
O kolejnym skandalu na brytyjskiej scenie politycznej informowało niedawno POLITICO. Teraz "The Times" i "The Guardian" piszą, że przedstawiciele administracji przy Downing Street są "bardzo zaniepokojeni" medialnymi doniesieniami o "seksie i intensywnym piciu" brytyjskich posłów podczas zagranicznych podróży.
Reakcja Downing Street na doniesienia medialne
Gazety na Wyspach takie jak "The Times" i "The Guardian" wskazują, że premier Wielkiej Brytanii Rishi Sunak i jego świta postanowili odnieść się do medialnych doniesień na temat "seksu i pijaństwa" brytyjskich posłów podczas zagranicznych podróży służbowych oraz ich "pijackiego, lubieżnego i niewłaściwego zachowania".
Jak przekazało mediom biuro szefa rządu, a dokładniej zastępca rzecznika: "Widzieliśmy niektóre raporty i część zgłoszonych zachowań jest wyraźnie bardzo niepokojąca. Premier uważa, że posłowie powinni ciężko pracować dla społeczeństwa, a zdecydowana większość z nich koncentruje się na rozwiązywaniu naszych wspólnych wyzwań, niezależnie od tego, czy chodzi o wspieranie najbardziej narażonych, czy o poprawę bezpieczeństwa".
"The Times" przypominał, że większość z tych wyjazdów poselskich jest organizowana przez APPG, czyli liczne nieformalne międzypartyjne grupy parlamentarne, a koszty pokrywają nierzadko zagraniczne firmy lub rządy. Dlatego wg przewodniczącego komisji ds. standardów w Izbie Gmin Chrisa Bryanta takie wypady zagraniczne są świetną przykrywką dla różnych ekscesów.
Rzecznik premiera wskazał, że nadzór nad tymi wyjazdami należy do parlamentu: "To jego zadaniem jest regulacja APPG, a komisja ds. standardów prowadzi obecnie dochodzenie w tej sprawie. Proces ten nie leży w gestii rządu".
Kolejny skandal w brytyjskiej polityce
Zaczęło się od ustaleń dziennikarskiego śledztwa amerykańskiego portalu POLITICO, który miał kilkunastu swoich informatorów wśród urzędników i pracodawców z Wielkiej Brytanii oraz zagranicy. Wskazywali oni na to, że dla sporej grupy brytyjskich posłów zagraniczne wyjazdy służbowe są w istocie "okazją do imprezowania, potajemnego wykorzystywania prostytutek i hałaśliwego, nadmiernego picia".
Część z brytyjskich posłów miała sobie życzyć dużo alkoholu i jedzenia w pokojach hotelowych. Inni zapraszali tam osoby świadczące usługi seksualne. Jeden z posłów Partii Pracy miał preferować "rosyjskie dziewczyny". Z kolei członek Partii Konserwatywnej miał w Chinach dostać – jak żartowali jego koledzy – "bukiet kwiatów" w postaci prostytutek.
Jeden z członków Izby Lordów, który był wcześniej w Partii Konserwatywnej podobno podczas wyjazdu do Azji Południowo-Wschodniej chciał się dowiedzieć, jak trafić "do najbliższego burdelu". Jeszcze inny poseł torysów i przy okazji były minister według doniesień zostawał za granicą po tym, gdy reszta delegacji wracała na domu, po to, by "zainteresować się młodymi lokalnymi dziewczynami", które "zapraszał w ustronne miejsce".
POLITICO pisało też o udziale niektórych posłów z Wysp w imprezach organizowanych przez przedstawicieli dyplomatycznych brytyjskich terytoriów zamorskich, na które "dostarczano" młodych mężczyzn i kobiety "w celu angażowania się w czynności seksualne".
Zobacz także
