Solidarna Polska na potęgę organizuje konferencje prasowe. Jednak nie pomoże jej to, jeśli nie zbuduje poparcia w regionach.
Solidarna Polska na potęgę organizuje konferencje prasowe. Jednak nie pomoże jej to, jeśli nie zbuduje poparcia w regionach. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Solidarna Polska jest niezwykle aktywna w mediach, organizuje nawet 2-3 konferencje prasowe dziennie. By w tym natłoku bodźców zainteresować dziennikarzy stara się coraz bardziej szokować i skandalizować. W poniedziałek rzecznik Patryk Jaki zorganizował spotkanie z dziennikarzami pod tytułem: "Ile jeszcze osób powiesi się przez Palikota?". Wcześniej jej posłowie informowali z radością, że dzięki projektowi ustawy ich autorstwa zniknie 80 procent fotoradarów. Politycy SP chętnie wypowiadali się też o sytuacji w Sanoku i o "kompromitacji sędziego Tulei".

REKLAMA
Solidarna Polska Zbigniewa Ziobry pomimo utraty kolejnego posła dobrze radzi sobie w sondażach. Jej politycy zapewniają, że mają silne poparcie w terenie, ale jedyna widoczna aktywność, jaką przejawiają, to codzienne konferencje. Rzecznik Patryk Jaki spotyka się z dziennikarzami nawet dwa-trzy razy dziennie. O tym, czy wystarczy to do przekroczenia progu wyborczego rozmawiamy z dr. hab. Rafałem Chwedorukiem z Instytutu Nauk Politycznych UW.
Co jest źródłem sukcesu Solidarnej Polski? Codzienne konferencje, których organizuje nawet dwie dziennie, czy budowanie struktur terenowych, jak deklarują liderzy ugrupowania?
O medialnej nadaktywności polityków Solidarnej Polski mówi się od wielu miesięcy i teraz widać tego efekty. Media sprzyjające rządowi są również bardzo przychylne ugrupowaniu Ziobry, bo traktują ją jako konkurencję dla PiS-u – dziś oni są w miejscu byłych polityków Polska Jest Najważniejsza czy Ligi Polskich Rodzin.
Tomasz Górski
poseł Solidarnej Polski

W kulturze, w modzie i w wielu innych dziedzinach życia, że jednak w pewien sposób promuje się te zachowania homoseksualne (…) W modzie? Upodabniania bardzo chudych modelek, u których nie widać kształtów kobiet, do mężczyzn, stylistyka kobiet na mężczyzn. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: Wypowiedź dla Superstacji za fronda.pl
Drugim źródłem sukcesu Solidarnej Polski jest uskrajnienie stanowiska tego ugrupowania. Początkowo planowali odróżnić się od PiS pomysłami socjalnymi, później na panujące prawo. Teraz postawiło już tylko na emocje, które wybuchają przy okazji tematów zastępczych. Rządzącym te tematy są na rękę, ale ileż można rozmawiać o Tulei czy o CBA? Jednak przy okazji tych tematów pojawia się Zbigniew Ziobro, który w tych czasach był ważnym politykiem PiS. To podobny mechanizm jak w przypadku PSL-u, które ostatnio zyskało w sondażach. Teoretycznie powinno stracić po zmianie szefa, ale było o nich głośno w mediach i zyskali.
Ważne jest, że zarówno Solidarna Polska, jak i Ruch Palikota potrafią ustawić dyskusję publiczną, prezentując dwa skrajnie różne stanowiska. Kiedy Platforma ma jakieś problemy, to te dwie partie bardzo szybko narzucają ton debaty. W tej sytuacji grupy niezdecydowanych wyborców przepływają do partii Palikota lub Ziobry, a nie dużych ugrupowań.
To wystarczy do utrzymania się na powierzchni?
Jedyną szansą dla Solidarnej Polski są wybory prezydencki i mocne zaznaczenie w nich pozycji Zbigniewa Ziobry. Wtedy jest szansa, że PiS wciągnie liderów ugrupowania na swoje listy, bo mając do wyboru czy zyskać kilkaset tysięcy głosów, czy też stracić, wybierze to pierwsze. Ale jeśli Ziobrze nie powiedzie się w wyborach prezydenckich, to nawet skrajne stanowisko w dyskusjach nie pomoże.
Ale przedtem są jeszcze wybory do Parlamentu Europejskiego, gdzie do obsadzenia jest zaledwie 50 mandatów. Jeśli SP nie zdobędzie żadnego, ugrupowanie przetrwa do 2015 roku?
Wybory do Parlamentu Europejskiego będą symbolem, ale bez wielkiego znaczenia. Największym sprawdzianem, który zdecyduje o przetrwaniu nie tylko Solidarnej Polski, ale i Ruchu Palikota, będą wybory samorządowe. Proszę spojrzeć na PSL czy SLD – te partie trzymają się całkiem dobrze, pomimo, że nie mają zbyt dużej reprezentacji parlamentarnej. Są za to mocne w samorządach, na poziomie sejmików województw. To też baza do tworzenia struktur lokalnych, bez których nie obędzie się żadna partia.
Wracając do wyborów europejskich, sądzę, że w nich partia może zdobyć nawet 7 proc., bo na te wybory chodzi zdyscyplinowany elektorat. Za to na wybory samorządowe wybierają się zupełnie inni wyborcy, dla których występy nie mają takiego znaczenia. I tu jest problem SP, bo na poziomie lokalnym oni nie mają właściwie żadnych silnych nazwisk. Poza tym konserwatywni wyborcy kierują się emocjami, prostymi emocjami. O ile wywołuje je teraz CBA czy Trybunał Stanu, to już w wyborach krajowych Ziobro nie budzi żadnych emocji. Tutaj przegrywa z Kaczyńskim i jego anty-tuskowością i Smoleńskiem. Poza tym nie pomaga im też wiek – konserwatywni wyborcy to najstarsza część elektoratu, a prawie wszyscy liderzy SP są stosunkowo młodzi.
I kłócą się ze sobą…
Te informacje o konflikcie posłanki Kempy z posłem Mularczykiem są tak wstrząsające jak herbata pana Palikota z panem Siwcem czy spotkanie Pawła Kowala z Januszem Piechocińskim. Ten rzekomy spór nie ma nie tylko wpływu na polską scenę polityczną, ale nawet na Solidarną Polskę. Media morze poruszyć spór Donalda Tuska z Grzegorzem Schetyną, a nie Kempy z Mularczykiem.
PiS nawoływał do powrotu, SP obiecywała, że wróci. Teraz sprawa ucichła. PiS wie, że partia Ziobry i tak się rozpadnie?
Prawo i Sprawiedliwość przyjęła najbrutalniejszą z możliwych w polityce taktyk, czyli przemilczenia. Może sobie na to pozwolić, bo ma wielokrotnie wyższe od ziobrystów poparcie. Dlatego już nie tylko nie nawołuje do powrotu, ale nawet nie krytykuje poczynań tego ugrupowania. Po prostu milczy. Jeśli PiS nie popełni błędu, to będzie zyskiwało. Idzie kryzys, ludzie są niezadowoleni z rządów, więc jeśli PiS mówiłby o SP, a SLD o Ruchu Palikota, to odwracałby tylko uwagę opinii publicznej od prawdziwych problemów. Dlatego Prawo i Sprawiedliwość chce zamilczeć Solidarną Polskę.