
Trójka dzieci, która została odebrana małżeństwu Bajkowskich do połowy kwietnia musi zostać w domu dziecka – zdecydował sąd. "Zaadaptowały się w ośrodku" – argumentował sędzia. Dzieci zostały zabrane przez kuratorów po tym, jak psychoterapeuci z lokalnego ośrodka terapii donieśli, że w domu jest przemoc.
REKLAMA
Choć o rodzinie Bajkowskich z Kurdwanowa nikt z sąsiadów nie powiedziałby, że są rodziną patologiczną, krakowski sąd rodzinny uznał, że należy im odebrać trójkę dzieci. Wystarczyło doniesienie terapeutów z ośrodka, do którego zresztą rodzice najpierw… sami się zgłosili po pomoc w rozwiązaniu problemów.
Kiedy tylko rodzice przerwali terapię, w domu zjawiły się kuratorki i w asyście policji odebrały im dzieci. Przeciwko rodzicom prokuratura wszczęła dwa postępowania: jedno w sprawie znęcania się nad rodziną przez ojca dzieci, a drugie w sprawie gróźb, które ten miał kierować pod adresem kuratorki.
Bajkowscy zachodzili w głowę, o jaką przemoc chodzi. Szybko okazało się, że w trakcie dobrowolnej terapii przyznali, że czasem stosują wobec dzieci klapsy, a nastoletni chłopcy od czasu do czasu jadą sami pociągiem z Krakowa do Łodzi, albo zostają na weekend w domu.
Rodzice odwołali się od decyzji o odebraniu dzieci. Sąd ma rozpatrzyć ich wniosek 11 kwietnia. Do tego czasu dzieci pozostaną w domu dziecka. Rodzice złożyli na tę decyzję skargę, ale została ona odrzucona. Zdaniem pracowników sądu dzieci "zaadaptowały się w ośrodku" i "mają dobry kontakt z rówieśnikami".
W obronie Bajkowskich stają dziennikarze, a ulicami Krakowa przeszedł marsz solidarności z rodziną. Wzięło w nim udział 150 osób. Swoją pomoc zaoferował także szef mazowieckich struktur Platformy Obywatelskiej Andrzej Halicki, który sprawą zainteresował Ministerstwo Sprawiedliwości, gdzie ma się jej osobiście przyglądać sam minister Jarosław Gowin.

