
Czy przestępcy, którzy trafili za kraty, mogą diametralnie odmienić swoje życie, czy też skazani są na kroczenie złą drogą po wyjściu na wolność? Postawmy jeszcze trudniejsze pytanie: czy mogą doznać nawrócenia w więzieniu? Do księgarni trafia książka, której autorka dzieli się świadectwami skazańców udowadniającymi, że jest to możliwe. Co wywołało ich przemianę? Według nich była to wiara.
– Każda z tych historii jest inna i wyjątkowa. Życiorysy bohaterów mojej książki są naprawdę dramatyczne i trzeba być bardzo silnym człowiekiem, by nie zawrócić z drogi, na jaką się zdecydowali – mówi w wywiadzie dla naszego serwisu Katarzyna Borowska, pisarka, coach, pedagog, terapeutka, nauczycielka, autorka książki "Wiara skazanych".
Jak wyglądały przygotowania do napisania książki "Wiara skazanych"?
"Wiara skazanych" jest jedną z trzech części cyklu "Wiara, Nadzieja i Miłość Skazanych". Stąd też, kiedy mówimy o przygotowaniach, to trudno jest mi wyodrębnić, jak one wyglądały w przypadku "Wiary". Kiedy podjęłam decyzję o napisaniu tych książek, miałam już wypracowane pozytywne relacje ze Służbą Więzienną, ponieważ kilka lat wcześniej realizowałam inne projekty dedykowane osobom odbywającym karę pozbawienia wolności.
Te dobre relacje to klucz, by komukolwiek otworzono drzwi do celi skazanych.
To niezmiernie ważne, dlatego o tym mówię, gdyż bez zaufania, jakim obdarzyli mnie funkcjonariusze, nie miałabym szans na wejście do zakładów karnych na spotkania z osadzonymi. Tak więc pierwszym etapem było nawiązanie relacji i przekonanie do swojego pomysłu. Przekonanie Służby Więziennej, jak również wydawcy.
Co było dalej?
Potem już poszło gładko. Zbieranie chętnych do rozmów, nagrywanie wywiadów, redagowanie. Zwykła reporterska robota. Oczywiście wiązało się to również z podróżami do zakładów karnych.
W autowywiadzie zamieszczonym we wstępie książki na pytanie: "Czy jestem osobą wierzącą?" odpowiada Pani zdawkowo: "Każdego dnia ufam bardziej". Czy mogłaby Pani rozwinąć tę myśl?
To bardzo osobiste pytanie, ale rozumiem, że wywołałam siebie do przysłowiowej tablicy, przeprowadzając wywiad z samą sobą.
W rzeczy samej. To może zapytam tak: Jak Pani postrzega wiarę?
Jak ja postrzegam wiarę? Z tego, co pamiętam, w którymś miejscu książki piszę o tym, że łatwiej jest człowiekowi uwierzyć, że Bóg istnieje, niż uwierzyć Bogu. Toteż ja uczę się wierzyć, czyli ufać, że nie tylko On istnieje, ale również dotrzymuje słowa. Na przykład, kiedy mówi: Proście, a będzie wam dane. Więc proszę i muszę powiedzieć, że otrzymuję [uśmiech].
Ta radość jest wymowna, ale to niewątpliwie temat na dłuższą dyskusję.
Wiara człowieka jest tak głębokim i intymnym tematem, że każda moja odpowiedź byłaby zdawkowa. Mam nadzieję, że choć odrobinę pogłębiłam tę osobistą wycieczkę i jest ona dla pana zadowalająca.
Tak. Porozmawiajmy więc o książce. Która z historii skazanego deklarującego nawrócenie zrobiła na Pani największe wrażenie?
Każda z tych historii jest inna i wyjątkowa. Niedawno, dokonując ostatecznej korekty autorskiej, przeczytałam je raz jeszcze, po ponad roku od przeprowadzenia rozmów. Przy kilku się wzruszyłam. Powiem tak, nie wskażę jednej historii, ale elementy, które robią na mnie wrażenie za każdym razem.
Zatem słucham.
To pokora rozmówców wobec życia, odwaga, z jaką przyznają się do zła przez siebie wyrządzonego oraz determinacja i samodyscyplina, jaką utrzymują, by nie wrócić na dawną drogę. Proszę mi wierzyć, życiorysy bohaterów mojej książki są naprawdę dramatyczne i trzeba być bardzo silnym człowiekiem, by nie zawrócić z drogi, na jaką się zdecydowali.
Nawrócenie to jedno, ale jest jeszcze kwestia powrotu do uczciwego życia.
W stare koleiny łatwo się wpada, a ci ludzie często "z zawodu byli przestępcami". Tak zarabiali na życie, na utrzymanie rodziny. W świecie przestępczym mieli znajomych, w nim mieli swoje miejsce, znali jego zasady. Dla nich świat ludzi tzw. wolnościowych to ocean. Wszystko w nim jest nowe, nieznane i trzeba się go od początku nauczyć.
