Dziś piłka nożna to biznes. A w biznesie najważniejsze są pieniądze
Dziś piłka nożna to biznes. A w biznesie najważniejsze są pieniądze shutterstock.com

Po szokującym raporcie Europolu, w którym ujawniono, że w ciągu czterech lat ustawiono ponad 380 meczów, pod znakiem zapytania stanął sens kibicowania. Czy warto wydawać niemałe pieniądze i tracić czas, jeżdżąc za swoją drużyną tylko po to, by po kilku latach dowiedzieć się, że mecz był ustawiony? Czy po raporcie Europolu kibice zaczną odwracać się od futbolu?

REKLAMA
14 lipca 2006 roku był dla większości Włochów najzwyklejszym dniem na świecie. Mimo to w leniwe popołudnie w milionach domów popłynęły łzy. Dziesięć dni wcześniej prokurator Włoskiej Federacji Piłkarskiej Stefano Palazzi zażądał od sądu wyrzucenie Juventusu Turyn z Serie A do Serie C1, czyli trzeciej ligi. Ostatecznie „Stara Dama” wylądowała na zapleczu ekstraklasy, ale dla dwudziestu milionów fanów w całej Europie, degradacja jednego z najlepszych klubów w historii futbolu, była końcem świata.
Są tylko trzy kluby, które mają więcej kibiców niż Juventus – Barcelona, Real i Manchester United. W lipcu 2006 roku bianconeri musieli przełknąć gorzką pigułkę kary, którą sąd wymierzył za „ustawianie” korzystnych dla siebie arbitrów i kupowanie meczów – aferę Calciopoli. W skandal zamieszani byli także działacze AC Milanu, rzymskiego Lazio, Fiorentiny i Regginy Calcio. Z wyjątkiem Regginy, są to najpopularniejsze zespoły na Półwyspie Apenińskim.
Okazało się, że miliony kibiców, którzy wydawali setki euro na koszulki, pamiątki klubowe, zagraniczne wyjazdy, miliony, które poświęcały swój czas, aby towarzyszyć zespołowi, zostały zrobione w balona. Stadionowe emocje okazały się wyreżyserowanym spektaklem chciwych działaczy, dla których liczyły się tylko pieniądze za wygrane spotkania.
Osiem milionów euro zysku

Rob Wainwright
Szef Europolu

To smutny dzień dla europejskiego futbolu. Odkryliśmy działalność szerokiej siatki przestępczej, która stanowi wielki problem dla integralności futbolu w Europie. Mamy dowody, że na jeden mecz singapurska mafia wydała ok. 100 tys. euro!


