
Jak będzie trzeba, to polscy śledczy badający sprawę eksplozji rakiety w Przewodowie udadzą się na Ukrainę – zapowiedział premier Mateusz Morawiecki. Szef rządu zaznaczył, że polska strona chce zaznaczyć wszystkie potencjalne nieścisłości.
O śledztwo ws. eksplozji w Przewodowie zapytano premiera Mateusza Morawieckiego w piątek 18 listopada podczas konferencji w Krakowie. W wyniku wybuchu zginęło tam dwóch Polaków.
– Jak tylko trzeba będzie, to polscy śledczy się udadzą na stronę ukraińską – zaznaczył premier Morawiecki. Rząd chce jak najszybszego wyjaśnienia tego zdarzenia.
Czytaj także: Wybuch w Przewodowie. Wiadomo już, czy Ukraińcy zostaną dopuszczeni do miejsca eksplozji – Otrzymujemy też wsparcie ze strony naszych amerykańskich sojuszników. Dziś spotkałem się z pewną delegacją amerykańską, która też przedstawiała mi pewien ciąg zdarzeń, jaki wówczas najprawdopodobniej miał miejsce – powiedział premier Morawiecki.
Zobacz także
Zaznaczył jednocześnie, że trzeba zostawić pole do działania śledczym, biegłym i specjalistom. – My mamy takich specjalistów, znakomitych specjalistów, ale również nie tylko dopuściliśmy, a zaprosiliśmy naszych sojuszników, specjalistów amerykańskich i innych do weryfikacji tego zdarzenia – dodał.
Zobacz też: Zełenski jednak zmienia zdanie ws. rakiety. "Nie jesteśmy pewni na 100 procent" Jak wyraził się Morawiecki, strona polska chce jak najbliżej współpracować z ukraińską, gdyż ta walczy o pokój i bezpieczeństwo w Europie, a więc także w Polsce. – Tam oni giną na swoich barykadach, w swoich okopach, także za nasz pokój i za nasze bezpieczeństwo –uzasadnił Morawiecki.
Jak wyraził się Morawiecki, strona polska chce wyjaśnić każdy detal wybuchu w Przewodowie. Doszło do niego 15 listopada po południu. W pobliżu suszarni zbóż miała spaść rakieta. Zginęły dwie osoby.
Jak ocenił Andrzej Duda trzy dni po tragedii, rakiety, która spadła we wtorek w Przewodowie nie można było zatrzymać.
Andrzej Duda odniósł się też do spekulacji, a nawet zarzutów dotyczących tego, że rakieta nie została zestrzelona przez obronę przeciwpowietrzną. Prezydent ocenił, że "żadne państwo na świecie nie dysponuje takim systemem obrony, który chroniłby całe terytorium tego państwa, zwłaszcza w tak niewielkiej odległości od granicy, jeżeli nie ma tam obiektów strategicznych, krytycznych, które są w szczególny sposób chronione". Czytaj także: Duda o wybuchu w Przewodowie: Rakieta nie była wymierzona w Polską, był to nieszczęśliwy wypadek
Jak zaznaczyła głowa państwa, nie chodziło o punkt w sposób szczególnie chroniony.
– Chyba że byłby to specjalnie chroniony punkt strategiczny, który miałby swoją obronę przeciwrakietową, która by cały czas monitorowała, czy aby dokładnie w tym kierunku, na to miejsce rakieta nie leci. Więc było to praktycznie niemożliwe, żeby zapobiec temu nieszczęściu, w momencie, w którym ta rakieta już na to miejsce leciała – mówił Duda w TVP Info.
