Prezydent Bronisław Komorowski
Prezydent Bronisław Komorowski Fot. Stefan Romanik / Agencja Gazeta

Bronisław Komorowski rozmawiał z Tomaszem Lisem o konfliktach wśród Polaków. Prezydent jest zdania, że wcale nie jest tak źle, jak się z pozoru wydaje, a ludzie krzyczący, "chcemy niepodległej Polski" są absolutnym marginesem. Stwierdził też, że internet jest "hate parkiem", który nie odzwierciedla poglądów Polaków, a w kraju zabrakło prawdziwych ekspertów, którzy rozmawialiby z "szalonymi głowami" wyznającymi teorię zamachu o katastrofie smoleńskiej.

REKLAMA
Prezydent Bronisław Komorowski tłumaczył Tomaszowi Lisowi, że Polacy są świadomi wielu okazji na poprawę sytuacji w kraju, które uciekły im sprzed nosa. Zaznacza, że kłótnie polityczne będą zawsze, ważne jednak, by nie dominowały. – Dziś nie ma konfliktów na szczycie władzy, w przeciwieństwie do lat minionych – mówił prezydent. W marszu prezydenckim podczas święta niepodległości szli ramię w ramię politycy zarówno lewicy jak i prawicy, co, zdaniem Bronisława Komorowskiego, jest znakiem na polepszającą się komunikację polityczną w kraju.
– Najświętsze rzeczy stają się maczugą do walenia w łeb politycznych przeciwników. To jest złe. Trzeba temu przeciwdziałać. Pałac prezydencki jest otwarty na debatę publiczną i to przynosi efekty – mówił prezydent. Zaznaczył, że jest miejsce i sposób na prowadzenie rozmów między władzą i opozycją - niekoniecznie agresywny.
Ludzie, krzyczący, że w Polsce niepodległość jest deptana są zdaniem prezydenta zdecydowaną mniejszością - marginesem, na który sami siebie skazują. – W sensie politycznym to droga donikąd. Nie sądzę, że ktoś, kto takie rzeczy wygaduje, będzie mógł przekonać do siebie większość społeczeństwa – stwierdził Bronisław Komorowski. Dodał, że w dobie Unii Europejskiej nie ma społecznego przyzwolenia na ekstremizmy polityczne.
Prezydent orzekł, że nie ma sensu porównywać dzisiejszych czasów do historycznych wydarzeń, bo sytuacja się zmienia. – Nie należy ulegać lękom, że będzie prosta powtórka z historii. Historia jest po to, by ją analizować i wyciągać wnioski, a nie po to, by być sparaliżowanym ze strachu przed powtórzeniem pewnego cyklu historycznego – przekonywał Bronisław Komorowski.
– Nie ma pełnej szczepionki na głupotę, radykalizm, emocje ludzkie. Najłatwiej szukać winy u konkurencji politycznej. Najtrudniej znaleźć błąd we własnym otoczeniu. Ci, którzy próbują budować wrażenie, że mamy tylko czarną i białą stronę w polityce, popadają w śmieszność – mówił Bronisław Komorowski.
Prezydent zaznaczył też, że internet stał się "hate parkiem", który nie odzwierciedla poglądów społeczeństwa. – Ludzie wiedzą, że trochę są "podkręcani" do konfliktu przez media, polityków, ale tego nie chcą, boją się i próbują od czasu do czasu się zdystansować . To zdrowe zjawisko – tłumaczył.
Bronisław Komorowski przekonywał też, że w sprawach śledztwa smoleńskiego nie wolno przekraczać pewnych granic wojny wewnętrznej wśród Polaków, bo może to mieć zgubne skutki. Pochwalił starania ministra Radosława Sikorskiego o wrak prezydenckiego tupolewa. – Nie trzeba eskalować sporu. Teorię zamachu uważam za opartą na zerowych dowodach i przesłankach, szkodzącą Polakom. Niedobrze, że po rozwiązania komisji Millera zabrakło ekspertów, którzy dyskutowaliby z szalonymi głowami i ekspertami od nie wiadomo czego – zaznaczył. – Jeśli ktoś mówi, że państwo potrzebuje arbitra zewnętrznego, a jednocześnie twierdzi, że w Polsce nie ma niepodległości, to ja tego zupełnie nie rozumiem – mówił Bronisław Komorowski.
Prezydent twardo stwierdził, że nie może wkraczać w politykę partii. Nie będzie żadną siłą polityczną, która walczy z innymi. – Trzeba mówić nie głośno, tylko mądrze. Partie zawsze dzieliły obywateli. Prezydent jest od tego, by ich łączyć – powiedział.