
Ekonomiści od dawna ostrzegali, że końcówka roku 2012 pod względem gospodarczym nie będzie należała do udanych. GUS opublikował dane, które przerosły obawy najgorszych ekonomicznych pesymistów. Zatrudnienie w kraju zmalało o 0,5 proc., produkcja spadła o 10,6 proc., a w branży budowlanej tak źle nie było od dawna.
REKLAMA
GUS publikując swoje zestawienie wprowadził w życie najczarniejsze prognozy ekonomistów odnośnie polskiej gospodarki. Jak podaje "Gazeta Wyborcza", nawet najwięksi pesymiści nie spodziewali się, że spadek produkcji osiągnie wskaźnik 10,6 proc. Od prawie czterech lat nie było tak źle. W rozmowie z "GW", główny ekonomista ING Banku Śląskiego tłumaczy, że "produkcja przemysłowa spada nie tylko dlatego, że dni roboczych jest mniej, ale też i dlatego, że firmy redukują bieżącą działalność w miarę kurczenia się książek zamówień".
Zobacz też: Gwiazdy wytłumaczą Polakom ekonomię w nowym programie TVP. W obsadzie Tomasz Karolak i Jolanta Fraszyńska
GUS przewidział taki wariant i obliczył spadek produkcji redukując efekt statystyczny. Produkcja pozbawiona "czynników sezonowych" spadła o 5,1 proc. Dla porównania, w listopadzie spadek wyniósł 1,9 proc.
GUS wziął pod lupę rynek pracy. Firmy zwalniają, bo nierzadko są do tego zmuszone. Przez cały 2012 rok ubyło 76 tysięcy etatów. Zatrudnienie spadło p 0,5 proc. w stosunku do 2011 roku. Choć jedynym pozytywnym wskaźnikiem jest fakt, że średnie
płace w Polsce rosną i na grudzień jest to 4 111 złotych, to w zestawieniu z rosnącymi cenami wynika, że tak naprawdę mimo wzrostu płac nie stać nas na tyle co we wcześniejszych latach.
Jakby tego było mało, wciąż rosną opłaty za wodę, komunikację, parkingi. Sytuacja finansowa polskich samorządów jest opłakana i tak źle jeszcze w ich historii nie było. Unia nie sfinansowała w całości inwestycji polskich miast. Musiały pomóc sobie kredytami. Boom na inwestycje minął, zadłużenie zostało, dlatego miasta szukają pieniędzy, gdzie tylko mogą.
