powinna powstać tu swego rodzaju nowoczesna izba pamięci, bo tu ukształtował się wielki artysta. Powinno to być centrum muzyczno-rockowe. Ciechowski jest jedną z najbardziej rozpoznawalnych postaci lat dziewięćdziesiątych. Byłaby to świetna promocja dla miasta, gdyż mogliby tu przyjeżdżać fani Grzegorza z całej Polski i zagranicy. Ten dom nie może dłużej niszczeć, czas na działanie.
Ale władze miasta nie mają na to pieniędzy. Wiceprezydent Tczewa Zenon Drewa powiedział, że jest wiele innych ważnych potrzeb.
Kto oszczędza na promocji i inwestycjach, ten się nie rozwija. Myślę że wypowiedź wiceprezydenta jest mocno kontrowersyjna. Nie można się ograniczać do pewnego rodzaju zaścianka. Polecam panu Drewie, aby przespacerował się wokół domu Grzegorza Ciechowskiego, mogłoby to być dla niego inspirujące. Cała sztuka polega na tym, aby zdobyć te pieniądze. Chciałbym, aby miasto również wzięło udział w debacie na temat tego miejsca. By nie brało wszystkiego na siebie, ale przejęło inicjatywę. Może da się pozyskać pieniądze z jakiejś organizacji pozarządowej.
Jest pan autorem książki o Grzegorzu Ciechowskim. Czy z domem przy ul. Nowy Rynek wiążą się jakieś konkretne historie, które stały się inspiracją do tekstów?
Oczywiście, ja sam wspominam, że w tym domu był niezwykle ciepły klimat, który stworzyła mama Grzegorza. Dzieciństwo to czas zabaw, jedna z nich stała się inspiracją do piosenki. Grzegorz dostał kiedyś pod choinkę telefon – zabawkę. Bawił się tymi telefonami ze starszą siostrą Aleksandrą. To robiło na nim wówczas duże wrażenie, taki kontakt z techniką. Po latach nawiązał do tego w jednym ze swoich największych przebojów czyli utworze "telefony".
W Tczewie odbywa się festiwal co roku festiwal Grzegorza Ciechowskiego. Czy jego uczestnicy przychodzą pod dom swojego idola?
Tak, festiwal odbywa się od 2002 roku. Przyjeżdża na niego wiele kapel i solistów. Jego muzyka jest piękna i pobudza kolejne pokolenia. Wiele osób przychodzi wtedy pod ten adres i zastanawia się, dlaczego dom wielkiego artysty niszczeje. Nawet tablica pamiątkowa, która była zawieszona na domu, jest już tylko na zdjęciach, bo ktoś ją ukradł. Uważam, że nie należy się z tym godzić. Wszystko, co wiąże się z jego życiem i edukacją powinno być chronione. Dom powinien stać się centrum muzyki rockowej.
Mija jedenaście lat od śmierci Grzegorza Ciechowskiego. Czy jego muzyka i poezja są nadal aktualne?
Jestem spokojny o "trwałość" jego legendy. Kiedy okryłem jego twórczość w latach siedemdziesiątych, nie miałem wątpliwości, że jego poezja jest ponadczasowa. Ciechowski już w liceum był niezwykle odważnym indywidualistą. Jako chłopak, nie krył się przed nikim że pisze poezję, a wręcz przeciwnie. Dawał ją kolegom do przeczytania, aby ją oceniali.
Aby ocenić jego wkład w polską muzykę rockową ostatnich czterdziestu lat, przywołam Czesława Niemena. To właśnie wielki Niemen podszedł do Grzegorza w 1989 roku podczas festiwalu w Sopocie. Powiedział do niego dwa słowa: "Mistrzu, dziękuję..."
