
"Politycy kłamią" – to wytarty slogan, o którym słyszymy od lat, dlatego niedotrzymywanie wyborczych obietnic powoli przestaje kogokolwiek dziwić. Gdy jednak okazuje się, że polityk łamie w życiu prywatnym wartości, które głosi publicznie, wyborcy są bezlitośni.
W środę media obiegła informacja o tym, że Jacek Kurski zablokował z pomocą adwokata publikację na swój temat w tygodniku “Nie”. Magazyn “Press” doniósł, że gdy Kurski dowiedział się od dziennikarzy o pracach nad takim właśnie tekstem, zamiast udzielić jakichkolwiek wyjaśnień (co mu zaproponowano), zagroził tygodnikowi sądem.
Ostatecznie pismo opublikowało tekst pt. "Związki partnerskie posła Jacka Kurskiego", z którego wynikało, że polityk ma romans. W efekcie do redakcji "Nie" wpłynęło pismo wydane przez Sąd Okręgowy w Gdańsku, które zakazuje pisania o tej sprawie.
Hipokryzja europosła czy nierzetelność tygodnika? Kurski jest byłym dziennikarzem, dawnym “spin doctorem” Prawa i Sprawiedliwości i ekspertem od medialnego wizerunku. Trudno zakładać, że nie wie, wedle jakiej logiki działają media. Dlaczego więc zareagował tak nerwowo i od razu sięgnął po rozwiązania prawne? Przecież mleko się już rozlało, a “Nie” i tak opublikuje kolejny tekst o Kurskim, “nie ujawniając jednak, jakich sfer życia Kurskiego on dotyczy” – o czym informuje “Press”.
Trudno oprzeć się wrażeniu, że mamy w tym przypadku do czynienia z hipokryzją. Bo nawet, jeśli konserwatywny poseł, stojący na straży tradycyjnych rodzinnych wartości, w rzeczywistości nie miał romansu, z niewiadomych powodów ogranicza wolność słowa, w którą podobno wierzy. Waldemar Kuchanny z “Nie” ujął to w ten sposób:
Waldemar Kuchanny
"Nie"
– To specyficzna sytuacja. Zachowanie Kurskiego tłumaczy w pewnym stopniu charakterystyka “Nie”, które nie tylko od lat wzbudza wiele kontrowersji, ale i jest europosłowi bardzo dalekie pod względem światopoglądowym. Być może dlatego Kurski tak alergicznie zareagował – ocenia Tomasz Skupieński, ekspert ds. marketingu politycznego.
Wizerunkowe problemy z hipokryzją w tle Skupieński dodaje jednak, że prędzej czy później i tak dowiemy się, jak było naprawdę. – Trudno jest zamknąć mediom usta wyrokiem sądowym. To tak jak z zakazem niepublikowania nazwisk oskarżonych – i tak ostatecznie wszyscy wiedzą, o kogo chodzi – mówi. Sugeruje, że być może lepiej byłoby od razu oczyścić się z zarzutów, tym bardziej, że zwłaszcza w przypadku posłów prawicy oskarżenie o romans może być ciężkim wizerunkowym ciosem.
Nie tak dawno właśnie z powodu niezgodności między głoszonymi wartościami a życiem prywatnym ucierpiał wizerunek Kazimierza Marcinkiewicza. Media bezlitośnie zlinczowały go za romans, jaki miał ze znacznie od siebie młodszą Izabelą Olchowicz. "Z perspektywy czasu i doświadczeń jeszcze bardziej przekonuję się, że rodzina jest najważniejsza”. “Zawsze znajduję czas dla żony i dzieci, z których jestem bardzo dumny” – pisał na blogu niedługo przed tym, jak pozostawił swoją rodzinę dla innej kobiety, co przypomnieli mu dziennikarze “Dziennika”.
Czy hipokryzja polityków powinna nas jeszcze w ogóle szokować? Tomasz Skupieński twierdzi, że w pewnym sensie jest ona wpisana w logikę systemu politycznego. – Ten problem nie dotyczy przecież tylko prawicy – dodaje medioznawca, prof. Tadeusz Kowalski. Twierdzi on też, że Polska nie jest żadnym wyjątkiem: głoszący swoją kryształową uczciwość politycy na całym świecie zadają kłam tym twierdzeniom swoim prywatnym postępowaniem: – Słyszymy teraz o korupcji w Hiszpanii, a skandale obyczajowe towarzyszyły swego czasu rządom Francois Mitteranda, który słynął z licznych romansów – przypomina Kowalski.
Życie prywatne pod specjalnym nadzorem Pomimo tego, że straciliśmy już wiarę w zgodność słów i czynów polityków, niektóre przypadki ich hipokryzji opinia publiczna przyjmuje ze szczególną niechęcią: – To, że ktoś nie dotrzymuje obietnic wyborczych lub prowadzi niekonsekwentną politykę, nie irytuje wyborców tak bardzo, jak wiadomości z jego prywatnego życia, które przeczą oficjalnie głoszonym poglądom – mówi prof. Kowalski. Jako przykład podaje sytuację sprzed kilku lat, gdy Zbigniew Romaszewski, zdeklarowany przeciwnik ekspansji supermarketów, został sfotografowany, gdy robił zakupy w jednym z nich.
Podobne oburzenie wzbudził artykuł “Newsweeka”, który oskarżał Donalda Tuska, głosiciela idei “taniego państwa”, o zbyt częste korzystanie z rządowego samolotu, którym premier regularnie latał między Warszawą a Sopotem. Ostatnio kontrowersje wywołało też zdjęcie Baracka Obamy – przeciwnika szerokiego dostępu do broni palnej, który relaksuje się, strzelając do rzutków.
– Wyborcy tego nie lubią, bo mamy do czynienia z konkretnymi, namacalnymi dowodami niekonsekwencji polityków. Polityczne wypowiedzi często są trudne do zrozumienia, bardzo ogólne, nieuchwytne, natomiast zdarzenia z codziennego życia są w polu doświadczenia każdego z nas – mówi Kowalski o faktach, które media “wyciągają” z prywatnego życia ludzi władzy.
Czy takie grzebanie komuś w prywatności to dowód na tabloidyzację mediów? Tomasz Skupieński twierdzi, że nie. – Opinia publiczna ma prawo mieć pełne informacje na temat polityków, zwłaszcza jeśli chodzi o ich moralność. Nie widzę więc nic złego w “prześwietlaniu” rządzących, oczywiście pod jednym warunkiem – że mówimy o faktach, a nie spekulacjach – tłumaczy. – Nie powinniśmy stawiać żadnych granic, poza tym, by pokazywać prawdę i opierać się na konkretnych dowodach – mówi Skupieński.
Zapewne wkrótce dowiemy się, czy w przypadku domniemanego romansu Jacka Kurskiego, granice te zostały przekroczone. Nawet decyzja sądu tego nie zmieni.
