
Choć za wizytę u znanego wróżbity trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych, nie narzekają oni na brak klientów. Wręcz przeciwnie – do najsłynniejszej jasnowidzącej, Aidy, trzeba zapisywać się na wizytę nawet z półrocznym wyprzedzeniem.
REKLAMA
Długie kolejki czekają nas też do gwiazdy ezoteryki, wróżbity Macieja, który swoje wróżbiarskie usługi wycenia na 400 złotych za godzinę. To za prywatną wizytę, w przerwie między nagraniami telewizyjnymi, gdzie telefony od pań „dobrze wiedzących o czym on mówi” się urywają. Internetowe fora pękają od gorączkowych próśb o polecenie dobrej wróżki, do Ezo Tv trudno się dodzwonić, wciąż powstają nowe portale oferujące porady duchowe... Ezo biznes świetnie prosperuje i to mimo kryzysu. Spragnieni ezo-otuchy nie wahają się wydać kilkudziesięciu złotych na rozmowę telefoniczną z doradcą, który mógłby rozwiać ich wątpliwości w sprawie otrzymania emerytury, pierścionka zaręczynowego, a nawet tego czy po zakrapianej nocy przydarzy im się kac.
Wróżka jak psychoterapeuta
Czego Polacy szukają u wróżek? - Porady sercowej i finansowej, a przede wszystkim otuchy. - Odpowiada wróżka Estera, która przez wiele lat przyjmowała klientów w swoim warszawskim mieszkaniu. - Wróżbita musi być po trosze psychologiem, wysłuchać tego, kto przychodzi do gabinetu. Ludzie są samotni, często nie mają się przed kim wygadać i wróżka staje się dla nich ostatnią deską ratunku. To jak spowiedź albo psychoterapia. Bywa, że chodzi właśnie o ten moment pocieszenia, a nie o to czy wróżba rzeczywiście się sprawdzi.
Osoby zajmujące się wróżeniem wspominają, że częstymi gośćmi ich gabinetów są nie tylko zbłąkane dusze, ale i politycy, którzy chcą znać wynik wyborów czy przekonać się co do słuszności podejmowanych decyzji zawodowych. Skąd ten pęd do irracjonalnego działania? - Irracjonalizm to składnik potocznego myślenia. Ulega się zabobonom nie dlatego, że się w nie wierzy, ale na wszelki wypadek - tłumaczy socjolog Mirosław Pęczak - skoro już przebiegł nam drogę kot, to lepiej nią nie idźmy. To nieprawda, że w wyniku rewolucji przemysłowej staliśmy się bardziej racjonalni. Ezoteryka to nie nowa jakość, a rzecz polegająca na długim trwaniu.
Sposób na kryzys
Osoby zajmujące się wróżeniem wspominają, że częstymi gośćmi ich gabinetów są nie tylko zbłąkane dusze, ale i politycy, którzy chcą znać wynik wyborów czy przekonać się co do słuszności podejmowanych decyzji zawodowych. Skąd ten pęd do irracjonalnego działania? - Irracjonalizm to składnik potocznego myślenia. Ulega się zabobonom nie dlatego, że się w nie wierzy, ale na wszelki wypadek - tłumaczy socjolog Mirosław Pęczak - skoro już przebiegł nam drogę kot, to lepiej nią nie idźmy. To nieprawda, że w wyniku rewolucji przemysłowej staliśmy się bardziej racjonalni. Ezoteryka to nie nowa jakość, a rzecz polegająca na długim trwaniu.
Sposób na kryzys
Popularność gabinetów wróżbiarskich zwiększa fakt, że żyjemy w czasach bardzo szybkich zmian i zwiększonej niepewności. Mamy coraz większą trudność ze zrozumieniem świata, który nas otacza – Ludzie rzadziej bywają wtedy rozsądni – mówi Pęczak. - To naturalne, że zwracamy się do ludzi oferujących wróżbiarskie usługi w poczuciu bezradności. A dziś tak jest - coraz trudniej cokolwiek planować, kultywować poczucie sprawczości.
Wtóruje mu filozof i publicysta Tomasz Stawiszyński – Zawsze było tak, że w chwilach kryzysu, osłabienia poczucia pewności, gabinety rozmaitych coachów, trenerów czy wróżbitów przeżywały oblężenie. Ludzie chcą zajrzeć tam, gdzie innymi środkami zajrzeć nie mogą, chcą, by ktoś wyprowadził ich z sytuacji niepewności.
Nasze odwieczne lęki wzmacnia kultura masowa. Zewsząd docierają do nas przekazy o końcu świata, lądowaniu kosmitów czy magii cyfr (dziś, 12.12.2012 roku zawarto rekordową liczbę ślubów!) - Numerologia daje złudne poczucie konkretu – mówi Pęczak. - Liczby są precyzyjne, coś z nich wynika. Horoskop wyjaśnia wszystko według reguł astrologicznych, to dodaje mu wiarygodności, choć obiektywnie wartość tych prognoz jest taka sama jak i innych.
Polowanie na klientów, czyli wróżka w nocnym klubie
Polowanie na klientów, czyli wróżka w nocnym klubie
Ciekawe też, że ezo-szaleństwu poddaje się kraj, który jest jednym z ostatnich w Europie bastionów katolicyzmu. Mimo że wciąż zgodnie deklarujemy przywiązanie do Kościoła, liczbę osób korzystających z oferty ezoterycznej szacuje się aż na 3 miliony. - Biznes new age'owy wchodzi w miejsce Kościoła - tłumaczy Tomasz Stawiszyński - Praktyki wróżebne istniały od zawsze, a Kościół był im przeciwny, bo stanowiły dla niego konkurencję. Jednak Kościół od dłuższego czasu przechodzi kryzys, jego wpływ na ludzi maleje – przestał on im cokolwiek tłumaczyć. Ruchy konktrkulturowe lat 50. i 60. oraz to, że uprząż Kościoła się rozluźniła, umożliwiło ekspansję nowych sposobów oswajania ludzi ze śmiercią, nicością. Tę rolę przejęła dziwna mieszanka praktyk ezoterycznych, wschodnich religii, szamanizmu, tarota...
Zobacz także: Futurologia - jeszcze nauka czy już wróżbiarstwo?
Innym powodem tych tendencji jest wolny rynek. Jak tłumaczą socjologowie, ludzie dziś korzystają z usług wróżbitów dlatego, że po prostu mogą – porada duchowa to atrakcyjny towar, który można kupić. Zresztą rzecz działa w obie strony. Wróżki też nie mają lekko i muszą szukać coraz ciekawszych sposobów pozyskiwania klientów. Nie tylko prześcigają się w projektowaniu co bardziej wymyślnych stron internetowych czy atakują fora, reklamując swoje usługi, ale i - rzec można - idą między lud. Spotkać je można bowiem nawet w klubach nocnych, gdzie znad szklanki piwa tęsknie wypatrują swoich kolejnych ofiar. Nic dziwnego, w kraju, w którym liczbę doradców duchowych szacuje się już na 100 tysięcy, trzeba powalczyć o klienta.