
W piątek biznesmen Andrzej Kompa żalił się w rozmowie z naTemat na brak pomocy ze strony polskiej dyplomacji w walce z Ambasadą Korei Północnej w Warszawie, której budynki jego firma Kompa Investment wyremontowała kilka lat temu i do dziś nie otrzymała za to pełnej zapłaty. W stanowisku przesłanym naszej redakcji MSZ twierdzi jednak, że próbował Kompie pomóc na kilka różnych sposobów.
- Mam szansę odzyskać 3 mln zł i zapłacić od tego 600 tys. podatku. Czy to nie jest w interesie Polski?! Dlatego MSZ wciąż powinien naciskać na ambasadę, by Koreańczycy ostatecznie mi te pieniądze wypłacili. Tylko niech pan mi pokaże polskiego urzędnika, który myśli w kategoriach propaństowych? Takiego, który chce żeby do kasy państwa wpłynęły setki tysięcy złotych... - mówił naTemat zmęczony problemami przedsiębiorca.

- Mam takie wrażenie, że w MSZ po prostu zajmowali się tylko tym, by znaleźć okazję do wyskoczenia na jakąś placówkę i tam zarabiać pieniądze za nic. A gdy trzeba się było czymś wykazać na miejscu, wyzwolić tu z siebie jakąkolwiek energię, to nikomu na niczym nie zależało - twierdził Andrzej Kompa.
Jego słowa nie mogły zatem pozostać bez echa w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, które w korespondencji do naTemat twierdzi, że Andrzej Kompa mija się z prawdą oceniając, iż MSZ pozostawało bezczynne w sprawie nielegalnego wynajmowania pomieszczeń ambasady północnokoreańskiej na cele komercyjne i roszczeń firmy Kompa Investment za prace remontowe. Oto jego treść:
