Wigilijne potrawy wcale nie muszą być kaloryczną bombą.
Wigilijne potrawy wcale nie muszą być kaloryczną bombą. Fot. Lukasz Zandecki / AG

Święta Bożego Narodzenia mają jeden wspólny mianownik, zarówno dla katolików, jak i ateistów. Są nim tradycyjne, wyszukane potrawy, które mamy okazję spożywać tylko raz w roku. Do grona "dietetycznych" zaliczyć ich nie można. Radzimy, jak zachować się przy świątecznym stole, by uniknąć zbędnych kilogramów.

REKLAMA
Zdaniem dietetyków, święta nie muszą oznaczać nagłego wzrostu wagi. Jak podkreśla Joanna Brzezińska, bożonarodzeniowe obżarstwo nas nie zabije, o ile na co dzień odżywiamy się rozsądnie. – Jeżeli przez cały rok nasze zasady żywieniowe są zgodne ze zdrowym odżywianiem, a święta są dla nas odstępstwem od reguły, to nie mamy się czego obawiać. Jeśli jest odwrotnie, to być może Boże Narodzenie jest doskonałym momentem, aby podjąć poważne postanowienia noworoczne i zmienić coś na lepsze – mówi Joanna Brzezińska.
Dietetyczka tłumaczy, że w okresie świątecznym najbardziej zagrożone są osoby, które borykają się z kłopotami zdrowotnymi, takimi jak cholesterol, nadciśnienie, kłopoty metaboliczne. Tacy ludzie szczególnie powinni wystrzegać się tłustych potraw oraz słodyczy. Ciasta, czyli połączenie tłuszczu, cukru i białej mąki są największymi bombami kalorycznymi.
Wbrew pozorom nie trzeba się wybitnie wysilać, by zniwelować szkodliwe dla żołądków i wątrób skutki wigilijnego biesiadowania.
1. Ryba dobra na wszystko.
– Nie mamy wielkiego kryzysu, przeciętna rodzina nie głoduje. Na święta warto spojrzeć jako czas spędzony z rodziną oraz eksperymentowanie z nowymi, zdrowszymi potrawami – mówi Joanna Brzezińska. Tłumaczy, że świetnym początkiem są ryby. – Powinny królować na naszych stołach podczas świąt. Dostarczają zdrowych tłuszczy. Należy pamiętać, by smażyć je na na olejach o wysokiej temperaturze dymienia, jak np. olej z pestek moreli, Canola, rzepakowy – przekonuje dietetyczka.
2. Używaj zdrowych zamienników.
Dorota Osóbka, dietetyk z Poradni Żywieniowej Food Line zwraca uwagę, że dania, które przygotowujemy na święta, trzeba "odchudzić". Przykładem może być serwowanie karpia w galarecie lub podanie go w wersji gotowanej, z warzywami, zamiast w wysokokalorycznej panierce. – Także pierogi można podać tylko ugotowane, bez zasmażki. Możemy na tym oszczędzić od kilkudziesięciu do nawet kilkuset kalorii w ciągu jednego wieczoru – przekonuje dietetyk.
Przyklaskuje jej Joanna Brzezińska. Zdaniem dietetyczki łatwo z kalorycznej bomby zrobić potrawę przystępną dla organizmu. Na początek dobrze zastąpić białą mąkę np. mąką gryczaną. – Problem leży w naszej głowie. Trzeba się otworzyć na nowe spojrzenie na jedzenie, na nowe doznania smakowe – mówi Joanna Brzezińska. Ocenia, że jeśli nasze obżarstwo skończy się na rybach, warzywach czy pierogach z mąki pełnoziarnistej, nie mamy czego się obawiać, bo to klucz nie tylko dla świątecznego dnia, ale naszej całorocznej diety. – Nie namawiam do produktów odtłuszczonych czy zamiany masła na utwardzone tłuszcze roślinne. Nie ma takiej potrzeby. Nie należy też polewać wszystkiego nasyconym olejem. Jeżeli już mamy ochotę na mięso to wybierajmy to chude. Nic nie zastąpi zdrowego rozsądku – dodaje.
3. Umiar
Dorota Osóbka, zaznacza, że należy jeść częściej, lecz mniejsze porcje. – Wszystko co chcemy zjeść podzielmy na 4-5 posiłków, zamiast siedzieć cały dzień przy stole i co chwilę nakładać sobie nową porcję jakiegoś dania, ustalmy godziny posiłków i jedzmy tylko w tym czasie. W ten sposób unikniemy nadmiernych wahań poziomu glukozy we krwi i unikniemy „ataków wilczego głodu” – tłumaczy. Dodaje, że w ten sposób pochłoniemy mniej kalorii, niż w przypadku dwóch dużych posiłków.
4. Uwaga! Deser
Ciasta są bardzo kaloryczne. Należy obchodzić się z nimi ostrożnie. – Potraktujmy je jako dodatek do kawy czy herbaty po kolacji. Ludzie zawsze lubili słodki smak, poszukiwali go od wieków. To on jest najbardziej uzależniający. Dlatego sięgajmy po deser dopiero, gdy zjemy danie główne lub bardziej wartościową potrawę – tłumaczy Joanna Brzezińska. Ważne, by po jedzeniu odczekać chwilę. – Poczekajmy i sprawdźmy, czy nasz organizm potrzebuje więcej jedzenia, czy może nasz ośrodek sytości mówi kategorycznie "dość" – tłumaczy. Oczywiście nie każdemu wystarczy mały kawałek ciasta. Rada dla łasuchów od dietetyczki: skoro chcecie więcej słodkiego, ograniczcie inne węglowodanowe potrawy - pierogi, ziemniaki, pieczywo, makarony. Coś za coś.
