nt_logo

"Finał MŚ rozgrywa się w głowie". Zdobył złoto z siatkarzami, opowiada nam o tajnikach sukcesu

Maciej Piasecki

25 sierpnia 2022, 10:03 · 12 minut czytania
Jakub B. Bączek to jeden z członków sztabu szkoleniowego złotej drużyny polskich siatkarzy z MŚ w 2014 roku. Trener mentalny kadry wspomina tamte czasy, odkrywając również tajniki dzisiejszej psychologii sportu. Czy Biało-Czerwoni w drodze po kolejny sukces odpowiednio zadbali o sferę mentalną?


"Finał MŚ rozgrywa się w głowie". Zdobył złoto z siatkarzami, opowiada nam o tajnikach sukcesu

Maciej Piasecki
25 sierpnia 2022, 10:03 • 1 minuta czytania
Jakub B. Bączek to jeden z członków sztabu szkoleniowego złotej drużyny polskich siatkarzy z MŚ w 2014 roku. Trener mentalny kadry wspomina tamte czasy, odkrywając również tajniki dzisiejszej psychologii sportu. Czy Biało-Czerwoni w drodze po kolejny sukces odpowiednio zadbali o sferę mentalną?
Osiem lat temu polscy siatkarze weszli na szczyt po raz pierwszy od wielu lat. Fot. Mateusz Jagielski/East News
Więcej ciekawych artykułów znajdziesz na stronie głównej
  • W piątek 26 sierpnia rozpoczynają się MŚ siatkarzy w Polsce i Słowenii.
  • Biało-Czerwoni będą bronić złotego medalu zdobytego w 2018 roku.
  • Polscy siatkarze trzykrotnie w historii byli mistrzami świata.

Jakub B. Bączek to trener mentalny olimpijczyków, przedsiębiorca, felietonista oraz wykładowca. Autor kilkunastu publikacji, twórca Akademii Trenerów Mentalnych.

W 2014 roku będąc członkiem sztabu trenerskiego reprezentacji Polski siatkarzy (trener Stephane Antiga) zdobył złoty medal MŚ. Współpracuje z topowymi sportowcami, m.in. Robertem Lewandowskim, Urszulą Radwańską, Iwoną Guzowską, Mateuszem Kusznierewiczem czy Otylią Jędrzejczak.

Maciej Piasecki: MŚ siatkarzy już za rogiem. Wracasz do wydarzeń sprzed ośmiu lat?

Jakub B. Bączek: Parę dni temu zaliczyłem przeprowadzkę. W starym mieszkaniu miałem półkę z pamiątkami, wśród nich był medal właśnie z MŚ 2014. Pakowałem do różnych pudeł te puchary czy wyróżnienia, które otrzymałem również w ramach podziękowania od moich klientów. To są sukcesy sportowców, nie moje, ale tak spoglądając na każde z nich można zwizualizować sobie, ile kosztuje dotarcie do takiego miejsca, żeby zwyciężyć.

O sferze mentalnej w sporcie mówi się więcej. Ale mam wrażenie, że nadal niektórzy traktują ją jako pokazanie swojej słabości.

Nadal wiele osób czuje coś na pograniczu wstydu, niepewności, może nawet lęku. To reakcja na moment, w którym pojawia się ktoś z zakresu psychologii bądź przygotowania mentalnego.

Jest też sporo mitów dotyczących psychologicznej strony sportu. Niektórzy twierdzą, że to jest coś w rodzaju terapii, ktoś przyjdzie i zacznie dopytywać o kontakty z rodzicami, czy w domu był alkohol, etc. Potem może każe złapać się drużynie za ręce i będziemy coś razem śpiewać... No nie, to zupełnie co innego.

A jakbyś to dokładnie określił?

Często praca nad sferą mentalną u sportowców to przyjemna i relaksacyjna część codzienności dla zawodników. Krok po kroku osoby, które mogą zobaczyć, że to naprawdę pomaga. Jest to forma treningu, może nie ta najważniejsza, ale spotykałem się z sytuacjami, kiedy ze sceptyków sportowcy stają się pozytywnie nastawieni do pracy na swoją sferą mentalną. Dzisiaj, kiedy mówi się o trenerze mentalnym czy psychologu sportu, zdziwienie jest znacznie mniejsze, aniżeli osiem lat temu, kiedy byłem z chłopakami na MŚ.

Pierwsze wspomnienie związane z tamtym złotym turniejem?

Dużo, bardzo dużo pracy.

Pragmatycznie. Zadzwonił ktoś z PZPS, czy sam zaoferowałeś usługi?

To Stephane Antiga podjął decyzję, że mam być z zespołem na stałe, zostałem pełnoprawnym członkiem sztabu szkoleniowego.

