Profesjonalny stacz kolejkowy z Tarnowa: Najdłużej stałem 40 godzin, często zarzucają mi, że dużo biorę

Tadeusz Żak, profesjonalny stacz kolejkowy z Tarnowa.
Tadeusz Żak, profesjonalny stacz kolejkowy z Tarnowa. Fot. Piotr Tracz / "Przegląd Regionalny"
– Proszę. Kto następny – pyta młoda, zgrabna rejestratorka. Zza wysokiego biurka nie widzi, że przed postawnym mężczyzną, stoi pan Tadziu. – Oj. Przepraszam, nie zauważyłam Pana – palnęła po chwili kolejną gafę. Ale Tadeusz Żak jest do tego przyzwyczajony. I trudno się dziwić: iluż jest bowiem w Tarnowie mężczyzn, w kwiecie wieku, którym – tak jak jemu – Bóg poskąpił wzrostu. 130 centymetrów nie pozostawia złudzeń. Pan Tadziu jest karłem. I co z tego?

– Kiedyś, w dzieciństwie i młodości przeżywałem to bardzo. Nieraz zastanawiałem się jak to jest, że to właśnie mnie Opatrzność obdarzyła takim wzrostem. Przeklinałem ją, z czasem jednak pogodziłem się z tym. Najgorzej było w domu dziecka. Byłem izolowany, w obawie przed rówieśnikami. Śmiali się, dokuczali mi – wspomina. – Ale kiedy trafiłem do rodzinnego domu dziecka, sytuacja zmieniła się diametralnie.

W porównaniu do niego, żona jest „wielkoludem”. – Tak do niej czasem żartobliwie zagaduje, bo jest o 15 centymetrów wyższa ode mnie, ale nie sprawia mi to problemu. Zresztą, jak spacerujemy po Tarnowie, to i tak wiele osób się za nami rozgląda. Już mnie to nie irytuje, dzieci rozumiem, ale starszych… Nie bardzo – dodaje.

Czytaj też: "Pan tu nie stał", czyli Polacy w kolejce. Psycholog: "Nikt nie chce być ofiarą"

Pan Tadziu żonę poznał z ogłoszenia matrymonialnego. Była sroga zima 1990 roku. Pracował wtedy jako stróż nocny, miał sporo czasu by przeglądać gazety. Wypatrzył ją w jednej z nich. Dzisiaj nie pamięta jak to była gazeta, ale pamięta kiedy po raz pierwszy pojechał do niej. To było w lutym 1990 roku. Sam odnalazł jej dom w Limanowej, kilka miesięcy później wzięli ślub i zamieszkali w grodzie Tarnowie. Na dobre i złe są razem od ponad 22 lat. I nawet jeśli tych chwil gorszych było więcej, a to za sprawą braku pracy, wiązania przysłowiowego końca z końcem, są ze sobą szczęśliwi. – Mamy małe mieszkanko niedaleko tarnowskiej Starówki. Świetne miejsce, bo przystanek tuż, tuż, blisko są sklepy, kościół. Żona pracuje w jednym z podtarnowskich zakładów pracy (zakład pracy chronionej). Ja też tam pracowałem przez pięć lat, ale pokłóciłem się z kierownikiem i straciłem posadę. Szukanie pracy z moim wzrostem nie jest zadaniem łatwym – tłumaczy nam pan Tadziu.

W zasadzie scenariusz zawsze wygląda jednakowo. – Dzwonię, przedstawiam się, rozmowa się klei, wydaje się że wszystko jest na dobrej drodze. Ale jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki zmienia się to kiedy mówię, że mam zaledwie 130 centymetrów.
Nieraz odczuwam konsternację, spowolnienie oddechu u rozmówcy, a po chwili jakieś wykręty. Bywa, że ktoś mówi wprost: niestety, z pana wzrostem nie zatrudnię. Ale taką odpowiedź wolę, niż udawanie: – No to zastanowimy się, oddzwonimy. Tylko jak, skoro nikt nie pyta o numer telefonu – żali się pan Tadziu. Ma co prawda rentę, niewiele ponad sześćset złotych, do tego 1100 wynagrodzenie żony, ale utrzymanie się z tego nie jest takie proste. – Gdyby opłaty były brane wprost proporcjonalnie do naszego wzrostu, to może by i wystarczyłoby, ale tak nie jest. No. Może troszeczkę mniej zjemy niż wyżsi od nas o 30 – 40 centymetrów – mówi pół żartem, pół serio pan Tadeusz.


