Jak połączyć się w parę, kiedy każdy ma już ułożone życie?
Jak połączyć się w parę, kiedy każdy ma już ułożone życie? fot. Shutterstock

Spotykacie się, kiedy oboje już pracujecie. Macie własne mieszkania, zarabiacie. Macie pasje i przyzwyczajenia. Często także ugruntowany pogląd na temat posiadania (bądź nie) dzieci. Jak wypracować kompromis w związku długoletnich singli? Kiedy walczyć, a kiedy odpuścić?

REKLAMA

Mieszkanie


– Mieszkam od zawsze w centrum. Nie lubię dojazdów, lubię być blisko wszystkich miejskich wydarzeń, klubów, kin, teatrów. Mieszkanie nie jest duże, ale przynajmniej mam miejsce garażowe na jeden samochód. Wszystko pięknie się układa. Wtedy poznaję A. – mówi Karolina, pracownica medialnej korporacji. – A. ma mieszkanie daleko od centrum, w spokojnej dzielnicy, duże, fajne. Jest tam superwygodnie, zwłaszcza że ma jeszcze zwierzaki. A. lubi spokój z dala od centrum. Nawet kosztem tego, że do pracy jedzie się trzy razy dłużej.
I Karolina i A. mają po trzydzieści kilka lat. Związek wszedł w ich uregulowane, samodzielne życie. Jak sobie radzą? – Na razie szukamy kompromisu, bo tylko jeśli go osiągniemy, nasza relacja rokuje na przyszłość. Mieszkamy sześć tygodni w jednym i sześć tygodni w drugim mieszkaniu – mówi.
Z podobnymi problemami spotkali się Rafał i Gosia. Ona, podobnie jak Karolina mieszka w centrum, on – na Pradze. Początkowo ustalili, że będą mieszkać trzy dni w jednym, a cztery w drugim mieszkaniu. Jak relacjonuje Gosia, szybko powstały na tym tle konflikty: nieustanie trzeba było wozić ze sobą mnóstwo rzeczy, planować dojazdy. Pomieszkiwanie stało się na tyle nieznośne, że zdecydowali się na randki w tygodniu i spędzanie razem weekendu. Ostateczne rozwiązanie tej kwestii odkładają do ślubu.

Dzieci


Mieszkaniowe kwestie nie należą jednak do najtrudniejszych (co najwyżej do takich, które przychodzą pierwsze). Meeg: "Mój facet nie chce mieć dziecka. W ogóle" – żali się na forum Kafeteria.pl. "Jesteśmy razem trzy lata. Bardzo się kochamy. Chcemy być razem. Przeżyłam szok, bo wcześniej nie było o niczym takim mowy. Nie lubił tego tematu, ale było powiedziane, że jedno dziecko będziemy mieć. Jestem po 30-stce, on jest o 10 lat starszy".
Takich historii jest więcej. Nawet zgoda co do nie posiadania, bądź posiadania dzieci nie oznacza łatwego życia. Bo nie chodzi tylko o to, czy wspólnie wychowywać potomstwo, ale też, jak to robić. Czy ktoś zostanie z maluchem w domu? Kto weźmie urlop rodzicielski? I później: wysłać dziecko do żłobka? Przedszkola? Stawiać mu więcej wymagań czy odpuszczać?

Pieniądze


"Dziwna jest finansowa rzeczywistość w związkach młodych Polaków. Żyją ze sobą, sypiają razem, ale gdy przychodzi do płacenia rachunków, zachowują się jak obcy sobie ludzie" – pisał w naTemat Jakub Noch. Nic dziwnego. Wieloletni single mają przecież ułożone życie, stałe wydatki, ulubione przyjemności. Z drugiej strony wspólne gospodarstwo domowe wymaga wspólnych wydatków. A wspólna przyszłość także ich długofalowego planowania. O tym, jak poważna jest kwestia wydatków, Michał Fal pisał: "Często jedynym trwałym połączeniem młodej pary jest... wspólny kredyt. Zaciągnięta wspólnie na długie lata pożyczka urasta do rangi najpoważniejszego gwaranta trwałości związków".
Do najczęstszych rozwiązań należą: założenie wspólnego konta w banku, lub prowadzenie oddzielnych kont i składanie się tylko na domowe wydatki. Paweł Kata, bloger prowadzący serwis oszczedzanie.net znalazł na to z żoną inny sposób:

Znając średnią wysokość kosztów stałych i zmiennych, będziemy w stanie określić nasz wkład do domowego budżetu, proporcjonalnie do naszych zarobków. Brzmi to zagmatwanie, ale sprawa jest prosta: jeśli – przykładowo – nasze całkowite miesięczne koszty wynoszą 2000 złotych, ja zarabiam 3000, a Kasia 2000, to mój wkład wyniesie 1200, a Kasi 800 złotych. Wzór na obliczenie tych wartości jest banalny:

K = (koszty stałe + koszty zmienne) / (sumaryczne zarobki partnerów)
Wkład partnera = Zarobki * K

CZYTAJ WIĘCEJ

z bloga oszczedzanie.net

Rozwiązania


O to, jak dochodzić do kompromisów w najtrudniejszych kwestiach, zapytaliśmy psychologa i seksuologa Radosława Jerzego Utnika. – Najkrócej mówiąc: związek może utrzymać się, kiedy potencjalne korzyści z niego są większe niż potencjalne koszty. Jeśli na jego rzecz będziemy musieli zrezygnować z bardzo ważnych rzeczy, prawdopodobnie zrezygnujemy ze związku – mówi.
Jego zdaniem o sukcesie można mówić wtedy, kiedy z partnerem wyznajemy podobne wartości i podobne rzeczy są dla nas ważne. – Znalezienie takiej osoby jest bardzo trudne. Dlatego tak długo trwa dziś proces dobierania się w pary. Teraz partnera na stałe poznajemy coraz bliżej trzydziestki – mówi.
Zdaniem psychologa najważniejsze w takich sytuacjach są rozmowy na najtrudniejsze tematy. – Sami wyznaczamy, co jest dla nas ważne. Warto to przedyskutować – radzi.
A jak Wy radzicie sobie w świeżych związkach? Jakie problemy są dla Was najbardziej drażliwe?