Pielęgniarka w USA uznała kobietę za zmarłą. Zaczęła oddychać w worku
Pielęgniarka w USA uznała kobietę za zmarłą. Zaczęła oddychać w worku Unsplash

66-letnia kobieta przebywająca w hospicjum została uznana przez opiekującą się nią pielęgniarkę za zmarłą. Wielkie musiało być zdziwienie pracowników domu pogrzebowego, gdy okazało się, że kobieta umieszczona w worku na zwłoki zaczęła łapać powietrze. Do tragicznej pomyłki doszło w amerykańskim hospicjum Glen Oaks Alzheimer's Special Care Center w Urbandale.

REKLAMA
  • Po tym, jak kobieta została włożona do worka na zwłoki, pracownicy domu pogrzebowego zauważyli, że 66-latka wciąż oddycha
  • Pielęgniarka wcześniej stwierdziła śmierć kobiety
  • Teraz hospicjum musi zapłacić karę w wysokości 10 tys. dolarów
  • "Zmarła" kobieta zaczęła oddychać w worku na zwłoki

    66-letnia kobieta trafiła do hospicjum Glen Oaks Alzheimer's Special Care Center w Urbandale 28 grudnia. Niecały tydzień później stwierdzono jej zgon. Dokładnie 3 stycznia, opiekująca się nią pielęgniarka oceniła, że kobieta nie żyje. Użyła do tego stetoskopu, nie znalazła pulsu. O sprawie poinformowała stacja NBC News.

    Zgodnie z relacją pielęgniarki pracownica szpitala miała swoją pacjentkę odwiedzić o godzinie 6.00 rano. Wtedy zobaczyła, że 66-latka ma otwarte usta i nieruchome oczy. Najpierw położyła dłoń na brzuchu pacjentki, a potem po użyciu stetoskopu nabrała pewności, że kobieta zmarła.

    Po zgłoszeniu tego przez pielęgniarkę placówka skontaktowała się z rodziną kobiety, informując bliskich o jej śmierci. Zgodnie z procedurą 66-latka została włożona do zapinanego, materiałowego worka. Gdy przewieziono ją do domu pogrzebowego, stało się coś, czego pracownicy nie mogli się spodziewać. W worku zauważyli ruch, okazało się, że seniorka wciąż oddycha. Stało się to krótko przed godziną 8.30 tego samego dnia, którego pielęgniarka potwierdziła jej zgon.

    Do domu pogrzebowego wezwano więc karetkę pogotowia. Ratownicy stwierdzili, że 66-latka faktycznie żyje i ma wyczuwalny puls. Jej oczy pozostawały jednak nieruchome, pacjentka nie reagowała także na dotyk i dźwięk. 66-latka została przewieziona do tego samego hospicjum, w którym przebywała wcześniej. Po dwóch dniach kobieta zmarła. Sprawa była na tyle szokująca, że zajął się nią Departament Inspekcji i Apelacji. Urzędnicy orzekli, że hospicjum nie zapewniło swojej podopiecznej "godnego traktowania i opieki pod koniec życia" i ukarali placówkę najwyższą grzywną, jaką mogli nałożyć w wysokości 10 tys. dolarów.

    36-latka obudziła się w czasie swojego pogrzebu

    Do innego przypadku stwierdzenia zgonu żywej osoby doszło w Peru. Wszystko zaczęło się od tego, że Rosa Isabela Callaca uczestniczyła w poważnym wypadku samochodowym w prowincji Chiclayo. Jej szwagier zginął, a jej siostrzeńcy odnieśli poważne obrażenia. Lekarze orzekli także zgon 36-letniej kobiety.

    Pogrzeb Rosy zaplanowano miał się odbyć w mieście Lambayque. Jednak w trakcie ceremonii okazało się, że kobieta wcale nie umarła. Peruwianka została od razu podłączona do aparatury podtrzymującej życie.

    Jak mówili lekarze, wykazywała "słabe oznaki życia". "Jej stan przez chwilę się nieco poprawił, dając nadzieję na cud. Jednak potem zaczął się gwałtownie pogarszać. Ostatecznie życia kobiety nie udało się uratować i po kilku godzinach ponownie orzeczono jej zgon" – pisał "Daily Mail".