Wojciech Łazarek (z lewej), mimo pewnych niedogodności, miło wspomina swą pracę z reprezentacją Sudanu.
Wojciech Łazarek (z lewej), mimo pewnych niedogodności, miło wspomina swą pracę z reprezentacją Sudanu. fot. Agnieszka Sadowska / Agencja Gazeta

Gdy wszystko wokół płonie, skąd czerpać siłę? Z futbolu. Taką odpowiedź dają swoim kibicom piłkarze reprezentacji Sudanu, którzy po raz pierwszy od lat 60. są w najlepszej ósemce Pucharu Narodów Afryki. A zapowiadają, że to jeszcze nie koniec. Kraj od kilkunastu lat wyniszczany jest przez wojnę i klęski głodu. Rodzima liga, z której pochodzą wszyscy piłkarze, to rywalizacja dwóch klubów, które od 19 lat nieustannie sięgają po tytuł. Dziwny ten sukces, trudny do wyjaśnienia. Ale nie dla Wojciecha Łazarka, który na początku XXI wieku trenował reprezentację Sudanu i, jak mówi w rozmowie z nami, spodziewał się, że sukcesy w końcu nadejdą.

REKLAMA
- Jak wytłumaczyć fakt, że żaden reprezentant Sudanu nie gra w zagranicznym klubie? Czytałem gdzieś, że chodzi o ich wysokie zarobki, ale jakoś nie jestem w to w stanie uwierzyć.
- I słusznie. Wie pan, tam jest takie scalenie, szalenie duży akcent patriotyzmu. Społeczeństwo sudańskie jest hermetyczne, skomponowane i ludzie po prostu nie są zbyt chętni do wyjeżdżania z kraju.
- Jakie miał pan problemy prowadząc reprezentację kraju, w którym trwa wojna? Piłkarze prosto ze zgrupowania trafiali na front?

Piłkarze do wzięcia za małe pieniądze

Sprawdziliśmy, jaka jest wartość piłkarzy reprezentacji Sudanu. Według portalu transfermarkt.de najbardziej wartościowym piłkarzem jest Kudathir El-Tahir, napastnik, wyceniany na 400 tysięcy euro. Średnia wartość kadrowicza to około 100 tysięcy. Na co czekają europejskie kluby?


- Aż tak to nie. Ale kłopoty były i to niemałe. Ten cały konflikt osłabił federację piłkarską i ona nie mogła funkcjonować normalnie. Poza tym pamiętam taką sytuację, mieliśmy właśnie wybrać się na prestiżowy mecz z Egiptem. I nagle dowiaduję się, że trzech moich kluczowych piłkarzy weszło w konflikt z prawem. Próbowałem łagodzić, tłumaczyć jak są dla nas ważni, ale wszystko na nic. Nie pojadą i koniec. Musi ich spotkać kara. Inaczej to wygląda w Europie, a inaczej w Sudanie.
- Jak pan się dogadywał z zawodnikami? Językiem urzędowym jest bodaj arabski.
- Dużo z nich mówi po angielsku, a ja ten język jako tako opanowałem. Poza tym futbol lubi komunikację na migi. Był też wiceminister kultury i sztuki, który w mojej reprezentacji pełnił funkcję tłumacza. Czemu się pan śmieje?
- Bo to dość specyficzne łączenie funkcji.
- Tam takie coś jest na porządku dziennym. Równy gość. Kiedy przedwczoraj wyszli z grupy, od razu napisałem mu smsa. Podziękował.
- Liderem drużyny, ba - jednym z najlepszych piłkarzy turnieju jest teraz Haitham Mustafa. Rozgrywający. Pan go wprowadzał do drużyny przed laty.

- Jak pan mówi? A już wiem. Można się łątwo pomylić, bo tam każdy ma po dwa nazwiska. Ale tak, Haitham Mustafa. Tylko to już chyba dziadek jest. Ile on ma lat, 38?
- Według źródeł internetowych 34...
- (śmiech) Pan wie, jak to jest w Afryce. Zbliżają się kwalifikacje olimpijskie, tam mogą grać goście do określonego wieku. To co? Dawaj odmłodzimy chłopaka. Ale od razu zaznaczam, że w Sudanie taka praktyka nie jest na porządku dziennym.

Łazarek - człowiek złotousty

Nasz rozmówca, który reprezentację Sudanu prowadził w latach 2002-2004, w Polsce znany jest przede wszystkim ze swoich powiedzonek. Oto kilka z nich:

"Życie trenera jest jak tramwaj: jeden wsiada, drugi wysiada. Ja właśnie wysiadam".

"Gramy na typowe udo. Albo się udo, albo się nie udo".

"Z budowaniem drużyny jest podobnie jak z robieniem słonia. Dużo kurzu, szumu, a efekt za dwa lata."


- Co piłkarze na treningach chwytali, a czego ich było najciężej nauczyć?
- Oni mają znakomite predyspozycje techniczne. Zresztą pokazał to ich pierwszy mecz w turnieju. Przeciwko nim ludzie z Chelsea i Manchesteru City. A oni co? Po stracie bramki klepali ich jak chcieli, wszystko po ziemi. Gdyby byli bardziej skuteczni, ten mecz też by wygrali.
- Gdzie rozgrywaliście mecze? Bo Darfur raczej odpadał.
- Byliśmy takimi piłkarskimi uchodźcami. Coś tam zagraliśmy w kraju, ale ledwie kilka spotkań. Generalnie wyglądało to tak, że zgłaszał się taki powiedzmy Kamerun i zapraszał do siebie. Opłacali nam przelot i nocleg.
- Sudan mistrzem Afryki 2012. A za dwa lata gra na mundialu w Brazylii. Science-fiction?
- Niekoniecznie. Gdy pierwszy raz tam przyjechałem kwaterują mnie, patrzę przez okno, a tam powstaje nowoczesna budowla. Pytam i dowiaduję się, że to właśnie FIFA stawia ośrodek szkoleniowy. Już wtedy szło ku lepszemu.

- Sudan gra dużo bardziej zespołowo niż jego rywale.
- Też to zauważyłem. I mam tutaj swoją teorię. Na turniej przyjeżdżają menedżerowie z Europy, tak? Oglądają piłkarzy i wybierają najlepszych. Dlatego taki gość z Mali czy z Kamerunu myśli sobie tak: "Pójdę na przebój, okiwam paru gości, jak mi się uda będzie to w internecie". I pójdę do Europy. A Sudan? Oni są inni. Im na tym tak nie zależy.