Zaczęło się od moich przyjazdów do Spały, jeszcze w charakterze gościa. Przyjeżdżałem na dwa dni, po czym wyjeżdżałem i analizowałem to, co zebrałem z rozmów czy obserwacji. Im więcej było zapytań ze strony zawodników, którzy otwierali się na współpracę ze mną, tym bliżej było tego celu – bycia z drużyną już na pełen etat.

Antiga zasugerował to PZPS i na otwarcie sierpnia 2014 roku dołączyłem do reprezentacji na stałe. Ostatniego dnia tego miesiąca zagraliśmy na Narodowym z Serbią.

Większą chęć rozmowy siatkarze mieli po porażkach czy zwycięstwach?

Dobre pytanie, ale to złożona kwestia.

Przede wszystkim my nie wiemy, czy jutro wygramy. Nawet jeśli mamy za sobą sześć zwycięstw w fazie grupowej, nie mamy pewności co do przebiegu np. ćwierćfinału. Z tego względu niepokój w zawodnikach jest praktycznie cały czas trwania turnieju. Jeśli znajdzie się odpowiednia osoba, z którą sportowcy będą chcieli pogadać, to na pewno tematem będzie właśnie ta niepewność tego, co na horyzoncie. Wynik jest istotny dopiero po meczu.

Kiedy jesteśmy zaniepokojeni, to dla człowieka jest to naturalny odruch. Chęci pogadania z kimś albo przynajmniej poświęcenia chwili, żeby to przemyśleć. Bywały dni, że cała czternastka siatkarzy jednego dnia MŚ pojawiała się w moim gabinecie. Czasem było mi nawet trudno zaplanować takie prozaiczne punkty doby jak posiłki. Priorytetem była rozmowa z zawodnikiem, np. na dzień przed meczem.

Dla siatkarza to jest tylko 45 minut. Ale wystarczy to przemnożyć przez 14 zawodników i okazuje się, że zdecydowanie było co robić podczas tego turnieju. A na koniec czasem trener Antiga zapraszał jeszcze do siebie i rozmawialiśmy o moich przemyśleniach odnośnie wniosków, spojrzenia na funkcjonowania reprezentacji.

Pamiętasz moment, w którym uwierzyliście, że tamten zespół może zdobyć złoto?

Wskazałbym rozbudowany ćwierćfinał, gdzie trafiliśmy do grupy z Rosją i Brazylią. To było najgorsze z możliwych rozwiązań, dwie najmocniejsze wówczas drużyny świata. I my te mecze wygraliśmy. To był jasny sygnał, że ta drużyna może sięgnąć po złoto. Okazało się, że nie było rywala, który może nas gładko ograć, nawet wśród najlepszych na świecie.

Szukając analogii z tegorocznym turniejem w kadrze ponownie zabraknie mającego ogromny potencjał zawodnika. Wówczas był to Bartosz Kurek, teraz Wilfredo Leon. Skreślenie "Kurasia" było długo dyskutowane w drużynie z 2014 roku?

Ten temat pojawiał się w kuluarowych rozmowach i nie będę ukrywał, że było inaczej.

Warto jednak zaznaczyć, że w codziennym, turniejowym życiu grupy, Bartosz Kurek – a dokładniej jego brak – nie był najistotniejszy. Podobnie jest zapewne teraz, pod nieobecność Wilfredo Leona. O tym już się powiedziało wystarczająco wiele, pojawiło się sporo dziennikarskich publikacji. Temat został zapewne przewałkowany w umysłach zawodników.

Wszyscy życzymy Leonowi jak najlepiej, wiemy, jakim jest graczem. Zdrowo byłoby, żeby na czas MŚ 2022 odłożyć jednak jego nieobecność, podobnie jak w przypadku Kurka w 2014 roku.

Tak jak osiem lat temu ponownie Polacy zagrają przed własną publicznością. Zastanawiam się, czy presja na wynik i pełne trybuny mogą mieć negatywny wpływ?

Odpowiedź na to pytanie jest zależna od zawodnika. Przykładowo wspomnianego wcześniej Bartka Kurka bardzo cieszy pozytywne zamieszanie na trybunach, on to zresztą często podkreśla. Deklarował to też wewnątrz kadry, po prostu on lubi głośny doping kibiców. W trakcie turnieju reakcje trybun Kurek będzie poczytywał jako dodatkowy motywator.

Kiedy jednak pomyślę sobie o naszym nowym rozgrywającym, czy zawodnikach, którzy pierwszy raz zagrają na tak ważnym turnieju w Polsce, to może być dodatkowa, naprawdę mocna presja. I pewnie tak właśnie będzie.

