
Naukowcy z Poznania bronią Krystyny Pawłowicz tłumacząc, że "homoseksualizm to anomalia". Aleksander Kuczek, bloger naTemat, otwarcie mówiący o swojej homoseksualności, odpowiada: – Nawet jako "anomalie" jesteśmy społeczeństwu przydatni. Nasza odmienność nie musi być postrzegana przez innych jako zagrożenie, ale jako zaleta.
Pod koniec stycznia przedstawiciele środowiska naukowego przygotowali list, w którym sprzeciwiają się wypowiedziom posłanki PiS Krystyny Pawłowicz. Została ona skrytykowana za szyderstwa pod adresem Anny Grodzkiej oraz osób homoseksualnych. Pawłowicz, jako pracownikowi naukowemu, zarzucono też sprzeniewierzenie się etosowi naukowca.
W piątek inicjatywa spotkała się z odpowiedzią naukowców z Akademickiego Towarzystwa Obywatelskiego. Odwołując się do ustaleń współczesnej nauki, podjęli oni polemikę z poprzednim apelem, pisząc m.in., że "z całą odpowiedzialnością można stwierdzić, że z punktu widzenia ewolucji homoseksualizm jest anomalią", a fakt skreślenia homoseksualizmu z listy chorób WHO "wzbudza niepokój".
O tym stwierdzeniu oraz o sporze między naukowcami rozmawiamy z naszym blogerem, Aleksandrem Kuczkiem, który otwarcie mówi o swojej homeksualności.
Jak skomentuje pan słowa naukowców skupionych w Akademickim Towarzystwie Obywatelskim, którzy w swoim oświadczeniu w obronie Krystyny Pawłowicz, napisali, że “z punktu widzenia ewolucji homoseksualizm jest anomalią”?
Zacznę może od tego, że nie jestem ekspertem, nie jestem ewolucjonistą, więc nie czuję się kompetentny, żeby dyskutować z tymi tezami na gruncie naukowym.
Ale jest pan gejem. Czy te słowa, tak po ludzku, pana nie dotknęły?
Owszem, nie jest to zbyt uprzejme i miłe, natomiast chyba trudno nie zgodzić się, że w biologicznym, ewolucyjnym sensie jako geje jesteśmy trochę taką właśnie “anomalią”. Ale wierzę, że w skali całego społeczeństwa jako takie “anomalie” jesteśmy przydatni.
Co ma pan na myśli?
To, że możemy wnosić swój wkład w życie społeczeństwa. Myślę np. o tym, jak wiele osób homoseksualnych pracuje w zawodach artystycznych, zajmuje się sztuką. Nie mam badań, które potwierdzały by skalę tego zjawiska, ale odnoszę wrażenie, że naprawdę tak jest. To są dziedziny, w których moim zdaniem mamy dużo do zaoferowania.
Poza tym, jako homoseksualiści nie chodzimy raczej na urlopy macierzyńskie czy tacierzyńskie, więc możemy pracować więcej niż inni (śmiech). Chcę w ten sposób powiedzieć, że nasza odmienność nie musi być postrzegana przez innych jako zagrożenie, ale jako zaleta. Być może, ale raczej nie przez sygnatariuszy listu. W jego tekście pisali oni o tym, że skreślenie homoseksualizmu z listy chorób WHO “budzi niepokój”. Co pan o tym sądzi?
Nie wiem, jak już mówiłem nie jestem naukowcem, nie chcę wdawać się w akademickie dyskusje na ten temat, ale powiem tak: nie czuję się osobą chorą. Przy okazji chciałbym zwrócić uwagę na kwestię słownictwa – większość polskich polityków mówi o “homoseksualizmie”, nie “homoseksualności”. Końcówka “izm” zakłada niejako z góry, że mamy do czynienia z problemem, z chorobą. Natomiast wracając do tematu – nie jestem wcale pewien, czy sygnatariusze listu z Akademickiego Towarzystwa Obywatelskiego są ekspertami akurat w zakresie seksuologii.
Mam wrażenie, że są tam nazwiska naukowców z wielu różnych wydziałów.
No właśnie. Jeśli nie są seksuologami to nie rozumiem, jakie mają podstawy do formułowania tego typu sądów. Bo o ile wiem, kompetentni, poważni seksuolodzy nie kwestionują ustaleń WHO. Myślę więc, że na oświadczenie poznańskich naukowców nie należy patrzeć jako na wyraz naukowych ustaleń. Bo polonista czy historyk o homoseksualności, jako o pojęciu naukowym, wie tyle samo, co ja.
Ale zdaje pan sobie sprawę, że w tym liście nie chodzi o “naukową prawdę”, tylko o zabranie głosu w sporze dotyczącym związków partnerskich i kandydatury Anny Grodzkiej na wicemarszałka Sejmu?
Szczerze mówiąc, nie widzę związku między sprawą Anny Grodzkiej a homoseksualnością. To są przecież dwa różne światy: zmiana płci i homoseksualność. Nie mam pojęcia, dlaczego sygnatariusze listu je łączą. Nie chcę spekulować, bo to już są delikatne, osobiste sprawy, ale posłanka Grodzka z punktu widzenia orientacji seksualnej może należeć do heteroseksualnej większości.
Myślę, że w intencji autorów oświadczenia nie ma to większej różnicy, bo zarówno zmiana płci, jak i homoseksualność to dla nich takie samo zło.
No właśnie. Chodzi po prostu o walkę z każdą formą odmienności. Chociaż wrzucanie tych mniejszości do jednego worka to tak, jak gdyby łączyć w jedną grupę rudych i leworęcznych.
