Wielu posłów załatwia sobie dodatkowy dochód z pieniędzy podatników (Na zdjęciu marszałek Sejmu Szymon Hołownia)
Wielu posłów załatwia sobie dodatkowy dochód z pieniędzy podatników (Na zdjęciu marszałek Sejmu Szymon Hołownia) Fot. Wojciech Olkusnik/East News

Uposażenia poselskie są finansowane z pieniędzy publicznych, dlatego ich przyznawanie wzbudza mnóstwo kontrowersji. Tak było m.in. w głośniej sprawie posła Radosława Lubczyka, który pobierał pieniądze z Sejmu z uwagi na trudną sytuację finansową. Wirtualna Polska sprawdziła, jak teraz wygląda przyznawanie tych dodatkowych pieniędzy w nadzwyczajnym trybie.

REKLAMA

Radosława Lubczyka Wirtualna Polska wspomina nieprzypadkowo. O pośle PSL zrobiło się głośno, bo jak zaznacza portal, "jeździ ferrari i pobiera pieniądze z Sejmu z uwagi na trudną sytuację finansową". Tę sprawę opisano jeszcze w ubiegłym roku.

I chociaż parlamentarzyści z PSL zgadzali się, że trzeba zmienić zasady przyznawania uposażeń poselskich posłom niezawodowym, to bronili partyjnego kolegi.

Uposażenie w nadzwyczajnym trybie

Czy standardy przyznawania tych pieniędzy uległy zmianom? Paweł Figurski i Patryk Słowik w swoim tekście tłumaczą, że chodzi o pewną furtkę, z której korzystają posłowie.

Trzeba wyjaśnić, że każdy parlamentarzysta musi zdecydować, czy chce być tzw. posłem zawodowym, czy też niezawodowym. Jeśli skorzysta z drugiej opcji, może pracować lub prowadzić działalność gospodarczą. I wtedy nie otrzyma uposażenia poselskiego, ale są wyjątki od tej reguły, co określa art. 25 ust. 4 Ustawy o wykonywaniu mandatu posła i senatora.

I jak podaje WP, na przykład, kiedy lekarz dyżuruje tylko 2-3 dni w miesiącu, może dostać uposażenie. Z takiej luki zaczęli korzystać parlamentarzyści, którzy mają ogromny majątek i np. są udziałowcami w dobrze prosperujących spółkach.

Dziennikarze wyliczyli, że w obecnej kadencji Sejmu, do 4 stycznia 2024 r., uposażenia w nadzwyczajnym trybie prezydium izby przyznało 59 posłom. Do znacznej większości z tych wniosków podobno trudno mieć zastrzeżenia, ale WP przyjrzała się bliżej sześciu parlamentarzystom.

Na liście znalazł się Robert Dowhan z Koalicji Obywatelskiej, którego w tekście nazwano wprost "multimilionerem". Od początku kadencji nie wystąpił na posiedzeniu Sejmu ani razu, nie złożył żadnej interpelacji.

Dalej jest wspomniany już poseł Lubczyk. Tym razem nie umieścił w rejestrze korzyści użyczenia ferrari od spółki, którą założył. Poinformował we wniosku, że "ze względu na zaangażowanie w pracę poselską nie jest w stanie poświęcić odpowiednio dużo czasu na pracę w gabinecie stomatologicznym".

Z kolei Ewa Schädler z Polski 2050 to sejmowa debiutantka, ale jak podje WP, jest jednym z najzamożniejszych parlamentarzystów obecnej kadencji. Wątpliwości dotyczą też Agnieszki Soin z PiS – posiadaczki gospodarstwa rolnego. Zadeklarowała, że ziemię oddała komuś w użytkowanie i nie ma z tego tytułu żadnych dochodów.

WP wymienia dalej Jacka Boguckiego z PiS – posiadacza gospodarstwa i warsztatu samochodowego, którego wartość wraz z działką wycenia na ponad milion złotych. Polityk przekonywał, że on w tym warsztacie nie pracuje.

I jest jeszcze Przemysław Wipler z Konfederacji. We wniosku wskazał, że od 1 grudnia 2023 r. prowadzi działalność gospodarczą w zakresie najmu nieruchomości, ale... podobno nie czerpie z niej żadnego dochodu.

W sprawie przyznawania uposażeń WP zwróciła się z pytaniem do rzeczniczki marszałka Sejmu. Jak zauważyła, uposażenia poselskie są finansowane z pieniędzy publicznych.

– Z tych względów Marszałkowi Sejmu w szczególny sposób zależy, by zasady ich przyznawania były transparentne i niebudzące wątpliwości. Marszałek Szymon Hołownia zleci więc szczegółową analizę obowiązujących od wielu kadencji przepisów. Poddana refleksji będzie też praktyka ich stosowania. Wyniki omówione zostaną z pozostałymi członkami Prezydium Sejmu – potwierdziła Katarzyna Karpa-Świderek.