To dodatkowo także kwestia logistyki. Pamiętam, że wyjeżdżając z hotelu na mecze MŚ 2014 jako reprezentacja Polski mieliśmy problemy, że wejść do autokaru. To też jest wymagające od siatkarza, stanąć i się uśmiechnąć, zrobić sobie zdjęcie z kibicem, podpisać piłkę. Ktoś chce koszulkę, podchodzi np. osoba z dzieckiem na wózku i prośbą o kilka zdań z idolem. Naprawdę, takich dodatków jest mnóstwo, niezależnie od obostrzeń funkcjonujących w ostatnich latach.

Dodam, że te historie są przyjemne, ale ich natłok - biorąc pod uwagę granie na turnieju w Polsce - powoduje dodatkowe wyczerpanie u zawodników. Jest takie pojęcie w psychologii opisujące to zjawisko. Mowa o wyczerpaniu społecznym. Kiedy ludzi dookoła jest za dużo i oni chcą od nas zbyt wiele, to potrzebujemy później dwukrotnie więcej regeneracji, niż w normalnych kontaktach, jeden na jednego - poza turniejem.

Nasi siatkarze mogą potrzebować po ludzku zamknąć się w pokoju, zdrzemnąć czy zagrać w grę komputerową, kiedy nikt nie przeszkadza. To normalne i taki dodatkowy efekt zadziała właśnie podczas turnieju w Polsce, a nie gdybyśmy grali np. mistrzostwa w Australii.

Kurek to kapitan, którzy przejął funkcję po Michale Kubiaku. To dobry wybór spoglądając na jego charakter?

Bartek Kurek ma charyzmę. Gdybyśmy chcieli ją zdefiniować, to jest to zespół różnych cech: odwaga, kreatywność, inteligencja, poczucie humoru, empatia. Niewielu zawodników ma coś takiego w sobie, ale Bartek tak. Kiedy Kurek wypowiada się przed kamerami, warto go słuchać. Nasz atakujący mówi ciekawie, zupełnie inaczej, mniej sztampowo.

To samo w szatni. Bartek przemawiający do zespołu to konkretny przekaz, trafiający w punkt. Ten siatkarz potrafi też był łącznikiem pomiędzy sztabem szkoleniowym a drużyną. To cechy lidera grupy. Fakt faktem, Kurek nie mógł do końca rozwinąć skrzydeł, kiedy w drużynie był Michał Kubiak. To siatkarz, który miał w sobie również ogromną charyzmę i siłę. Teraz Michała jednak nie ma, a Kurek może rozwijać swoje przywódcze cechy.

Wybór akurat jego na kapitana to świetny strzał.

Ktoś do ciebie dzwonił ze związku siatkarskiego przed MŚ?

Z PZPS nie, bo byłem w przeszłości zbyt asertywny, mówiąc rzeczy, które mogły się nie do końca spodobać. Stałem jednak mocno po stronie zawodników. Inna sprawa, że ja na dzisiejszym etapie życia nie do końca nadawałbym się do pracy na etat, w żadnym związku.

Dodam jednak, że dzwonią do mnie zawodnicy reprezentacji.

Nie masz wrażenia, że brakuje w sztabie kogoś od przygotowania mentalnego?

Dobrze by było, gdyby w sztabie szkoleniowym był ktoś z doświadczeniem psychologicznym. Trener mentalny czy psycholog, do którego można się w dowolnym momencie wybrać. Przecież to nie jest obowiązkowe, żeby cała grupa szła się zwierzać do jakiegoś człowieka.

Czasem wystarczy jedna-dwie osoby z drużyny do rozmowy. Albo lider zespołu, który chce wymienić myśli, dopytać, jak to widzi druga strona, z doświadczeniem w aspekcie psychologicznym. Koszty takiego rozwiązania nie są wygórowane dla związku. Dodatkowo PZPS oszczędziłby sobie ewentualnej krytyki na przyszłość.

Może się przecież zdarzyć, że przegramy kolejny duży turniej na etapie, powiedzmy, tego przeklętego ćwierćfinału. I nagle pojawi się pytanie, dlaczego nikt nie współpracował z drużyną, dbając o ich sferę mentalną? Wiemy dobrze, że takie głosy już się pojawiały, chociażby po ubiegłorocznych igrzyskach w Tokio.

Kibicując zarówno siatkarzom, jak i PZPS, na pewno warto pomyśleć o zatrudnieniu na stałe kogoś, kto w sztabie szkoleniowym zajmie się sferą mentalną.

ZOBACZ WYNIKI I TERMINARZ MISTRZOSTW ŚWIATA SIATKARZY 2022

Skoro rozmawiasz z siatkarzami, jakie tematy poruszacie najczęściej? Szanując ich prywatność zastanawiam się, czy ich troski zmieniają się na przestrzeni lat.

