
"Never care for what I sing", "Boga nie ma" – tak przyjęto "Nothing Else Matters" Metalliki w wykonaniu Edyty Górniak. Skąd tak duże emocje? Czy to zwykła polska zawiść? Niechęć do piosenkarki? A może po prostu niektórych piosenek nie powinno się "coverować"?
Kultowa ballada Metalliki zaśpiewana przez Górniak wzbudziła skrajne emocje. W komentarzach pod naszym artykułem na ten temat jedni odsądzali artystkę od czci i godności, inni zaciekle bronili, wyrzucając krytykom małostkowość, zawiść czy brak kompetencji muzycznych.
Dla mnie wykonanie tragiczne, jestem fanem Metalliki i tym wykonaniem w/w wokalistka potwierdza, że umiejętności wokalne ma słabiutkie.
Górniak to zdolna wokalistka, ale pewne utwory sprawdzają się tylko w określonej stylistyce, opracowane na konkretny aranż. "Nothing Else Matters" to przykład takiego utworu, który w nierockowym aranżu brzmi wątło, wymuszenie i słabiutko. Case'ów takich, jak ten jest jednak mnóstwo.
Świetnie zaśpiewane. Podobnie jak Hymn przed laty. Kobieta ma głos, jak dzwon, a do tego jeszcze wygląda. To cały problem (grzech ) Edyty Górniak.
Janusz Kompletnie nie rozumiem, dlaczego się czepiacie. Jeśli cover ma brzmieć jak oryginał, to trzeba słuchać oryginału. Po prostu. Nie ma nic gorszego, niż cover udający oryginał. A Górniak zaśpiewała to czyściutko, w swoim stylu i naprawdę dobrze. I oby chociaż 50% wokalistek śpiewało tak czysto, jak ona.
"Never care for what I sing"
– Ostatnia rzecz, jaką można powiedzieć o Edycie Górniak, to że nie umie śpiewać – twierdzi nasza blogerka Karolina Korwin-Piotrowska. – W tym sensie trwająca właśnie burza wokół niej jest zupełnie niemerytoryczna. Sama mam krytyczne zdanie na temat jej wizerunku, ale powinniśmy oddzielić kwestie muzyczne od jej medialnej obecności – mówi Korwin-Piotrowska. I rzeczywiście, chociaż ludzie profesjonalnie zajmujący się muzyką, często nie szczędzą Górniak słów krytyki, są gotowi przyznać, że talentu i umiejętności jej nie brakuje.
– To forma artystycznej gry. Wszyscy wiemy, że jako osoba śpiewająca w estetyce pop, Górniak “nie pasuje” do tej piosenki – mówi Krzysztof Skiba, muzyk “Big Cyc”. – Ale osobiście uważam, że takie estetyczne prowokacje, przekraczanie gatunkowych barier, dają często ciekawe efekty – mówi Skiba. Dodaje jednak, że każdy artysta idący w tę stronę musi liczyć się z falą krytyki ze strony wiernych fanów twórcy, którego utwór jest przerabiany. Zwłaszcza, jeśli mówimy o Metallice.
– Ten zespół ma wyjątkowo ortodoksyjnych wyznawców – twierdzi Skiba i przypomina, z jak wielkim oporem z ich strony spotkała się płyta nagrana przez Metallicę z Lou Reedem. To zresztą problem wielu zespołów. – W przypadku “Big Cyca” też słyszymy nieraz skargi, że nie gramy już jak na pierwszych płytach – śmieje się Skiba. Trudno odmówić mu racji. Doświadczenie uczy, że zawsze istnieje grupa zatwardziałych strażników ortodoksji, którzy nie pozwalają swoim idolom na artystyczne eksperymenty.
Powstaje więc pytanie: czy artysta ma prawo do gry z oryginałem? Skiba twierdzi, że jak najbardziej. – Lepiej, kiedy w coverze jest jakaś wartość dodana, niż gdy wykonanie jest po prostu kopią. Bo po co mam słuchać Queen w aranżacji “Braci”, skoro wiem, że grają te kawałki tak samo, tylko gorzej? Bo, nic nie ujmując tym sympatycznym skądinąd chłopakom, nie są jednak muzykami na miarę Maya i Mercurego – mówi wokalista “Big Cyca”.
Karolina Korwin-Piotrowska tłumaczy jednak, że o ile wielu muzykom jesteśmy w stanie wybaczyć estetyczne wypady na terytorium wroga, o tyle akurat Górniak niejako sama prosi się o krytykę. – Gdyby to była Nosowska, to zapewne powiedzielibyśmy coś w stylu “Hmmm... bardzo ciekawa interpretacja”. Ale wizerunek i status Edyt Górniak w ostatnich sprawia, że publiczność jest dla niej bardziej surowa – mówi nasza blogerka.
Gdyby to była Nosowska, to zapewne powiedzielibyśmy coś w stylu “Hmmm... bardzo ciekawa interpretacja”.
Ona ma prawo do własnej interpretacji, a my jako widzowie mamy prawo do tego, żeby ta interpretacja się nam nie podobała i już :)