Dlatego zmuszony jest dorabiać. Przed wieloma laty wpadł na pomysł, by za niewielka opłatę wynajmować się do stania w kolejkach ,do rejestracji w szpitalu. Był czas, że myślał o usługach dla tych, co stoją do rejestracji pojazdu, ale pomysł szybko zarzucił, bo samorządy usprawniły system. W służbie zdrowia – na szczęścia dla pana Tadeusza – na to szybko nie zanosi się i, jeśli w ogóle tego doczekamy.

– Taki stacz przede wszystkim musi być rzetelny, wiarygodny i aktywny, jak trzeba iść, to trzeba, nie ma stwierdzenia, że mi się nie chce. Trzeba być wytrwałym, bo przychodzi taki czas, że muszę stać nawet 24 godziny. Rekordowo zdarzało mi się stać nawet 40 godzin. Najdłużej stałem 40 godzin. Chodziło rejestracje do znanego tarnowskiego neurochirurga. Nie było uproś. Przyjąłem zlecenie i trzeba był się z niego wywiązać. Znany jestem nie tylko ze swojego niskiego wzrostu, ale także ogromnej skuteczności. Nie przypominam sobie, by mi się mojego klienta nie udało zarejestrować do lekarza – specjalisty. Ale po latach praktyki w staniu, w kolejach, wiem o tarnowskich lekarzach prawie wszystko. Kiedy trzeba stanąć, by zarejestrować się do kardiologa, okulisty, ortopedy czy lekarza innej specjalności – zapewnia.

– Zdecydowanie najtrudniej dostać się do kardiologa, neurochirurga, neurologa, endokrynologa. Trochę łatwiej zapisać się do ortopedy ale co to jest te 8 miejsc, jak ludzi schorowanych jest coraz więcej. Do okulisty przewidzianych jest 10 miejsc, do urologa jest tylko 6. Zazwyczaj jest to kilka godzin stania: od dwóch do pięciu – sześciu. Są jednak tacy lekarze, do których zarejestrować się jest trudno. W tym przypadku trzeba odczekać nawet osiem – dziesięć godzin. Latem to nic, bo jest ciepło, gorzej w zimie. Wiele razy stałem na kilkunastostopniowym mrozie. Ale człowiek po latach przyzwyczaił się. Gorszy jest chyba wiatr i deszcze, bo akurat w przypadku nowego szpitala, wejście jest od zachodniej strony i mocno wtedy zacina – mówi.

– Moim zdaniem ludziom starszym i schorowanym nie starczyłoby sił stać tyle godzin przed przychodnią, czy szpitalem. Zdarzają się jednak tygodnie, kiedy tej pracy nie ma. Niestety, teraz sytuacja jest taka, że ludzie nie mają pieniędzy. Widzę, że Tarnów strasznie zbiedniał. Często zarzucają mi, że za dużo biorę, ale nie będę się poświęcał za 20 zł, bo jestem człowiekiem schorowanym, nogi też mi wysiadają, dobrze, że człowiek ma kijki, to się nimi ratuje. Kilkugodzinne stanie nie jest takie proste. Wymaga sporego wysiłku – mówi pan Tadziu.

Jakiś czas temu wpadł na pomysł, by zarejestrować działalność gospodarczą: kolejowy stacz. Magistraccy urzędnicy zbaranieli. Po namyśle: powiedzieli nie. I chociaż w sukurs przyszło mu samorządowe Kolegium Odwoławcze, nadal nie ma firmy. Czy ją założy? – W zasadzie nie muszę, tym bardziej że ludzie zbiednieli, stawki zatrzymały się na poziomie sprzed kilku lat, nawet bywają mniejsze. Ale ja nie narzekam. Nie mam powodów. Znam ludzi, którym jeszcze gorzej niż mnie – mówi pan Tadeusz.

Zobacz też: Cierpliwości! Polacy snobują się na stanie w kolejce. Hummus, torebki czy buty z listami oczekujących

Oczywiście dawno zdał sobie sprawę z tego, że reklama jest dźwignią handlu. – Najpierw była to kolorowa kartka, sam na niej wypisywałem dane kontaktowe, potem ogłoszenia w gazetach tarnowskich - wspomina Dzisiaj rozdaje wizytówki, swoje usługi oferuje na portalach społecznościowych. Chętnych nie brakuje. O panu Tadziu głośno jest w mediach. Co jakiś czas piszą o nim w prasie, pojawiają się reportaże radiowe czy telewizyjne. Był gościem m.in. Agaty Młynarskiej i Ewy Drzyzgi. Czas dzieli pomiędzy rodzinę, stanie w kolejkach i medialny szum. Jest celebry ta i dobrze mu z tym…
Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie
Trwa ładowanie komentarzy...