Łukasz Gibała
Łukasz Gibała Facebook

Łukasz Gibała jest dzisiaj politycznym bohaterem dnia. Krakowskiego posła Platformy Obywatelskiej pokazują wszystkie największe media. Jednocześnie partia rządząca traci jeden głos, i w efekcie koalicja PO-PSL wisi na włosku. Nie oznacza to jednak, że odejście Gibały pociągnie za sobą kolejne przejścia, co mogłoby skutkować nawet wcześniejszymi wyborami.

REKLAMA
Łukasz Gibała nie miał w Platformie łatwo. W zeszłym roku władze małopolskiej Platformy nie chciały wpuścić go na listę wyborczą. Pomogła dopiero interwencja Donalda Tuska, ale parlamentarzysta dostał słabe, 19 miejsce.
Słyszałem wtedy od działaczy PO, że miejsce nie ma dla niego większego znaczenia, bo jest w stanie przeprowadzić skuteczną kampanię. Swoją drogą to majętny poseł. Z oświadczenia majątkowego złożonego na początku kadencji Sejmu wynika, że Gibała ma 750 tys. zł zasobów pieniężnych. Wcześniej miał jeszcze więcej.
Konflikt w krakowskiej Platformie Obywatelskiej
Zeszłoroczna kampania "Kierunek Kraków" miała być powodem wyrzucenia Gibały ze stanowiska szefa krakowskiej Platformy. Wątpliwości budziły koszty całej akcji. Tym bardziej, że było to tuż przed rozpoczęciem oficjalnej kampanii wyborczej.
Nie jest tajemnicą, że w krakowskiej Platformie od lat rywalizują ze sobą dwie frakcje. Ireneusz Raś, szef małopolskich struktur PO jest utożsamiany z Cezarym Grabarczykiem. Jarosław Gowin był kojarzony z Grzegorzem Schetyną. Niewykluczone, że po wejściu do rządu, przeszedł na stronę Donalda Tuska.
Dziwią mnie za to słowa Ireneusza Rasia. Poseł powiedział, że odejście Gibały jest dla krakowskich struktur Platformy szansą na "wielki pokój" i rozpoczęcie reformatorskich działań.
Jarosław Gowin
w Polsat News

Jestem rozczarowany tym, że Łukasz Gibała, głosząc od lat hasła wolnorynkowe, opuszcza Platformę właśnie w momencie, kiedy przystępujemy do wielkich reform wolnorynkowych.

Przypomnę, że to Raś otwierał krakowską listą PO do Sejmu, chociaż znacznie bardziej popularny Jarosław Gowin dostał dopiero trzecie miejsce.
Raś startując z miejsca pierwsze dostał 31 455 głosów. Gowin z trzeciego 62 570. Dla porównania, w 2007 roku na Gowina jako lidera zagłosowało 160 465 wyborców. Na Rasia tylko 15 808.
Wcześniejsze wybory? Chyba nie
Adam Bielan na Twitterze napisał, że po 4 kolejnych transferach koalicja traci większość i mamy albo PO-RP, co według europosła oznacza rozpad Platformy, albo wcześniejsze wybory.
To zdecydowana przesada. Przypomnę, że kilka tygodni temu Gibała wraz z kilkoma innymi posłami PO założył Parlamentarny Zespół ds. Wolnego Rynku. Na chwilę obecną liczy on 32 członków.
4 wiceprzewodniczących należy do Platformy. Teoretycznie można wyobrazić sobie, że kilku posłów przechodzi do Ruchu Palikota i koalicja traci większość.
Na chwilę obecną trudno to jednak sobie wyborazić. Łukasz Gibała podkreśla, że rozmawiał z kolegami i żaden z nich nie mówił nic o przejściu. Część członków zespołu ma zresztą konserwatywne poglądy, więc przejście do Palikota odpada.
Sam Łukasz Gibała do Ruchu Palikota akurat pasuje. Jak sam mówi, jest zwolennikiem refundacji in-vitro i legalizacji związków partnerskich. W partii ma zająć się projektem "Nowej fali przedsiębiorczości", który swoją drogą i tak nie ma żadnych szans.
Ryzykowna decyzja Gibały
Niewątpliwie Łukasz Gibała to poseł z dużymi ambicjami. Mało kto pozwalał sobie na otwartą krytykę rządu (chociażby kilka tygodni temu w rozmowie z Jackiem Żakowskim w Tok FM).
Jarosław Flis uważa, że nie ma gwarancji, że Ruch Palikota trwale zagości na scenie politycznej. Dlatego Łukasz Gibała podjął ryzykowną decyzję. Dla Platformy to kolejny cios, chociaż nie tak dotkliwy, jak dla SLD przejście Arłukowicza w maju zeszłego roku. Partia rządząca poparcia na tym jednak nie straci, bo Gibała nie był politykiem pierwszej ligi.