
Przykra niespodzianka spotkała Sławomira Nowaka po spóźnionym przyjeździe na konferencję prasową w Wieliczce. Okazało się, że dziennikarze poczuli się urażeni długim czekaniem na ministra i na znak protestu opuścili miejsce spotkania. – Zapraszamy na konferencję, drugi raz zapraszać was nie będziemy – krzyczał za nimi organizator konferencji.
REKLAMA
Początek spotkania zaplanowano na godz. 13.30. W Wieliczce pojawiło się około dwudziestu dziennikarzy z Małopolski. Gospodarzem konferencji był poseł Platformy Obywatelskiej Ireneusz Raś. Około godz. 14 do zgromadzonych dziennikarzy wyszedł nie Minister Nowak, a pracownik biura PR. Oznajmił zrezygnowanym już nieco gościom, iż spotkanie rozpocznie się za 10 minut.
Czytaj także: Sekielski: Prędzej czy później doszłoby do konfliktu interesów między tym, co robiłem dla TVN24, a moją działalnością
Po kolejnych 25 minutach spędzonych na klatce schodowej laboratorium badawczego Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, dziennikarze stracili cierpliwość. Jeden z radiowców stwierdził głośno, że to marnowanie jego czasu i że nie ma zamiaru dłużej stać bezczynnie. Ostentacyjnie opuścił miejsce spotkania. W ślad za nim solidarnie poszli pozostali dziennikarze.
Po kolejnych 25 minutach spędzonych na klatce schodowej laboratorium badawczego Głównej Dyrekcji Dróg Krajowych i Autostrad, dziennikarze stracili cierpliwość. Jeden z radiowców stwierdził głośno, że to marnowanie jego czasu i że nie ma zamiaru dłużej stać bezczynnie. Ostentacyjnie opuścił miejsce spotkania. W ślad za nim solidarnie poszli pozostali dziennikarze.
Organizatorzy konferencji usiłowali zatrzymać dziennikarzy, jednak zrobili to w dość nieelegancki sposób:
Zapraszamy na konferencję, drugi raz zapraszać was nie będziemy" – wołał za nami. Na takie dictum można się było tylko roześmiać. Nikt nie wrócił CZYTAJ WIĘCEJ
Jak można się spodziewać, taka zachęta nie przyniosła rezultatu. Dziennikarze poczuli się zlekceważeni i nikt ze zgromadzonych nie powrócił na miejsce spotkania.
Żródło: press.pl

