
Gdańscy księża przekonują, że alkohol wcale nie jest największym problemem abpa Sławoja Leszka Głódzia. Ich największe wzburzenie budzi sposób zarządzania parafią, który opiera się na pieniądzach i osobistych sympatiach, a nie zasługach. Aby dostać skierowanie na dobrą parafię trzeba przynieść kopertę z kwotą od 20 do nawet 80 tysięcy złotych.
Podwładni arcybiskupa Sławoja Leszka Głódzia zapewniają w rozmowie z "Gazetą Wyborczą", że choć ich przełożony pije alkohol, nie sieje publicznego zgorszenia. Poza tym w ich opinii choroba alkoholowa duchownego wcale nie jest największym problemem. Przekonują, że największe szkody czyni styl zarządzania archidiecezją. Na awans może liczyć ten, kto przyniesie do Głódzia "stojącą kopertę". Nazwa wzięła się stąd, że musi być w niej tyle pieniędzy, by koperta stała na biurku.
Normą są także prezenty dla Głódzia i opłaty za wizytacje w parafiach. Zawsze płaciło się biskupowi za udzielenie sakramentu bierzmowania, ale to za czasów Głódzia ta stawka poszybowała do 50 złotych za osobę. W średniej wielkości parafii bierzmowane może być nawet 150 osób, więc jeden taki wyjazd to 7,5 tysiąca w kieszeni. Wielkie wzburzenie wśród kapłanów wzbudziła też praktyka wprowadzona przez Głódzia, która jest ewenementem – arcybiskup każe sobie płacić za pogrzeby zmarłych księży. Pieniądze mają być przeznaczane głównie na spłatę długów po aferze Stella Maris i utrzymanie luksusowej rezydencji w Orunii.
Po oskarżeniach gdańskiego arcybiskupa w jego obronie stanął Radosław Sikorski. Nie przemyślał jednak swoich słów i sam naraził się na ataki. "Użył niezręcznego określenia", "Nie powinien wdawać się w takie dyskusje", "Wojskowym stylem nie jest upijanie się", "Obrona arcybiskupa jest niemożliwa" – tak parlamentarzyści Platformy Obywatelskiej mówią o ministrze Radosławie Sikorskim, który odnosząc się do rzekomego pijaństwa abp. Sławoja Leszka Głodzia stwierdził, że "w wojsku są pewne tradycje" i taki "trochę wojskowy styl" powinniśmy uszanować.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
