FOT. Agnieszka Wocal / Agencja Gazeta

Choć za wizytę u znanego wróżbity trzeba zapłacić nawet kilkaset złotych, nie narzekają oni na brak klientów. Wręcz przeciwnie – do najsłynniejszej jasnowidzącej, Aidy, trzeba zapisywać się na wizytę nawet z półrocznym wyprzedzeniem.

REKLAMA
Długie kolejki czekają nas też do gwiazdy ezoteryki, wróżbity Macieja, który swoje wróżbiarskie usługi wycenia na 400 złotych za godzinę. To za prywatną wizytę, w przerwie między nagraniami telewizyjnymi, gdzie telefony od pań „dobrze wiedzących o czym on mówi” się urywają. Internetowe fora pękają od gorączkowych próśb o polecenie dobrej wróżki, do Ezo Tv trudno się dodzwonić, wciąż powstają nowe portale oferujące porady duchowe... Ezo biznes świetnie prosperuje i to mimo kryzysu. Spragnieni ezo-otuchy nie wahają się wydać kilkudziesięciu złotych na rozmowę telefoniczną z doradcą, który mógłby rozwiać ich wątpliwości w sprawie otrzymania emerytury, pierścionka zaręczynowego, a nawet tego czy po zakrapianej nocy przydarzy im się kac.

Wróżka jak psychoterapeuta
Czego Polacy szukają u wróżek? - Porady sercowej i finansowej, a przede wszystkim otuchy. - Odpowiada wróżka Estera, która przez wiele lat przyjmowała klientów w swoim warszawskim mieszkaniu. - Wróżbita musi być po trosze psychologiem, wysłuchać tego, kto przychodzi do gabinetu. Ludzie są samotni, często nie mają się przed kim wygadać i wróżka staje się dla nich ostatnią deską ratunku. To jak spowiedź albo psychoterapia. Bywa, że chodzi właśnie o ten moment pocieszenia, a nie o to czy wróżba rzeczywiście się sprawdzi.
Osoby zajmujące się wróżeniem wspominają, że częstymi gośćmi ich gabinetów są nie tylko zbłąkane dusze, ale i politycy, którzy chcą znać wynik wyborów czy przekonać się co do słuszności podejmowanych decyzji zawodowych. Skąd ten pęd do irracjonalnego działania? - Irracjonalizm to składnik potocznego myślenia. Ulega się zabobonom nie dlatego, że się w nie wierzy, ale na wszelki wypadek - tłumaczy socjolog Mirosław Pęczak - skoro już przebiegł nam drogę kot, to lepiej nią nie idźmy. To nieprawda, że w wyniku rewolucji przemysłowej staliśmy się bardziej racjonalni. Ezoteryka to nie nowa jakość, a rzecz polegająca na długim trwaniu.

Sposób na kryzys
Popularność gabinetów wróżbiarskich zwiększa fakt, że żyjemy w czasach bardzo szybkich zmian i zwiększonej niepewności. Mamy coraz większą trudność ze zrozumieniem świata, który nas otacza – Ludzie rzadziej bywają wtedy rozsądni – mówi Pęczak. - To naturalne, że zwracamy się do ludzi oferujących wróżbiarskie usługi w poczuciu bezradności. A dziś tak jest - coraz trudniej cokolwiek planować, kultywować poczucie sprawczości.
Wtóruje mu filozof i publicysta Tomasz Stawiszyński – Zawsze było tak, że w chwilach kryzysu, osłabienia poczucia pewności, gabinety rozmaitych coachów, trenerów czy wróżbitów przeżywały oblężenie. Ludzie chcą zajrzeć tam, gdzie innymi środkami zajrzeć nie mogą, chcą, by ktoś wyprowadził ich z sytuacji niepewności.
Nasze odwieczne lęki wzmacnia kultura masowa. Zewsząd docierają do nas przekazy o końcu świata, lądowaniu kosmitów czy magii cyfr (dziś, 12.12.2012 roku zawarto rekordową liczbę ślubów!) - Numerologia daje złudne poczucie konkretu – mówi Pęczak. - Liczby są precyzyjne, coś z nich wynika. Horoskop wyjaśnia wszystko według reguł astrologicznych, to dodaje mu wiarygodności, choć obiektywnie wartość tych prognoz jest taka sama jak i innych.

Polowanie na klientów, czyli wróżka w nocnym klubie
Ciekawe też, że ezo-szaleństwu poddaje się kraj, który jest jednym z ostatnich w Europie bastionów katolicyzmu. Mimo że wciąż zgodnie deklarujemy przywiązanie do Kościoła, liczbę osób korzystających z oferty ezoterycznej szacuje się aż na 3 miliony. - Biznes new age'owy wchodzi w miejsce Kościoła - tłumaczy Tomasz Stawiszyński - Praktyki wróżebne istniały od zawsze, a Kościół był im przeciwny, bo stanowiły dla niego konkurencję. Jednak Kościół od dłuższego czasu przechodzi kryzys, jego wpływ na ludzi maleje – przestał on im cokolwiek tłumaczyć. Ruchy konktrkulturowe lat 50. i 60. oraz to, że uprząż Kościoła się rozluźniła, umożliwiło ekspansję nowych sposobów oswajania ludzi ze śmiercią, nicością. Tę rolę przejęła dziwna mieszanka praktyk ezoterycznych, wschodnich religii, szamanizmu, tarota...
Innym powodem tych tendencji jest wolny rynek. Jak tłumaczą socjologowie, ludzie dziś korzystają z usług wróżbitów dlatego, że po prostu mogą – porada duchowa to atrakcyjny towar, który można kupić. Zresztą rzecz działa w obie strony. Wróżki też nie mają lekko i muszą szukać coraz ciekawszych sposobów pozyskiwania klientów. Nie tylko prześcigają się w projektowaniu co bardziej wymyślnych stron internetowych czy atakują fora, reklamując swoje usługi, ale i - rzec można - idą między lud. Spotkać je można bowiem nawet w klubach nocnych, gdzie znad szklanki piwa tęsknie wypatrują swoich kolejnych ofiar. Nic dziwnego, w kraju, w którym liczbę doradców duchowych szacuje się już na 100 tysięcy, trzeba powalczyć o klienta.