
W piątek popołudniu w lesie koło Żurawieńca w powiecie kolskim znaleziono balon. W środku latającego obiektu znajdowała się tajemnicza substancja. Sprawę bada Agencja Bezpieczeństwa Wewnętrznego.
Pod Żurawieńcem spadł latający obiekt, na miejscu działają służby
Jak podał RMF24, podejrzany obiekt został odnaleziony przez jednego z okolicznych mieszkańców. "Może to być balon wielkości piłki do gry z doczepioną metalową płytką. W płytce znajdują się między innymi układy scalone. Obiekt został zabezpieczony, a sprawa jest wyjaśniana" – donosi serwis.
Na ten moment nie wiadomo, czym jest znaleziony obiekt oraz do kogo należy. Eksperci przypominają jednak, że takie balony mogą być wykorzystywane nie tylko w celach militarnych, ale też do badań meteorologicznych.
W rozmowie z Polską Agencją Prasową rzecznik wielkopolskiej policji stwierdził, że z uwagi na dobro śledztwa służby nie będą ujawniać więcej informacji.
– Mogę powiedzieć jedynie, że w chwili znalezienia balon unosił się tuż nad ziemią. Obiekt został ujawniony przez spacerowicza, który przyniósł go do jednostki policji – powiedział Andrzej Borowiak.
W lesie na Dolnym Śląsku spadł wojskowy dron. MON ujawniło, do kogo należał
Przypomnijmy, w czwartek wieczorem służby porządkowe otrzymały zawiadomienie od mężczyzny, który podczas spaceru w lesie w okolicach Trzebienia pod Bolesławcem dostrzegł spadający mały samolot. O sprawie jako pierwszy poinformował serwis RMF24.
Obiekt został odnaleziony kilkaset metrów od drogi, w zalesionym terenie niedaleko stacji paliw. Jak ustalono, był to zwiadowczy dron wojskowy. – Potwierdzam, że uczestniczyliśmy w tych poszukiwaniach w czwartek wieczorem – powiedziała Wirtualnej Polsce asp. sztab. Anna Kublik-Rościszewska, oficer prasowa bolesławickiej policji. Sprawa została przekazana do wyjaśnienia wojsku.
Dział prasowy Ministerstwa Obrony Narodowej został zapytany przez redakcję "Faktu" o pochodzenie drona zwiadowczego, który spadł w Trzebieniu koło Bolesławca. W odpowiedzi resort przekazał, że maszyna należy do żołnierzy USA, którzy stacjonują kilka kilometrów od miejsca zdarzenia. "Z pozyskanych informacji wynika, że podczas wykonywania lotu szkoleniowego przez żołnierzy USA utracono kontakt z dronem, który następnie spadł w terenie leśnym" – podało MON, cytowane przez "Fakt".
Natomiast jeden z pracowników Centrum Operacyjnego resortu w rozmowie z dziennikiem przyznał, że bezzałogowiec wrócił już do amerykańskich wojskowych. – Drona przejęła już strona USA, do której należy urządzenie – powiedział przedstawiciel jednostki.
