SLD chce, żeby wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogli zasiadać w Senacie.
SLD chce, żeby wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast mogli zasiadać w Senacie. Fot. Sławomir Kamiński / Agencja Gazeta

Politycy SLD chcą, by samorządowcy mogli łączyć mandat burmistrza czy prezydenta miasta z mandatem senatora. Ich zdaniem pozwoli to na usamodzielnienie się izby wyższej polskiego Parlamentu. Jednak choć wszystkie partie mówią o potrzebie zmiany działania Senatu, po kolejnych wyborach nic się nie zmienia. Wiele wskazuje, że podobnie będzie i z tą propozycją.

REKLAMA
Sojusz Lewicy Demokratycznej chce znieść wprowadzony pod koniec lat 90. zakaz łączenia funkcji samorządowych z mandatem senatora. Ich zdaniem to recepta na silne upartyjnienie i uzależnienie od rządu izby wyższej parlamentu – podaje "Rzeczpospolita".
Krzysztof Gawkowski
sekretarz generalny SLD

Senat przestałby pełnić rolę izby, która przegłosowuje bez poprawek wszystko, co pilotuje rząd lub ewentualnie wprowadza to, czego w Sejmie rządowi nie udało się przeforsować. Poza tym wójtowie, burmistrzowie i prezydenci miast jako ludzie mający realną wiedzę o problemach samorządów mogliby inicjować takie przepisy, które tym samorządom, a tym samym i wszystkim mieszkańcom najlepiej by służyły. CZYTAJ WIĘCEJ

Źródło: "Rzeczpospolita"

Jednak samorządowcy już próbowali podbić Senat – w wyborach w 2011 roku walczyli o głosy pod szyldem "Obywatele do Senatu", wtedy zdobyli tylko jedno miejsce. Losy tej inicjatywy mogłyby być zupełnie inne, gdyby kandydować mogli popularni prezydenci, tacy jak Rafał Dutkiewicz, Jacek Majchrowski czy Wojciech Szczurek. Zdaniem dra Jarosława Flisa pomysł by się nie sprawdził, bo okręgi wyborcze nie pokrywają się z miastami, więc prezydenci naraziliby się na zarzuty, że faworyzują tę część miasta, która wybrała ich do Senatu.
Do zmian nie przyczyni się też raczej ostra krytyka, jakiej poddał Senat Jan Rulewski z PO. Senator w głośnym wywiadzie ujawnił zwyczaje, które towarzyszą pracy w senackich komisjach. Według Rulewskiego, praca senatorów stanowi jedynie zasłonę dymną, a decyzje konsultowane są z "najwyższą półką". Rulewski nie precyzuje, jakie nazwiska się za tym kryją, ale twierdzi, że "dziwne zwyczaje panują teraz w Platformie". Senator wskazuje na patologie, które przebiegają jego zdaniem na linii Platforma Obywatelska – Senat. Rolę gwaranta procesów demokratycznych, jaką miała pełnić izba wyższa, nazywa "złudzeniem". Komisję senacką, w której pracował przez pięć lat, określa "delegaturą rządu".
Źródło: "Rzeczpospolita"