
Prezydent Francji Francois Hollande odwiedził odbite z rąk islamistów przez wojska francuskie i malijskie miasto Timbuktu. Na ulicach witały go tłumy wiwatujących Malijczyków. Eksperci podkreślają jednak, że sytuacja w kraju wciąż jest niestabilna.
– Francja nie zakończyła jeszcze operacji w Mali, ale wkrótce pałeczkę przejmą kraje afrykańskie – cytuje Hollande’a rp.pl. Będzie przed nimi leżeć ciężkie zadanie przywrócenia w Mali porządku, bo choć siłom francusko-malijskim udało się zdobyć trzy miasta, które od niemal roku kontrolowali dżihadyści, w kraju wciąż jest niespokojnie.
rp.pl
Mieszkańcy terenów zajmowanych w ostatnich miesiącach przez islamskich fundamentalistów z ulgą przyjęli francuską obecność. Hollande’a witały okrzyki “Niech żyje Francja!” i dźwięki muzyki, zabronionej na tych terenach przez islamistów.
rp.pl
Czytaj też: Polska pomoże Francuzom w Mali. Donald Tusk: "Decyzja o misji zapadnie na posiedzeniu rządu"
Przeszkodą na drodze ku trwałemu pokojowi w Mali mogą być nie tylko działania dżihadystów, ale i sprawa MNLA, czyli zbrojnej milicji z plemienia Tuaregów, zamieszkujących północną część kraju. Organizacja domaga się większej niezależności tych terenów od stolicy kraju, Bamako. Jak informuje “The Guardian”, troskę organizacji broniących praw człowieka wzbudza także postępowanie malijskich żołnierzy, którzy na zajmowanych terenach mają dopuszczać się samosądów.
Źródło: Rp.pl, Guardian.co.uk