Na poniedziałkowej konferencji prasowej w Hadze szef Europejskiego Urzędu Policji (Europol) Rob Wainwright zaprezentował raport, w którym pojawiły się szokujące dane: w latach 2008-2011 w Europie ustawiono ponad 380 meczów piłkarskich, w tym spotkania Ligi Mistrzów, eliminacji do mistrzostw Europy i świata; dwa miliony euro przeznaczono na łapówki dla piłkarzy i sędziów, zyski z zakładów bukmacherskich – osiem milionów euro. A to wszystko aż w piętnastu krajach.
Zamieszane są m.in. ligi w Austrii, Holandii, Finlandii, Niemczech, Słowenii, Turcji, we Włoszech, Wielkiej Brytanii i na Węgrzech. Polska T-Mobile Ekstraklasa w raporcie nie została wymieniona.
– Według śledztwa chodzi o azjatycką zorganizowaną przestępczość, która jest połączona z europejską siatką powiązań. To największe tego typu śledztwo w historii – oświadczył dziennikarzom Wainwright.
Po komentarz ws. szokującego raportu zadzwoniliśmy do UEFA. – Sprawa jest dla nas bardzo nieprzyjemna. Rozumiem złość kibiców futbolu. Sam nie wiem, co o tym myśleć… – powiedział naTemat.pl William Gillard, główny doradca Prezydenta UEFA Michaela Platiniego. Znacznie bardziej rozmowny był rzecznik prasowy europejskiej federacji Thomas Giordano. – Jesteśmy zszokowani raportem i w tym momencie czekamy na przekazanie nam informacji Europolu. Nie znamy nazw klubów, więc nie możemy niczego komentować, ale gwarantuję, że od razu po otrzymaniu dokumentów, rozpoczniemy śledztwo. W sprawie korupcji wyznajemy zasadę „zero tolerancji” i tak będzie również teraz. Nie możemy pozwolić, żeby zaufanie kibiców, było wystawione na tak wielką próbę.
Dla UEFA odwrócenie się kibiców byłoby niezwykle nie na rękę. Mniejsze zainteresowanie futbolem, to mniejsze pieniądze za prawa do pokazywania kluczowych eventów UEFA: Ligi Mistrzów, Ligi Europejskiej, czy mistrzostw Europy. Patrząc na sprawę przez pryzmat biznesowy prezydent Platini i spółka, jak najszybciej muszą znaleźć rozwiązanie, które pomoże utrzymać fanów przy wspomnianych rozgrywkach.
Nie ominęło nawet Niemców
Korupcja nie ominęła także Niemiec i Szwajcarii – państw uznawanych za bastiony uczciwości. Pod koniec 2011 roku prokuratura w Bochum z niemiecką i szwajcarską policją dokonały zatrzymań kilkunastu osób zamieszanych w ustawianie meczów.
Co ciekawe jedna z nich była powiązana z aferą korupcyjną z 2005 roku, kiedy sędzia Robert Hoyzler obstawił u bukmachera mecz pierwszej rundy Pucharu Niemiec pomiędzy Paderbornem i Hamburgerem SV. Pewnie nie byłoby w tym nic zdrożnego, gdyby nie fakt, że spotkanie miał sędziować… Robert Hoyzler. Po serii skandalicznych decyzji Hoyzler został zatrzymany. Sędzia przyznał prokuraturze, że był powiązany z chorwacką mafią, a także ujawnił, że również inni sędziowie, ale i piłkarze, decydowali się na podobny proceder. Nazwiska jednak nie padły.
Gdyby jednak wyszły na jaw nazwy klubów bądź nazwiska zawodników, w Niemczech zatrzęsłaby się ziemia. Ruch kibicowski za naszą zachodnią granicą jest niezwykle aktywny. W Dortmundzie, na stadionie aktualnego mistrza Niemiec, za każdym razem jest komplet – ponad 80 tys. kibiców. Samych karnetów Borussia sprzedała… 54 tys (dla porównania średnia frekwencja na meczach T-Mobile Ekstraklasy to ponad 8 tys. fanów). Trudno wyobrazić sobie, jak gigantyczne straty kluby mogłyby ponosić, gdyby kibice się od nich odwrócili.
– Rocznie zyski Borussii ze sprzedaży pamiątek to kilka milionów euro. W biznesplanie klubu fani są bardzo ważną pozycją – tłumaczy menadżer największego w Niemczech oficjalnego Fanshopu Borussii Dortmund.
Barca ustawiała? A może Liverpool?
Gdzie jest granica? Kiedy ludzie powiedzą: stop, i przestaną płacić za bilety na wydarzenia sportowe, przestaną kupować koszulki i klubowe akcesoria. Przecież nikt nie lubi być oszukiwanym. Duże znaczenie mają nazwy klubów, które są zamieszane w korupcję. Jeżeli potwierdzą się informacje angielskich dziennikarzy z „The Sun” o ustawionym spotkaniu eliminacji do Ligi Mistrzów Liverpool – Debreczyn z 2009 roku, w świecie futbolu może zawrzeć. Jeszcze większy skandal będzie, jeżeli potwierdzą się domysły, że niekoniecznie uczciwy był także półfinał Ligi Mistrzów z 2009 roku Chelsea – Barcelona.

– Mniejsze kluby, lokalne, raczej nie są na to narażone, a dobrym przykładem jest nasza polska liga. Afera korupcyjna była bardzo duża, a jednak kibice zostali przy zespołach. Natomiast w Europie, w tych największych klubach, które mają kibiców trochę mniej związanych z zespołem, duży skandal może się odbić na wynikach finansowych – mówi nam Damian Niedziałek, który w Legii Warszawa pełnił funkcję Pełnomocnika Zarządu ds. Współpracy z Kibicami.
Dopóki Europol bądź UEFA nie ogłoszą, które drużyny kupowały, sprzedawały bądź ustawiały spotkania, szokują tylko liczby. Kiedy już jednak konkretne nazwy wyjdą na jaw, ziemia pod kibicami może się zatrząść. I niekoniecznie musi zadziałać tu zasada, że miłość jest ślepa.