
Każdy powód do debaty, by nie powiedzieć - kłótni, jest dobry. Podczas gdy przedstawiciele prawicy spierają się z lewicą o krzyż, zasadność religii na maturze czy to, jak obchodzić święta Bożego Narodzenia, księża i teolodzy dyskutują o miejscu narodzin Jezusa.
Gdzie w końcu narodził się Jezus? Prof. Tadeusz Bartoś, filozof i publicysta orzekł, że tak naprawdę stało się to w Nazarecie, a nie w Betlejem, tak jak powszechnie się przyjmuje. Powołał się na historyków i różne badania, które potwierdzają jego tezę. Na swoim blogu w naTemat pisał, że przyznał to nawet papież Benedykt XVI, choć nie zgodził się z takim stawianiem sprawy. Prof. Bartoś stwierdził też, że krwiożerczy Herod i rzeź niemowląt również maja wymiar symboliczny, zaczerpnięty z historii Mojżesza.
Zobacz też: Matka Boska Arktyczna
Teolog przypomniał, że w czasie narodzin Jezusa nie było powszechnych spisów ludności. Jego zdaniem Jopspeh Rartzinger "strzela sobie w kolano", bo nie chcąc naruszać "wiary maluczkich, wciska kit".
Ten wpis prof. Bartosia okazał się na tyle kontrowersyjny, że skrytykowali go inni księża. Jezuita Krzysztof Mądel skomentował tekst teologa twierdząc, że "jedzie po bandzie". Dodał, że teza o narodzinach Jezusa w Betlejem jest "bzdurna", a "bzdury Bartosia z Pułtuska są możliwe tylko w Pułtusku".
Krzysztof Mądel
jezuita
Wtórował mu ksiądz Kazimierz Sowa, który stwierdził, że Krzysztof Mądel trafił w dziesiątkę komentując wpis Tadeusza Bartosia. Zdaniem duchownego trzeba powiedzieć stop komuś, kto w ten sposób zaburza spokój ludzi zasiadających do wigilijnego stołu.
Kazimierz Sowa
Do krytyki szybko ustosunkował się sam zainteresowany. Jego zdaniem ta niechęć wynika z tego, że księża go po prostu nie lubią i są przekonani co do jego niecnych zamiarów. Komentarz księdza Sowy nazwał "trochę lizusowskim", a jego zgodność z ojcem Mądelem – "trochę grupą wsparcia". Po raz kolejny powołał się na badania, twierdząc, że Jezus nie urodził się w Betlejem i co do tego nie ma żadnych wątpliwości. Pisze jednak, że zastanawia go upór tych, którzy nie chcą przyjąć do wiadomości tej tezy.
Prof. Bartoś zaznaczył, że próbuje się go "zakneblować chrześcijańskim bluzgiem". To według niego jeden z powodów, dla których odszedł z Kościoła - właśnie przez tę "psychiczną presję".
Nie trzeba było długo czekać na odpowiedź oskarżających. Jezuita Krzysztof Mądel przeprosił za "Pułtusk i brednie", lecz ani myśli wycofać się ze swojego przekonania. Jego zdaniem miejsce narodzin Jezusa to Betlejem. Stwierdził, że "antybetlejemską tezę" można porównać do historii o zamachu smoleńskim, który przecież potwierdziło "stu polskich uczonych, choć nie widzieli ani wraku, ani skrzynek, ani miejsca wypadu".
Krzysztof Mądel przypomniał, że historycy są podzieleni co do miejsca narodzin Jezusa. Zaznacza jednak, że każda nowość czy rewelacja są po prostu "skromnymi hipotezami". Jezuita tłumaczył też, że już w X w. p.n.e pojawiła się wzmianka o Betlejem w świątyni wzniesionej przez Salomona.
Głos w dyskusji zabrał też Łukasz Skurczyński, teolog i świecki kaznodzieja. Jego zdaniem w życiorysie Jezusa jest mnóstwo symboliki, a nie "prawd historycznych". Nie widzi w tym powodu do oburzania się. Przypomniał, że różni historycy są niezbyt przychylnie odbierani w określanych środowiskach, tak jak Freud nie cieszy się popularnością w każdej ze szkół psychologicznych.
Przeczytaj też: Gwiazdor, czarny Mikołaj i podłaźniczka, czyli czego nie wiesz o polskich wigilijnych tradycjach
Łukasz Skurczyński zaznaczył, że nie mamy zbyt wielu wzmianek o Jezusie, które nie pochodzą od jego uczniów. Te, które się zachowały, autorstwa osób postronnych, także nie mówią dużo o historycznych faktach z jego życia.
Swój wpis zakończył twierdząc, że teolog, tak jak każdy inny naukowiec, powinien dążyć do prawdy, niezależnie, czy mu się spodoba, czy też nie.