Jak sobie radzą z tą nauką?
Zwykle na początku towarzyszy im samotność w tych zmaganiach, bo przecież najtrudniej jest zdobyć zaufanie, a oni zawiedli i mają tego świadomość. Jeden z moich rozmówców powiedział, że nawet ten, który trzęsie celą, kiedy wychodzi na wolność, jest zagubiony i bezradny jak dziecko. Staje z torbą przed bramą więzienną i nie ma dokąd pójść.
To pewnie jeden z tych trudnych momentów, w których trzeba wybrać między tym, co słuszne, a tym, co łatwe.
Tak. Wtedy najprościej jest wrócić do starych kumpli, na drogę przestępstwa. Więc przyzna pan, że trzeba mieć w sobie pewną niezłomność, by tego nie zrobić. I tu właśnie z pomocą przychodzi im Bóg, którego postawili w swoim życiu na pierwszym miejscu. Jeśli ktoś chciałby o tym porozmawiać, to niektórych bohaterów mojej książki będzie mógł/mogła wkrótce poznać osobiście.
Gdzie i kiedy?
Zapraszam serdecznie na spotkanie autorskie 9 grudnia o godzinie 18.00 w księgarni Świat Książki w Hali Koszyki w Warszawie. Będę tam czekała na czytelników, by poznać się i udzielić odpowiedzi na pytania. Również będę podpisywała moją najnowszą książkę, więc jeśli ktoś chce dedykację dla siebie lub kogoś bliskiego, by wręczyć książkę np. jako prezent pod choinkę, to zapraszam na spotkanie. Tak jak mówiłam, będą mi towarzyszyli niektórzy moi rozmówcy, więc to też okazja do zadania im osobiście pytań o moc wiary.
Wśród opisanych w książce świadectw skazanych, którzy doświadczyli przemiany duchowej, znajdziemy tylko wywiady z mężczyznami. Jaki jest powód tego, że zabrakło w niej rozmowy o wierze z jakąś skazaną?
To prawda, zgłosili się sami mężczyźni. I to jest powód. Mam zasadę, że do każdej mojej książki zapraszam tylko osoby, które same chcą podzielić się swoją historią. Nie namawiam, nie naciskam. Do tej części zgłosili się mężczyźni.
Możemy jednak coś powiedzieć o zjawisku nawróceń wśród kobiet?
O zjawisku nawróceń więziennych rozmawiałam z obecnym prezesem Bractwa Więziennego Samarytania. Poruszyliśmy temat kobiet i mężczyzn w tym kontekście. Pan Przemysław Gorzelak, z wykształcenia psycholog z dwudziestoletnim doświadczeniem pracy w więzieniu, powiedział, że są badania, które wskazują na to, że z racji ról społecznych, jakie pełnią kobiety, dużo trudniej się je resocjalizuje.
To zastanawiająca obserwacja.
Być może jest to jeden z czynników, w którym można upatrywać takiego składu bohaterów mojej książki. Jeśli tak jest, to nadal trzeba pamiętać, że jest to jeden z wielu czynników. Nie jestem pracownikiem naukowym, więc wracając do pańskiego pytania, powiem krótko: tak się złożyło. I cieszę się bardzo, że mnie kobiecie udało się napisać tak męską książkę. To dla mnie nowe doświadczenie, gdyż do tej pory w swoich książkach głównie rozmawiałam z kobietami.
Oprócz osadzonych rozmawiała Pani także z ludźmi wspierającymi skazanych na drodze ku nawróceniu. W jaki sposób udaje im się dotrzeć do serc osób odsiadujących wyroki więzienia?
Nie mam kompetencji, by wypowiadać się w imieniu czyjegokolwiek serca. Jednak z tego, co zaobserwowałam, największą moc ma zawsze świadectwo. Osoby, które chodzą do więzienia z posługą, zarówno świeccy, jak i duchowni, przede wszystkim przyciągają do siebie swoją postawą wobec drugiego człowieka. Dzielą się swoją żywą wiarą.
I to wystarczy?
Jestem przekonana, że drugiego człowieka, w tym wypadku przestępcę, mamy szansę przywrócić do człowieczeństwa dobrym słowem. Nie byłam świadkiem tych spotkań, znam tylko relacje zarówno osadzonych, jak i ludzi, którzy wspierają ich w nawróceniu, ale mam przekonanie, że właśnie dobre słowo i szacunek są tym, co ma szansę otworzyć ludzkie serce. A przecież przestępca to człowiek, który ma serce. Jak bardzo zatwardziałe, poranione, znieczulone lub pragnące zmiany życia, to już trudno poddać jakiejkolwiek ocenie.
