
Jacek Żakowski uważa, że w sytuacji kiedy nasza gospodarka jest w krytycznym położeniu, jeszcze większe znaczenie mają "zaniechania i polityczne błędy".
Kiedy gospodarka kwitnie, polityka traci na znaczeniu. Przynajmniej doraźnie.(...) Kiedy gospodarka - jak teraz - nawala, dla polityki przychodzi czas próby.(...) Gospodarki szybko wyleczyć się nie da, a jeśli do jej problemów dołoży się problemy polityczne - katastrofa gotowa. CZYTAJ WIĘCEJ
Zdaniem publicysty właśnie wtedy, kiedy skupiamy się na gospodarce – "prawdziwy koniec świata może przyjść z polityki".
Im gospodarka słabiej sobie radzi, tym bardziej nabierają znaczenia zaniechania i polityczne błędy nieistotne w okresie koniunktury. Wszystkie płycizny politycznej kultury, niezałatwione sprawy, niewyjaśnione spory, nieuzgodnione standardy stają się kamieniami rzucanymi na coraz cieńszy lód społecznych emocji, po którym się poruszamy. CZYTAJ WIĘCEJ
Żakowski podkreśla, że ani rządzący, ani opozycja, ani wyborcy nie są w stanie przewidzieć, co się może stać, kiedy ten lód pęknie. To powód, dla którego "polityka powinna sobie sama założyć kaganiec". Publicysta dodaje, że nie ma złudzeń, że jest to trudne. Tym bardziej, że opinia publiczna ma krótką pamięć – z otwartymi ramionami przyjmuje "skompromitowanych aktorów minionej epoki" – z Romanem Giertychem i Janem Rokitą na czele, politycy prawicy budują "kult kolejnej klęski historycznej" wokół powstania styczniowego, a rząd rusza na "praworządnościową krucjatę" przeciw piratom drogowym. "Każde z tych zdarzeń osobno jest tylko incydentem. Ale suma jest niepokojąca" – podsumowuje publicysta.

