Wojciech Maziarski uważa, że niespecjalnie powinniśmy wytykać premie urzędnikom.
Wojciech Maziarski uważa, że niespecjalnie powinniśmy wytykać premie urzędnikom. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta

"Nic tak nie jednoczy, jak wspólnota celów" – napisał w felietonie dla "Gazety Wyborczej" Wojciech Maziarski. Publicysta próbuje wyliczyć, co jego zdaniem łączy dziś Polaków. Jak się okazuje: proces dzieciobójczyni i kontrole wypłat premii dla urzędników.

REKLAMA

"Co spaja Polaków w drugiej dekadzie XXI stulecia?" – zastanawia się w felietonie dla "Gazety Wyborczej" Wojciech Maziarski. Publicysta pokazuje, że zestawienie wspólnych cech i wartości nie napawa optymizmem. Ogranicza się niemal tylko do wspólnego przyglądania się procesowi Katarzyny W. oskarżonej o zabójstwo córki i komentowania premii, które dostali urzędnicy państwowi.

Maziarski w felietonie wskazuje jednak, że do czepiania się premii marszałków niespecjalnie mamy prawo:

A właściwie dlaczego urzędnicy z Wiejskiej mają się tłumaczyć z nagród, skoro nie tylko oni, ale cały naród pracujący na państwowym też dostaje nagrody? Urzędnicy wszystkich szczebli, nauczyciele, funkcjonariusze straży miejskich - cała budżetówka otrzymuje w Polsce, nie wiedzieć czemu, trzynaste pensje. To znaczy wiedzieć czemu: bo tak przewiduje ustawa. Czy się stoi, czy się leży, trzynastka się należy. A górnicy często jeszcze mają czternastkę, premię barbórkową, deputaty węglowe. No, ale budżetówka i górnicy to naród. Znaczy - My. A urzędnicy sejmowi to Oni. Czyli chyba nie naród. CZYTAJ WIĘCEJ fragment tekstu z "Gazety Wyborczej"

Wojciech Maziarski

felietonista

250 tysięcy złotych, które marszałek Sejmu Ewa Kopacz przeznaczyła na premie dla Prezydium Sejmu, było tematem rozmów wielu zbulwersowanych tą rozrzutnością Polaków. Nie mniejsze oburzenie zapanowało zresztą w Sejmie. Wicepremier Janusz Piechociński premie nazwał "bezwstydną chciwością", a w prezydium Ruchu Palikota próbował odwołać Wandę Nowicką ze stanowiska wicemarszałek Sejmu. Nowicka, Wenderlich i Kuchciński zapowiedzieli dziś, że pieniądze przekażą potrzebującym.

Najnowszy "Newsweek” donosi, że także ministrowie i doradcy prezydenta Komorowskiego otrzymali łącznie ponad 500 tysięcy zł premii. W 2012 r. również kierownictwo Kancelarii Sejmu otrzymało nagrody o łącznej wysokości 976 tys. złotych. Jej szef Lech Czapla dostał ponad 65 tys. zł premii - więcej od marszałek Sejmu Ewy Kopacz, która w zeszłym roku została nagrodzona kwotą 45 tys. zł.

Cały tekst znajduje się w "Gazecie Wyborczej".