
Polskich fanów rapu zelektryzowała sensacyjna wiadomość prosto z Toronto. Jedna z legend tej muzyki - Sokół zrzucił ze sceny natrętnego, jego zdaniem, wielbiciela. Piątkowy koncert w klubie The RockPile trwał w najlepsze gdy nagle u boku znanego rapera pojawił się młody chłopak w czapeczce i charakterystycznych okularach. Krótka wymiana zdań, przyjacielskie zdawać by się mogło poklepanie po plecach a po chwili...zapaśniczy rzut . "Bardzo tego k…a nie lubię, więc proszę nie róbcie tego" podsumował całe zajście warszawski raper.
REKLAMA
W internecie zawrzało. O zdarzeniu poinformowały nie tylko portale zajmujące się muzyką, ale także serwisy plotkarskie. Nic dziwnego. Sokół to dziś prawdziwa gwiazda. Jego ostatnia płyta siedem miesięcy od daty premiery uzyskała status złotej, a jego profil na Facebooku ma dziś 124 tysiące fanów. To właśnie na Facebooku raper skomentował całe zajście:
"Mój dom jest moją twierdzą i c...j Was wszystkich dotyczy. A scena jest moim domem podczas mojego koncertu […] Jak już przychodzicie na koncert, to dajcie mi wykonać moją pracę najlepiej jak potrafię. Nie przeszkadzajcie mi w tym [….] W Toronto promowaliśmy album. To nie był koncert życia […] Ja chory, z zapaleniem oskrzeli i 39 stopniami gorączki, na antybiotykach, o czym mówiłem od razu po wejściu na scenę, żeby usprawiedliwić możliwe ataki kaszlu […] Ale to wszystko nie ma żadnego znaczenia. Zareagowałbym tak samo ponownie. To nie był błąd, ani nieprzemyślana akcja. Jeśli ktoś wchodzi na scenę przybić piątkę - ok, jeśli chce k… zatańczyć na głowie i skoczyć w tłum - ok. Ale jak ktoś wchodzi tylko po to, żeby być wrzodem na d…, to niech s… I nie rozumiem w ogóle, czemu muszę to tłumaczyć? Przecież to jest oczywiste."
- Scena jest dla artysty a widownia dla widowni - mówi natemat.pl dziennikarz muzyczny Hirek Wrona. Jego zdaniem fani, którzy wchodzą na scenę naruszają terytorium przeznaczone dla muzyka i muszą liczyć się z konsekwencjami. "Ludzie wdzierają się na scenę z dwóch powodów. Albo chcą się podlansować u boku artysty, albo chcą tego artystę zhejtować. Jeżeli ochrona daje ciała i dopuszcza do tego, że jakiś człowiek wchodzi na scenę to artysta ma prawo do samoobrony i nie ma w tym nic złego."
Jednak sprawa nie dla wszystkich jest tak oczywista. Pod wpisem Sokoła na Facebooku widnieje kilkaset komentarzy fanów. Wśród nich nie brakuje takich, którzy ostro krytykują zachowanie artysty. Oto dwa z nich:
"To nie dom, tylko twoja praca w której wymagany jest pewien szacunek i nie mówię, że typ nie zawinił, tylko, że ty sam zachowałeś się jak prostak, zachowałeś się gorzej niż ten gość, który zakłócił twoje ognisko domowe. Jeśli masz problem z nerwami to kup sobie leki uspokajające".
"Wiecie, co jest bardziej żałosne od rzucenia fanem? Szukanie winy wśród "hejterów" za to, co się zrobiło. Gdyby Sokół miał jakiekolwiek jaja, to przyznałby się do swojego nieprofesjonalizmu, wielkiego błędu".
Nie pierwsza taka historia
Na wieść o tym co wydarzyło się w Toronto w internecie ożyło wspomnienie koncertu innego znanego repera - Pei. We wrześniu 2009 roku podczas jego występu w Zielonej Górze fani namawiani przez samego artystę pobili innego uczestnika koncertu. Sprawa znalazła swój finał w sądzie, który uznał, że gdyby nie zachowanie rapera nie doszłoby do pobicia nastolatka. Peja został skazany na karę grzywny i musiał zapłacić w sumie 17 tysięcy złotych.
Jednak starcia na linii raper - fan nie są jedynie polską specjalnością. W 2005 niejaki Richard Monroe oskarżył legendę hip- hopu Snoop Dogga o to, że ten uderzył go podczas koncertu mikrofonem. Poturbowany mężczyzna zażądał od muzyka, bagatela, 22 milionów dolarów odszkodowania. Sąd co prawda oczyścił z zarzutów samego Snoop Dogga, jednak uznał, że ponieważ Monroe rzeczywiście doznał podczas koncertu poważnych obrażeń należy mu wypłacić prawie pół miliona dolarów zadośćuczynienia. To co wydarzyło się 8 lat temu w Seattle także zaczęło się od wtargnięcia fana na scenę. Jak się ostatecznie okazało Richard Monroe źle odczytał intencje Snoop Dogga i uznał, że artysta zachęca słuchaczy by zatańczyli obok niego podczas jednej z piosenek. Wskoczył więc na scenę jednak ochroniarze artysty, którzy myśleli, że fan chce zaatakować rapera dotkliwie go pobili.
Powód do dumy? Niekoniecznie
Wróćmy jednak do wydarzeń z Toronto. Mimo, że Sokół twierdzi, że nie wstydzi się swojej reakcji, na bieżąco usuwa z internetu dokumentujące ją filmy. Jak tłumaczy w cytowanym już oświadczeniu robi to dlatego, że naruszają one prawa autorskie prowadzonego przez niego wydawnictwa.
Przeczytaj też: Festiwal Hip Hop Opole i TVP - czy to może się udać?