Czy na podstawie Pani obserwacji, w tym rozmów z więźniami i ekspertami w posłudze dla nich, możemy mniej więcej oszacować, jak duże i realne jest zjawisko nawróceń za kratami?
Nie znam badań na ten temat, nie wiem, czy takie były przeprowadzone. Ponadto konia z rzędem temu, kto odważy się ocenić, czy nawrócenie jest realne, czy nie. To moim zdaniem z góry byłoby skazane na przegraną.
Dlaczego?
Wiara nie jest czymś danym raz na zawsze, tak uważam. Jeśli spojrzymy na wiarę jak na pozostawanie w relacji z Bogiem, to zapewne, jak każda relacja, wymaga ona nieustannej pracy. Poza tym, choć to jest oczywiście mój punkt widzenia, wiara czy nawrócenie na drogę wiary, to nie to samo, co bycie świętym.
No tak, to nie jest zero-jedynkowa sytuacja.
Osobiście nie ośmieliłabym się stwierdzić, że człowiek, który się nawrócił, nie popełni już nigdy przestępstwa, czy też człowiek, który popełnił przestępstwo, na pewno stracił wiarę. To byłoby moim zdaniem zbyt dużym uproszczeniem.
Wiarę trudno oderwać od religii, a ją z kolei od instytucji. Dlatego pytanie z nieco innej beczki – jak Pani ocenia działalność Kościoła katolickiego w naszym kraju?
Skoro zaprasza mnie pan do innej beczki, to powiem wprost. Nie oceniam. Z kilku powodów. Po pierwsze, dlatego, że ocena Kościoła katolickiego nie jest ani tematem mojej książki, ani obszarem moich zainteresowań. Nie jestem teologiem czy religioznawcą. Kto zna moje książki i śledzi to, co robię, wie, że nadrzędną zasadą, jaką przyjmuję, jest wysłuchanie stanowiska rozmówcy poza oceną i osądem.
Zapytałem, bo katolicyzm odmieniany jest przez wszystkie przypadki na stronach książki.
Do rozmów zaprosiłam nie tylko przedstawicieli Kościoła katolickiego, a to, że większość moich rozmówców identyfikuje z tym kościołem, to zdaje się oczywiste, bo żyjemy w kraju, w którym jest to religia dominująca. Więc gdyby spojrzeć na efekty pracy Kościoła w kontekście świadectw przytoczonych w "Wierze skazanych", to owoce są dorodne. Warto jednocześnie pamiętać, że świeccy pracujący na rzecz osadzonych to w większości również przedstawiciele wspomnianego przez pana Kościoła.
A jakie ma Pani zdanie w sprawie upadającego autorytetu tej instytucji i postępującej laicyzacji w Polsce?
To temat na zupełnie inną dyskusję, w której ja nie biorę udziału. Mnie zawsze interesuje człowiek. W tym wypadku człowiek popełniający przestępstwa, który w wierze odnalazł drogę nie tyle do wolności pojmowanej jako wyjście z więzienia, ale przede wszystkim do wolności od życia poza prawem, poza uzależnieniami.
Rozumiem. Z jaką refleksją po przeczytaniu tej książki chciałaby Pani zostawić jej czytelników?
Dziękuję za to pytanie. Mam świadomość, że nie przewidzę wrażeń czytelników. Mam nadzieję, że nie zawiodę ich oczekiwań. Jeśli mogłabym czegokolwiek chcieć w kwestii ich refleksji, to pozostawiłabym ich z dwoma pytaniami: Pierwsze: Co jest twoim więzieniem? Drugie: Czym dla ciebie jest wiara?
Pisała Pani książki reportażowe o skazanych: ich miłości i wierze. Była Pani też współautorką publikacji o traumie po molestowaniu. Jakim tematem chciałaby się Pani zająć w najbliższej przyszłości i dlaczego?
Już niebawem, po nowym roku ukaże się "Nadzieja Skazanych" dedykowana dzieciom urodzonym i wychowywanym w więzieniu i ich matkom. Ta książka dopełnia wspomniany cykl. Pracuję również nad nowym projektem dotykającym tematyki chorób psychicznych. Powód myślę oczywisty z uwagi na obecną kondycję naszego społeczeństwa.
Czego możemy spodziewać się po tym tytule?
Więcej nie mogę zdradzić, ale obiecuję naprawdę atrakcyjną, wiele wnoszącą pozycję, która ma za zadanie m.in. przywrócić szacunek i godność rodzinom, które zmagają się z tym problemem. Teraz przyszło mi jeszcze jedno zdanie, które chciałabym pozostawić czytelnikom, a które kiedyś usłyszałam od przyjaciółki.
Proszę się nim podzielić. To może być bardzo ciekawa puenta naszej rozmowy.
Nie mów swojemu Bogu, że masz wielki problem, powiedz swojemu problemowi, że masz Wielkiego Boga. Dziękuję.
