
Książę Harry we wtorek (24 maja) przegrał sprawę sądową przeciwko ministerstwu spraw wewnętrznych Wielkiej Brytanii. Chodziło o to, aby podczas pobytów w ojczyźnie mógł korzystać ze specjalnej ochrony policji, pokrywając jej koszty z własnych środków.
Książę Harry i Meghan Markle mieszkają obecnie w USA w Los Angeles. Para przeprowadziła się w marcu 2020 roku, rezygnując z pełnienia oficjalnych funkcji w rodzinie królewskiej. Powodem odejścia, miało być ich zmęczenie ciągłą i nadmierną uwagą brytyjskiej prasy. Zdaniem księcia środowisko, w którym żyli, było "naprawdę trudne". Syn obecnego króla WB wyznał, że wojny z tabloidami zniszczyły jego zdrowie psychiczne. Dla dobra rodziny musiał więc powziąć odpowiednie kroki – Zrobiłem więc to, co każdy mąż i każdy ojciec by zrobił. Pomyślałem: Muszę wyciągnąć stąd moją rodzinę – wyjaśniał wówczas. Po tej decyzji Harry'ego ministerstwo spraw wewnętrznych zdecydowało, że "przestanie mu przysługiwać ochrona osobista podczas pobytów w Wielkiej Brytanii i nie zgodziła się na zapewnienie takiej ochrony dla niego i jego rodziny, nawet jeśli książę sam by finansował jej koszty".
Decyzja ws. ochrony księcia Harry'ego i jego rodziny w Wielkiej Brytanii
Prawnicy reprezentujący syna króla Karola III "zaskarżyli obie decyzje – zarówno tę o odebraniu ochrony, jak i o braku zgody MSW na pokrywanie przez niego kosztów ochrony".
W pierwszej sprawie jeszcze nie zapadła decyzja. Z kolei w drugiej "prawnicy domagali się sądowej rewizji decyzji", bo – jak twierdzili – "komisja zajmująca się ochroną osób publicznych, podejmując ją, przekroczyła swoje uprawnienia".
Dodajmy, że ministerstwo, w uzasadnieniu sprzeciwienia się roszczeniu Harry'ego podało, iż "co do zasady, niewłaściwe jest, aby zamożni ludzie 'kupowali' sobie policyjną ochronę, która może obejmować uzbrojonych funkcjonariuszy".
Ponadto podano, że "nierozsądne byłoby narażanie funkcjonariuszy na niebezpieczeństwo z powodu "uiszczenia opłaty przez osobę prywatną".
Tymczasem CNN podaje, że Wysoki Trybunał podjął decyzję na niekorzyść Harry'ego. Odrzucono jego argumenty, według których "decyzja została podjęta w wadliwy sposób". Nie wydano też zgody na sądową rewizję.
"Dramatyczny pościg" przed paparazzi
Ostatnimi czasy o Harrym zrobiło się głośno w kontekście "dramatycznego pościgu", który miał się odbyć na ulicach Nowego Jorku. Książę wraz z żoną i jej matką Dorią Ragland wracali wieczorem z gali Woman of Vision Awards w Nowym Jorku.
Następnego dnia cytowany przez amerykańskie media rzecznik prasowy pary powiedział, że ich taksówkę gonili paparazzi i nazwał pościg "bliskim katastrofy".
Ów "pościg" miał trwać około dwie godziny i niemal doprowadzić "do wielu groźnych kolizji z innymi kierowcami, pieszymi, a także dwoma funkcjonariuszami nowojorskiej policji". Z relacji wynikało również, że "paparazzi mieli robić zdjęcia podczas jazdy, przejeżdżać na czerwonym świetle, jechać po chodniku, blokować inne pojazdy oraz cofać na jednokierunkowej ulicy".
Rzecznik przekazał również, że książęca para zdaje sobie sprawę z tego, iż "bycie osobą publiczną wiąże się z zainteresowaniem opinii publicznej, ale nigdy nie powinno odbywać się to kosztem czyjegoś bezpieczeństwa". To wszystko faktycznie brzmiało bardzo niepokojąco, a internet od razu zauważył podobieństwo do tragicznego pościgu za księżna Dianą w 1997 roku w Paryżu. Jednak potem zaczęły pojawiać się relacje świadków. Cytowana przez "New York Post" policja stwierdziła, że, owszem, było nerwowo, ale wszystko było pod kontrolą. Jakby tego było mało, taksówkarz Sukhcharn Singh, który do pewnego momentu wiózł Harry'ego z żoną i teściową, stwierdził w "Washington Post", że wcale nie nazwałby incydentu pościgiem i sam czuł się bezpiecznie.
Zobacz także
