Pirotechnicy muszą sprawdzić każdy podejrzany pakunek pozostawiony na lotnisku. Na zdjęciu podwyższony alert po zamachach bombowych w Londynie.
Pirotechnicy muszą sprawdzić każdy podejrzany pakunek pozostawiony na lotnisku. Na zdjęciu podwyższony alert po zamachach bombowych w Londynie. Fot. Wojciech Olkuśnik / AG

Wraz z okresem wakacji zimowych rozpoczyna się na lotniskach sezon alarmów bombowych. Roztargnieni turyści zostawiają w hali odlotów bagaże, które za każdym razem musi sprawdzić pirotechnik. Często alarm wywołują rzeczy, które zostawiono specjalnie, by nie płacić za nadbagaż. Jednak za wywołanie zagrożenia grozi 500-złotowy mandat.

REKLAMA
W tym roku już trzy razy pirotechnicy z Okęcia musieli wszczynać procedury bezpieczeństwa i sprawdzać zostawione w hali odlotów pakunki. To dla nich znak, że zaczął się sezon alarmów bombowych. Wyjeżdżający na ferie zimowe w góry lub do ciepłych krajów turyści są już myślami na wczasach i zostawiają bagaże na lotnisku. Za każdym razem musi je sprawdzić pirotechnik, a ruch na lotnisku jest zdezorganizowany przez kilka godzin – opisuje "Rzeczpospolita".

W poprzednim roku na warszawskim lotnisku aż 37 razy ogłaszano alarm (w 2011 r. – jeszcze więcej, bo 51). Rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej Agnieszka Golias mówi, że pirotechnikom zdarzyło się znaleźć w porzuconych bagażach nawet sprzęt do nurkowania i profesjonalną kamerę jednej ze stacji telewizyjnych. Za to żadnej bomby. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Rzeczpospolita"

Niektórzy zostawiają na lotnisku swoje pakunki z premedytacją – orientują się, że musieliby zapłacić za nadbagaż i porzucają zbędny ciężar. Jeśli monitoring pokaże winnych, mogą oni zapłacić 500 złotych mandatu, jednak w zeszłym roku udało się wytropić tylko 20 winowajców alarmów. Dlatego jeśli widzimy, że mamy za dużo bagażu, zostawmy otwartą walizkę przy śmietniku, by łatwo mógł ją sprawdzić pirotechnik – proponuje Straż Graniczna. Z kolei władze lotniska przypominają o skrytkach bagażowych. Bo chyba nikt nie chciałby, aby jego lot był opóźniony tylko dlatego, że ktoś zostawił swój bagaż.
Od zamachu terrorystycznego w Nowym Jorku w 2001 roku służby na całym świecie zacieśniły procedury bezpieczeństwa. Czy gdyby dziś, ponad jedenaście lat po zamachu 11 września, ktoś rozstawiłby atrapy bomb np. w komunikacji miejskiej, zostałyby one zignorowane? Sprawdzaliśmy to w naTemat kilka miesięcy temu.
Źródło: "Rzeczpospolita"