
Serbscy siatkarze mieli w poniedziałek podwójne powody do świętowania. Po pierwsze, ograli 3:0 (25:24, 25:21, 25:16) Portoryko i zameldowali się w fazie pucharowej mistrzostw świata. Po drugie, urodziny obchodził Marko Podrascanin, któremu kibice w Spodku odśpiewali gromkie "Sto lat!". Nie zawiedli też jego koledzy, zażyczyli sobie od DJa oprawy muzycznej opartej na utworach... Gorana Bregovicia.
Serbowie to jedna z niewiadomych tegorocznych mistrzostw świata siatkarzy. Gdy są w formie, zawsze będą faworytem rywalizacji, bo w składzie aż roi się od świetnych siatkarzy. Gdy formy nie ma, wygrywają ze średniakami, a mocni rywale odprawiają ich bez trudu. Tak było podczas zeszłorocznych ME, gdy zajęli czwarte miejsce w Spodku, a mecz z Polską o brąz przegrali gładko w trzech setach.
W poniedziałek w Katowicach zmierzyli się z Portoryko i poza problemami w pierwszej partii, gładko odprawili zespół z Ameryki Środkowej 3:0 (26:24, 25:21, 25:16) i w zasadzie są niemal pewni pierwszego miejsca w grupie A. To oznacza, że będą rozstawieni przed 1/8 finału i że będą mieli łatwiejszą drogę do czwórki. Czy zdołają się wedrzeć do finałów MŚ po raz pierwszy od lat? To nie jest wykluczone, zwłaszcza że w formie jest lider, Alex Atanasijević.
Serbowie przed meczem mieli wyjątkową prośbę do Grzegorza Kułagi, DJa podczas meczów w Spodku i człowieka, który odpowiada za oprawę meczów polskiej kadry. Zażyczyli sobie... muzyki Gorana Bregovicia, który na Bałkanach jest uwielbiany jeszcze bardziej, niż w Polsce. I faktycznie, skoczne bałkańskie rytmy prowadziły ich do walki w meczu z Portoryko. A po spotkaniu była mała feta, czyli urodziny Marko Podrascanina. Koledzy i kibice w Spodku odśpiewali mu gromkie "Sto lat!".
Tymczasem pierwszy raz od lat mecz w finałach MŚ wygrała Ukraina, która 3:0 (25:21, 25:19, 25:15) odprawiła w grupie A Tunezję i jest o krok od awansu do 1/8 finału. Musi tylko w dowolnych rozmiarach odprawić kadrę Portoryko w katowickim Spodku, co nie powinno być problemem dla naszych sąsiadów. I wówczas historyczny awans stanie się faktem.
W grupie E Kanada ma pierwszy triumf, bo wygrała pewnie 3:0 (25:23, 25:21, 25:23) z Chinami. Awans już wywalczyli Włosi, jeden z głównych faworytów mundialu rozprawił się z Turcją wynikiem 3:0 (25:18, 25:20, 25:22) i tylko kataklizm może go pozbawić pierwszej pozycji w stawce. Klonowe Liście powinny zapewnić sobie miejsce za plecami Azzurrich.
Przegrała po raz drugi Argentyna, znów w pięciu setach, tym razem dość niespodziewanie z Holandią 2:3 (30:28, 25:20, 21:25, 25:27, 9:15), choć prowadziła już 2:0. Marcelo Mendez ma problem, bo jego zespół zawodzi. Tymczasem Iran 3:1 (25:14, 25:19, 22:25, 26:24) pokonał Egipt i jest pierwszy w grupie F. Persowie mają triumf w stawce i rozstawienie w 1/8 finału na wyciągnięcie ręki.
Zobacz także
