
Śledczy wciąż ustalają, co się stało w Chodzieży i czy to zmarły 41-latek zabił siebie i członków swojej rodziny. Teraz sprawę skomentowała szwagierka zamordowanego starszego mężczyzny, która wyznała, że jej krewni "nie byli zbyt wylewni". Jak dodała, za tydzień małżeństwo miało jechać na wesele.
24 kwietnia około godziny 20:00 w jednym z domów jednorodzinnych w Chodzieży policja odkryła pięć ciał. Wśród ofiar były dwie kobiety w wieku 38 i 71 lat, dwa mężczyźni w wieku 41 i 73 lat oraz czteromiesięczne dziecko.
Funkcjonariuszy na miejsce wezwała zaniepokojona rodzina, która nie mogła skontaktować się z bliskimi. Po przybyciu na miejsce policjanci zauważyli, że drzwi do domu były uchylone.
W rozmowie z naTemat.pl rzeczniczka policji w Chodzieży st. sierż. Karolina Smardz-Dymek potwierdziła, że ofiary to członkowie jednej rodziny. Wcześniej powiedziała, że zakładane są wszystkie możliwe wersje tego, co stało.
– Według wstępnych ustaleń, zakładamy samobójstwo rozszerzone. Pracujących na miejscu policjanci ustali, że najprawdopodobniej 41-latek Krzysztof A. zabił cztery osoby, a potem popełnił samobójstwo – powiedział "Super Expressowi" rzecznik wielkopolskiej policji, Andrzej Borowiak.
Nowe doniesienia w sprawie tragedii w Chodzieży. "Za tydzień mieli iść na wesele"
We wtorek w mediach pojawiły się doniesienia na temat zamordowanej rodziny. Jedna z mieszkających w sąsiedztwie kobiet opowiedziała o "dziwnej" sytuacji, która miała miejsce 20 kwietnia. Widziała, jak 41-letni mężczyzna wraz z 38-letnią kobietą poszli na spacer z dzieckiem.
"Szli w deszczu razem, ale po chwili wrócili osobno. Najpierw mężczyzna, a potem kobieta z synem. Niewykluczone, że między małżonkami doszło do kłótni" – podaje "Super Express".
Teraz pojawiły się nowe doniesienia w tej sprawie. Pani Melania, szwagierka zamordowanego starszego mężczyzny w rozmowie z Onetem przyznała, że członkowie rodziny prowadzili normalne życie, jednak "nie byli zbyt wylewni".
– Wiem, że Krzysztof miał kolegów, żył normalnie, jak każdy młody człowiek. Za tydzień mieli jechać z żoną na wesele, no ale już nie pojadą. Każde życie kryje jakieś tajemnice. Może było coś, co im doskwierało, ale nam o niczym nie mówili. Nie byli wylewni – mówiła.
Co wydarzyło się w Chodzieży?
Śledczy skłaniają się ku wersji, że to zmarły 41-latek zabił siebie i swoją rodzinę. Wszystkie ofiary miały na szyi głębokie rany. Prokuratura Okręgowa w Poznaniu wyklucza wersję, jakoby sprawcą był ktoś, kto uciekł z miejsca zdarzenia. Śledczy nie ujawniają jednak, jaki mógł być motyw zbrodni i kiedy dokładnie do niej doszło.
Sąsiedzi rodziny zdradzili, że dom należał do zamordowanych emerytów, do których dwa miesiące temu wprowadził się syn z żoną i dzieckiem. Powodem przeprowadzki była pomoc ojcu, który miał niedawno wylew. Mówili też, że nie dostrzegali niepokojących zachowań.
Zobacz także