Jak najbardziej. W 2014 roku wiodącymi tematami było to, jak obniżyć stres, podnieść motywację i koncentrację. Obecnie coraz częściej rozmawiamy o kondycji zdrowia psychicznego. O tym, czy zawodnik nie ma depresji, nie wypala się sportowo, nie ma kłopotu z żywieniem czy nie ciągnie kogoś do uzależnienia o podłożu behawioralnym. O problemach we własnym związku, które mogą wpływać na psychikę i codzienne funkcjonowanie.

To są wątki, które millenialsi poruszają łatwiej niż pokolenie ich rodziców. Dodatkowo to są tematy bardziej medialne. Prawdopodobnie w 2014 roku hasło "depresja" nie padło ani razu w treści mojej pracy z kadrą przy MŚ. Dzisiaj mówi się o tej chorobie zupełnie inaczej. Ostatnim przykładem z siatkarskiego świata jest Luciano De Cecco, świetny argentyński rozgrywający.

Mam wrażenie, że trochę inną odporność psychiczną mają millenialsi od tzw. pokolenia X. Dzisiaj pracujemy nad odpornością psychiczną np. w kontekście hejtu internetowego. W 2014 ten temat nie był specjalnie użyteczny. Dzisiaj sprawa odporności psychicznej na hejt w sieci jest jednym z czołowych, który pojawia się w moich rozmowach ze sportowcami.

Pewnie najlepiej się odciąć od internetowego łącza na czas turnieju.

Pamiętaj, że media społecznościowe są też regulatorem emocji, dodatkową dopaminą. Sportowcy sięgają do internetu spodziewając się laurek, serduszek i wspierających, kibicowskich komentarzy. Tak faktycznie często jest. Dodatkowo niektórzy mają kontrakty reklamowe, stają się influencerami i dodatkowo zarabiają na mediach społecznościowych.

Ale nie jest tak zawsze.

Przyjdzie do meczu z Iranem, z którym jak wiadomo siatkarsko zawsze jest gorąco i wtedy nie będę zachęcał sportowców do zaglądania do sieci. Wczoraj, dzisiaj i jutro, po prostu sobie odpuśćmy. Poza polskimi, pozytywnymi komentarzami, sporo będzie też wiadomości od skrajnych fanów Iranu, którzy są nakręceni i niekoniecznie chcą, żeby dany zawodnik miło się poczuł po przeczytaniu komentarza na swoim profilu.

Wiesz jednak dobrze, że my możemy sobie tutaj rozmawiać i radzić. Ja mogę podpierać się badaniami, sportowcy mogą ze zrozumieniem potakiwać głową... A czy wieczorem przed snem, ktoś nie przejrzy mediów społecznościowych? To wie tylko ten konkretny człowiek.

Media społecznościowe mają w sobie czynniki uzależniające. My możemy tak bardzo pragnąć dopaminy, że trudno wówczas utrzymać praktyczne porady o odcięciu się od internetu.

Dlatego właśnie należy odpowiednio obudować sportowca w siłę, która będzie ważniejsza od internetowego hejtu. Dzięki temu nie zabraknie mocy sprawczej i pewności siebie do meczu.

Skoro świadomość co do pracy nad sferą mentalną jest u sportowców coraz większa, jak oceniłbyś jej wartość w kontekście wyniku sportowego. Pytam np. o przebieg turnieju mistrzowskiego podobnego do wyzwania siatkarzy.

Im dalej w las, tym bardziej czynnik przygotowania mentalnego jest istotniejszy.

O ile mental na meczach w grupie to nie jest więcej niż 10 procent istotności, o tyle w ćwierćfinale może mieć już wartości powyżej 50 proc. W półfinale pewnie 75 proc., a finał? Tam spotykają się świetne drużyny, dobrze przygotowane fizycznie i taktycznie. Przypadkowo nie znalazły się przecież w grze o złoto. Wówczas sfera mentalna może odegrać kluczowe znaczenie na poziomie 90 proc. Finał MŚ rozgrywa się w głowie.

Bo decydować o mistrzowskim tytule będą naprawdę detale.

Dodatkowo pamiętajmy, jak duża presja spoczywa na graczu walczącym o złoto. Często ten jeden jedyny dzień decyduje. Właśnie ten konkretny, finałowy - o tym, na co sportowiec pracował całą karierę. Wynik meczu albo powoduje, że albo zapisujesz się w historii, albo po prostu o tobie zapominają.

Na świecie srebrny medal to najczęściej pierwszy przegrany. A przegrywać nie lubi nikt.