
Trzebinia od jakiego czasu ma poważny problem z zapadliskami. Teraz doszedł do tego kolejny kłopot. Miasto nie ma miejsc, gdzie można by urządzać pochówki, przynajmniej w niektórych częściach miasta. Władze apelują o szybką pomoc.
Przewodniczący Rady Miasta Trzebinia Waldemar Wszołek przekazał, że miejscy radni jednogłośnie opowiedzieli się w czwartek za apelem do władz państwa o pomoc w związku z zapadliskami w Trzebini.
– Chodzi o środki na przygotowanie nowych terenów, na których mógłby powstać, np. cmentarz czy ogródki działkowe. Dziś nie mamy praktycznie miejsca do pochówków na terenie osiedli Siersza i Gaj – przekazał polityk, cytowany przez portal Interia.
I dodał: – W tym apelu zawarliśmy prośbę o pomoc, o wsparcie, o przyznanie środków dodatkowych dla tych terenów, które są poszkodowane zapadliskami.
To nie wszystko. Radni chcą też, aby przyśpieszyć prace nad specustawą dotyczącą odwadniania Trzebini. – Zależy nam, aby jak najszybciej przeprowadzić te działania – wyjaśnił Wszołek.
W tym tygodniu informowaliśmy również o nowych zapadliskach w tym mieście. Nowe zapadlisko w Trzebini zabezpieczał jeden zastęp straży pożarnej. Hubert Ciepły, rzecznik małopolskiej policji, przekazał wówczas w rozmowie z PAP, że ziemia zapadła się ok. 200 m od zabudowań na terenie zadrzewionym na osiedlu Gaj.
Lej ma ok. 6 m średnicy i 6 m głębokości, zapadły się do niego dwie sosny. Jak podawała "Gazeta Krakowska", zapadlisko pojawiło się w miejscu, gdzie wcześniej doszło już do kilku deformacji terenu.
Natychmiast zareagował także wojewoda małopolski. Łukasz Kmita zapowiedział w Radiu Kraków, że rozważa wydanie rozporządzenia porządkowego. Chodzi o wprowadzenie zakazu przebywania mieszkańców na oznakowanych terenach zagrożonych zapadliskami.
Co mówią mieszkańcy o tym, co dzieje się w Trzebini?
"Mają poczucie, że cała Polska odbiera ich tak, jakby całe miasto było zagrożone. Że zaraz odwrócą się od nich inwestorzy i nikt nie będzie chciał się tu osiedlić" – pisała kilka dni temu Katarzyna Zuchowicz.
Nasza reporterka rozmawiała z mieszkańcami i lokalnymi przedsiębiorcami. Co usłyszała? – Dzwonią do mnie znajomi i rodzina rozsiana po kraju, nawet tacy, z którymi dawno nie miałem kontaktu. Wszyscy pytają o te zapadliska i co się u nas dzieje – mówił jeden z nich.
Zobacz także
– Jak klienci słyszą: "Trzebinia", to zaraz jest "Nie, dziękuję" – dodał właściciel jednej z agencji nieruchomości. Część ludzi się boi. Część zastanawia, czy uciec z zagrożonych terenów. Część uspokaja.
Ale większość wręcz krzyczy, że nie chodzi o całe miasto. – Trzeba podkreślić, że nie chodzi o całe miasto, już nie wspominając o całej gminie. Zapadliska pojawiają się na ograniczonym fragmencie dwóch osiedli, głównie tam, gdzie przed wieloma laty prowadzona była płytka eksploatacja górnicza – stwierdziła w rozmowie z nami Anna Jarguz, rzeczniczka Urzędu Miasta w Trzebini.
