
Taniec na brudnych pieluchach, słowa o "bolącej pupie", zwierzenia, że bardziej podniecające są heteroseksualne firmy pornograficzne oraz ślubowanie "nie spuszczę się, aż do śmierci" – m.in. za takie występy poseł Robert Biedroń stracił poważanie wśród działaczy gejowskich.
Kiedy dostał się do Sejmu, w środowisku LGBT wiązano z nim ogromne nadzieje. Nie minęło półtora roku i coraz mniej działaczy jeszcze się łudzi, że Robert Biedroń spełni te oczekiwania. Jak czytamy w najnowszym "Newsweeku", niektórzy mają już dość posła Biedronia i jego medialnych występów, które często nie licują z godnością parlamentarzysty.
"Newsweek"
Tygodnik wylicza przykłady kontrowersyjnych zachowań Biedronia. W Esce TV śpiewał na przykład piosenkę Britney Spears "Oops! I Did it Again" i chodził gołymi stopami w pomyjach, mokrych włosach i brudnych pieluchach. W rozmowie z Piotrem Najsztubem dla "Vivy" wyznał zaś, że nie ogląda homoseksualnych filmów porno, bo bardziej podniecają go hetero.
"Newsweek"
To wszystko ściągnęło na niego krytykę działaczy gejowskich. Jeden z nich mówi "Newsweekowi", że nie wszystkim podoba się awanturnictwo Biedronia i jego styl "przegiętej cioty". Na anonimowych forach nie brak głosów, że zrobił ze swojej orientacji sposób na zarabianie kasy, a w programach telewizyjnych opowiada głupoty.
Czytaj także: Biedroń: Wolałbym, żeby zamiast pustych prezentów Polacy dawali sobie tybetańskie cytaty
Jak sam zainteresowany odpowiada na zarzuty? "Jestem zadowolony ze swoich występów. Ludziom chyba też się podobają. Mój fanpage na Facebooku lubi 10 tys. osób. To chyba coś znaczy, prawda? Jestem znany i zmieniam świat" – mówi na łamach tygodnika.
Sylwetkę Biedronia i odpowiedź na pytanie, kto jeszcze traktuje go poważnie, znajdziesz w najnowszym "Newsweeku"