4. Nie wierz w mity
Jednym z najpopularniejszych mitów jest wigilijny post. Przez cały dzień nic nie jemy, by z czystym sumieniem usiąść wieczorem do stołu i z nawiązką nadrobić braki. "Przecież od rana nic nie jadłem, mogę teraz pozwolić sobie na więcej" – często zdarza się niektórym usprawiedliwiać obżarstwo. – To bzdura. Nie takie jest zadanie postu. To raczej przeżycie wewnętrzne, a nie fizyczne. Warto zapamiętać dietetyczne hasło: "Nie jesz?! Tyjesz!!" – kwituje Joanna Brzezińska.
Z kolei rada, by przed kolacją wypić szklankę gazowanej wody, która "oszuka i zatka" żołądek jest nic nie warta. – Nie widzę potrzeby, by stosować tę metodę. Może jedynie doprowadzić do poważnych wzdęć i niestrawności, ze względu na rozcieńczenie kwasów solnych i enzymów trawiennych – tłumaczy Joanna Brzezińska.
5. Słodkie napoje
Niejednokrotnie usprawiedliwialiśmy picie Coli jej "odrdzewiającym" działaniem. Można by pomyśleć, że szklanka tego czarnego trunku pomoże w trawieniu. Zdaniem dietetyczki – nic bardziej mylnego. – Czy podczas takiego dnia słodkie napoje są w ogóle potrzebne? Sądziłam, że to już przeżytek, już ich nie kupujemy. Colę i inne słodkie napoje odłóżmy na półkę i zastosujmy, gdy jakaś śrubka nam zardzewieje. Zamiast tego zróbmy tradycyjny kompot z suszonych owoców, które same w sobie są słodkie. Dzięki temu zaspokajają potrzebę słodkości w ustach i wspomagają trawienie – mówi Joanna Brzezińska. Zaznacza, że dzięki kompotowi możemy pozbyć się niestrawności, a najlepiej pić je po głównym posiłku, jako deser.
Wtóruje jej Dorota Osóbka przekonująca, że słodzone napoje są kaloryczne, dlatego w świąteczne dni lepiej zaspokajać pragnienie niedosładzanymi herbatami lub wodą mineralną.
6. Bez pośpiechu
Dorota Osóbka radzi, by spróbować każdej ze świątecznych potraw, ale wystrzegać się pełnych porcji. – Kiedy na stole jest dużo pysznych dań ciężko wybrać jedno, które zjemy. Dlatego spróbujmy każdego na które mamy ochotę, ale w minimalnej ilości. By zachwycić się smakiem pierogów wystarczy zjeść 1-2 sztuki zamiast całego talerza – przekonuje.
Jej zdaniem ważne, by delektować się smakiem, wyglądem i zapachem potraw. – Kiedy jemy wolniej mózg ma więcej czasu na to, aby odebrać i przetworzyć informację, że jesteśmy już syci. Kiedy spożywamy posiłek w szybkim tempie to zanim do mózgu zdąży dotrzeć taka wiadomość jesteśmy już zwykle po co najmniej dwóch obfitych daniach i deserze – kwituje Dorota Osóbka.
7. Alkohol
Choć lubimy przypisywać mu różne lecznicze, czasem zbawienne działania, lepiej nie przesadzać. – Tak naprawdę alkohol jest dobry tylko na poprawę nastroju. Na tym zakończyłabym rozmowę o dobroczynnym wpływie alkoholu – mówi Joanna Brzezińska. Dodaje jednak, że pół kieliszka dobrego, wytrawnego, czerwonego wina doskonale wpłynie na zarówno na trawienie, jak i na dobry nastrój.
Przytakuje jej Dorota Osóbka, która przypomina, że alkohol jest w dodatku wysokokaloryczny. Jeden kieliszek to przeszło 110 kcal. – A przecież na jednym kieliszku zwykle się nie kończy. Jeśli bardzo zależy nam na zachowaniu dotychczasowej masy ciała, w Święta najlepiej w ogóle zrezygnować z alkoholu – przekonuje. Dodaje, że ewentualnie można wypić kieliszek wina, który wspomoże trawienie.
8. Nie daj się presji
Często odwiedzając rodzinę w święta głupio jest nam odmówić, gdy gospodarze częstują nas coraz to innymi potrawami. "Zjedz, zjedz, tak blado dziś wyglądasz", "tyle się przy tym napracowałam", "jeśli tego nie zjesz, zmarnuje się" – to tylko niektóre z najczęściej używanych argumentów przez ciocie lub babcie, które od miesięcy nas nie widziały i chcą nadrobić zaległości dokarmiając nas aż do bólu. A my jemy, bo "nie wypada odmówić".
– Nie rozumiem tego. Co to znaczy: "wypada" u kogoś jeść na siłę? To tak, jakby powiedzieć "wypada chorować, przecież w zimie wszyscy dookoła chorują". Taki argument zupełnie do mnie nie przemawia – mówi Joanna Brzezińska. – Jedzenie to nie świętość, zawsze można coś poprawić i zrobić lepiej. Widzę, jak całe rodziny zmieniają sposób odżywania tylko dlatego, że jedna osoba ich do tego nakłoniła. Jeśli nie chcemy jeść, to nie jedzmy – ocenia dietetyczka.
9. Trochę ruchu
Dorota Osóbka radzi, by nie spędzić świąt na siedząco. By uniknąć zbędnych kilogramów, zalecana jest umiarkowana aktywność fizyczna. – To może doskonale przysłużyć się naszej sylwetce i pomóc przetworzyć przyjęty w nadmiarze pokarm nie w tkankę tłuszczową, a w energię i ciepło – tłumaczy dietetyk.