
Wraz z okresem wakacji zimowych rozpoczyna się na lotniskach sezon alarmów bombowych. Roztargnieni turyści zostawiają w hali odlotów bagaże, które za każdym razem musi sprawdzić pirotechnik. Często alarm wywołują rzeczy, które zostawiono specjalnie, by nie płacić za nadbagaż. Jednak za wywołanie zagrożenia grozi 500-złotowy mandat.
W poprzednim roku na warszawskim lotnisku aż 37 razy ogłaszano alarm (w 2011 r. – jeszcze więcej, bo 51). Rzeczniczka komendanta głównego Straży Granicznej Agnieszka Golias mówi, że pirotechnikom zdarzyło się znaleźć w porzuconych bagażach nawet sprzęt do nurkowania i profesjonalną kamerę jednej ze stacji telewizyjnych. Za to żadnej bomby. CZYTAJ WIĘCEJ
Niektórzy zostawiają na lotnisku swoje pakunki z premedytacją – orientują się, że musieliby zapłacić za nadbagaż i porzucają zbędny ciężar. Jeśli monitoring pokaże winnych, mogą oni zapłacić 500 złotych mandatu, jednak w zeszłym roku udało się wytropić tylko 20 winowajców alarmów. Dlatego jeśli widzimy, że mamy za dużo bagażu, zostawmy otwartą walizkę przy śmietniku, by łatwo mógł ją sprawdzić pirotechnik – proponuje Straż Graniczna. Z kolei władze lotniska przypominają o skrytkach bagażowych. Bo chyba nikt nie chciałby, aby jego lot był opóźniony tylko dlatego, że ktoś zostawił swój bagaż.

