
Według "Gazety Wyborczej" Zakopane czeka tragedia, bo do zimowej stolicy Polski przestaną przyjeżdżać rosyjscy turyści. Ale sytuacja w Zakopanem nie jest tak zła, jak maluje ją "GW", wręcz przeciwnie – twierdzi poseł PO Andrzej Gut-Mostowy, Zakopianin i założyciel Małopolskiej Organizacji Turystycznej.
REKLAMA
Czy faktycznie Zakopane umiera bez Rosjan? Ilu turystów kusi rocznie odwiedza Zakopane? I co takiego przyciąga ludzi do tego miejsca, że jadą tam pomimo korków i dość wysokich cen? O tym wszystkim rozmawiamy z posłem Andrzejem Gut-Mostowym, rodowitym Zakopianinem, założycielem Małopolskiej Organizacji Turystycznej, członkiem Związku Podhalan i Zespołu Naukowego Badań Ruchu Turystycznego w Małopolsce.
"Gazeta Wyborcza" twierdzi, że Zakopane jest załamane odpływem rosyjskich turystów, którzy przez zaostrzone przepisy wizowe mają problemy z przyjechaniem do Polski. Rosjanie to naprawdę aż tak znacząca grupa turystów? Inne medią donoszą bowiem, że na Zakopiance jak zwykle były korki, a wolnych miejsc noclegowych już raczej nie ma.
Andrzej Gut-Mostowy: Na pewno jest to duża grupa turystów, którzy wypełniali pewną lukę. Ale to nie jest liczba, która mogłaby bardzo znacząco wpłynąć na tutejszą turystykę. Poza tym, póki co nie mamy informacji o tym, że zmniejszył się napływ turystów zza wschodniej granicy. Te nowe przepisy nie wpływają na sytuację aż tak, by Rosjanie nie mogli tu przyjeżdżać.
A Polacy? Wciąż mówi się o kryzysie, bezrobociu, mniejszych zarobkach. Zakopane to odczuwa? Czy może polscy turyści dopisują, jak zawsze?
Krupówki są zapchane, póki co liczba rezerwacji jest zbliżona do ubiegłego roku. Ba, w niektórych hotelach i na niektórych wyciągach obroty się nawet zwiększają. Przy czym
nie można mówić już tylko o Zakopanem, a turystyce podhalańskiej, bo Zakopane jest jest silnie połączone z okolicznymi miejscowościami. Turyści już nie siedzą w jednym miejscu, najczęściej przyjeżdżają samochodami i chcą się przemieszczać. Jednego dnia pochodzić po Krupówkach, a drugiego pojechać na narty do Białki. Pod tym względem Podhale jest dobrze zorganizowanym regionem turystycznym. Cyfry nie kłamią i o żadnym spowolnieniu w Zakopanem nie możemy mówić.
I naszym turystom w podróży nie przeszkadzają nawet ogromne korki na Zakopiance? Przed świętami media donosiły, że do Zakopanego zjeżdża się tak wiele osób, że znowu trasa jest zakorkowana.
To jest tylko kilka dni w roku, kiedy są takie korki. Normalnie ich nie ma. Poza tym, jak Francuzi jadą 1 sierpnia na Lazurowe Wybrzeże, to stoją w korkach po 2 dni i jakoś nasze media o tym nie mówią. To normalne we wszystkich kurortach turystycznych, że jak nagle drogi muszą przyjąć 20 razy większy ruch, to robią się korki. Tak jest na całym świecie, bo drogi po prostu nie są w stanie przyjąć takiej liczby samochodów. Tak samo w Warszawie są korki w godzinach szczytu i trudno jest wtedy przejechać przez miasto.
Co więc sprawia, że turystom chce się stać w korkach i wydawać całkiem spore pieniądze na wypoczynek w Zakopanem? Kurorty w Austrii czy Włoszech oferują lepsze
Wiele razy powtarzałam, że na wakacje do Polski nie jeżdżę. Weekend super, ale prawdziwe wakacje muszą być daleko; ma być egzotycznie, nietypowo, niezwykle i inne synonimy, które pozwalają mi odpocząć. A tu pod koniec sierpnia cel: Zakopane. Prawdziwy odpoczynek, zupełny relaks – moje pierwsze prawdziwe polskie wakacje. CZYTAJ WIĘCEJ
trasy i wyciągi, lepiej zorganizowane narciarstwo, a przy tym koszty są podobne lub niewiele wyższe.
O decyzjach konsumentów są całe dziedziny nauki i ja takie badania też widziałem. Jeśli chodzi o narciarstwo, to my nie mamy Alp i pod tym względem nie będziemy konkurować. Faktycznie samo Zakopane oferuje mało wyciągów i już wiele więcej ich nie będzie. Ale połowa turystów jeździ na narty do okolicznych miejscowości, gdzie wyciągów i tras jest coraz więcej.
90 proc. narciarzy oczekuje tutaj narciarstwa rodzinnego – jeżdżą na narty raz, dwa razy do roku, dlatego warunki na Podhalu, gdzie każdy może pojeździć, im odpowiadają. W Białce kilka dni temu w kolejce stało się pół godziny, ale to tylko teraz – za tydzień takich kolejek już nie będzie.
Ale nadal, mimo małej liczby wyciągów, do Zakopanego chętnie przyjeżdżają np. Warszawiacy. I bynajmniej nie po to, żeby jeździć na nartach, tylko raczej w celach towarzyskich.
Turystów kusi też folklor, klimat, góralska gościnność. Narty to nie jedyne atrakcje w tej okolicy – przyjeżdża się na góralskie atrakcje, na koncerty. Ludzie chcą poznać regionalne zwyczaje, jedzenie.
Bardzo istotny jest tutaj też wątek patriotyczny. Mamy nasze Morskie Oko, naszą Dolinę Chochołowską, Giewont. Cieszymy się z tych rzeczy tak samo, jak z Wawelu. Nawet stoiska turystyczne najczęściej pokazują coś regionalnego. To po prostu element dumy narodowej. To tak jak z prywatyzacją Polskich Kolei Linowych: ważne jest, żeby wyciąg na Kasprowym Wierchu dobrze działał, była fajna trasa, ale dobrze żeby to zostało w polskich rękach. Tak jak musimy mieć Wawel, tak musimy mieć takie miejsce w górach.
Zakopane wciąż jest zimową stolicą Polski? Czy jego przyszłość, tak jak to pokazuje wiele mediów, należy widzieć w czarnych barwach?
Ja uważam, że jest. Nadal jest to miejsce, do którego w zimie przyjeżdża najwięcej turystów. Według szacunków Zakopane i okolice odwiedzi w tym roku około 150 tysięcy osób.

