Ratownik opowiedział o szczegółach akcji w Zubrzycy Górnej
Ratownik opowiedział o szczegółach akcji w Zubrzycy Górnej Fot. Piotr Jedzura/REPORTER

Tragedia, do której doszło w weekend na Podhalu, wstrząsnęła Polską. W samym środku burzy 1,5-roczny Mikołaj wymknął się z domu z Zubrzycy Górnej i został porwany przez rwący nurt potoku. O kulisach dramatycznej walki o życie dziecka opowiedział szef Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej.

REKLAMA

Szef ratowników opowiedział o akcji w Zubrzycy Górnej

Jak relacjonuje Adam Chramiec z Podhalańskiej Grupy Poszukiwawczo-Ratowniczej w rozmowie "Faktem", ok. godz. 20:04 w sobotę jego 15-osobowy zespół został wezwany do wsparcia ratowników w Zubrzycy Górnej, którzy poszukiwali zaginionego 1,5-rocznego Mikołaja. Kiedy grupa przybyła na miejsce, strażacy wnosili dziecko do karetki.

Niestety, z powodu szalejącej burzy po chłopca nie mógł przylecieć śmigłowiec pogotowia lotniczego. Dziecko było nieprzytomne, a pod wodą znajdowało się dość długo, i to na głębokości ok. metra. Mikołaj został znaleziony dopiero pół kilometra od miejsca, w którym porwał go nurt potoku.

– Można sobie wyobrazić, z jaką siłą woda porwała to dziecko ważące zaledwie 10 kilogramów. Z jaką siłą wdzierała się ona w każdą jego część ciała – relacjonuje pan Adam. Ponieważ jest on ratownikiem medycznym, rozpoczął w karetce reanimację chłopca.

– Nie da się ukryć, jakie są to emocje. Dziecko działa na każdego. Medyk trzyma je na rękach i wie, że mały pacjent, taka kruszyna, jest w poważnym stanie zagrożenia życia. Jest bezbronny. To nie jest coś naturalnego, że dzieci odchodzą, umierają, tak jak odchodzą starsi ludzie – opowiada. – Umieranie dziecka, jego oczy, obraz jego twarzy zostaje każdemu medykowi w pamięci do końca życia. Trudno te obrazy wymazać – dodaje.

Rodzice chłopca usłyszeli zarzuty 

W poniedziałek zarzuty w sprawie usłyszeli rodzice 1,5-rocznego chłopca, związane z narażeniem dziecka na bezpośrednie niebezpieczeństwo utraty życia. z sekcji zwłok wynika, że 1,5-roczny chłopiec znaleziony w potoku, utonął. Śledczy prowadzą teraz czynności z rodzicami chłopca. – Wstępne wyniki sekcji zwłok potwierdziły tezę, że do śmierci małoletniego pokrzywdzonego doszło na skutek utonięcia – przekazał PAP prok. Krzysztof Bryniarski z Prokuratury Rejonowej w Nowym Targu.

Jak podała w weekend "Gazeta Krakowska", matka i ojciec dziecka w chwili tragedii byli pod wpływem alkoholu. Jednak według nowych ustaleń Onetu kobieta feralnego wieczora była jednak trzeźwa.

– Pierwsze badanie wykazało, że matka ma 0,7 promila alkoholu we krwi. Kobietę drugi raz zbadano alkomatem stacjonarnym na nowotarskiej komendzie. Tam wyszło, że jest trzeźwa. Dlatego też taki wynik przyjmujemy za ostateczny – wyjaśnił podinsp. Katarzyna Cisło, rzecznik prasowy małopolskiej policji.