Fot. Shutterstock

Z opublikowanego niedawno tekstu pani Marty Pawłowskiej można dowiedzieć się o wyjątkowo szczerym wyznaniu Ewy Wanat. Polacy to durnie. Każdy trzeźwiej myślący, komu zdarzy się jeszcze od czasu do czasu obejrzeć serwisy informacyjne w telewizji czy wysłuchać ich w radiu, zdaje sobie sprawę, że tak właśnie jest postrzegany przez większość dziennikarzy, polityków, duchownych i całą kastę mędrców, którzy wiedzą lepiej od samych Polaków jak ich uszczęśliwić i wyedukować. A przede wszystkim, co jest dla nich ważne i potrzebne.

REKLAMA
No tak! Ja jakiś czas temu również zdurniałem. Jestem stuprocentowym ignorantem. Jak większość tego plugawego grona nie interesuję się zwłokami Madzi z Sosnowca czy nagą sesją zdjęciową jej mamy na jurnym rumaku. Ziewam podczas konklawe, pioruna uderzającego w Bazylikę św. Piotra i Pawła oraz dymu wydobywającego się z pewnego komina. Chrapię gdy Macierewicz wykłada na temat brzozy smoleńskiej. Jako bezczelny łże-Polak nie siedziałem non-stop przez trzy dni przy telewizorze i nie oglądałem na każdym kanale (nawet Vivie i MTV) zamykanej przez wiatr księgi na trumnie Jana Pawła II. Nudzę się gdy Donald Tusk tańczy fokstrota z Gowinem i Schetyną zamiast w końcu doprowadzić do „rewolucji obyczajowej”, „eugenicznego” in-vitro, ułatwienia życia przedsiębiorcom czy zmniejszenia bezrobocia.
Zamiast oglądać z wypiekami na twarzy pikiety PIS-u z pochodniami na Krakowskim Przedmieściu, idę się wypróżnić. Mało tego! Oburzam się i nie mam ochoty słuchać jak pewna opiniotwórcza komercyjna telewizja informacyjna naśmiewa się z prezydenta Lecha Kaczyńskiego, tylko dlatego że polska flaga na jego limuzynie jest odwrócona do góry dołem, czy koloru marynarki Marka Poznańskiego z Ruchu Palikota, bo nie należą do jedynej normalnej partii politycznej, którą popiera elita i ludzie mądrzy.
Jestem polskim durniem, bo zamiast oglądania i wysłuchiwania wyżej wymienionych mądrości i tematów ważnych, wolę z kolegami wypić piwo w knajpce na Kazimierzu, zjeść obiad na Rynku Głównym, pospacerować w słoneczny dzień z rodziną na bulwarach wiślanych nieopodal Wawelu, pójść do Kina pod Baranami na „Sugar Man” i „Polowanie”, obejrzeć wystawę w Bunkrze Sztuki i odwiedzić Fabrykę Schindlera, by dowiedzieć się czegoś więcej o historii Krakowa. Na dodatek, od niedawna faszeruję się durnowatą kulturą w artetece Małopolskiego Ogrodu Sztuki. Zamiast być prawdziwym patriotą i męczennikiem rozdzierającym szaty, wolę cieszyć się błogą atmosferą krakowskiego życia. Doprawdy, jestem już nie do odratowania. Tylko stos!
My, ignoranccy Polacy dziękujemy części środowiska dziennikarskiego, politycznego i kościelnego za wielki wkład w nasze zdurnienie i szacunek jakim nas darzą. Dzięki ich wytężonej, konsekwentnej oraz rzetelnej pracy możemy upajać się własnym debilizmem i szumem oleju rzepakowego w naszych głowach. Odrzuciliśmy ich mądrości i prawdy objawione na rzecz bezrefleksyjnego i hedonistycznego zanurzenia się w czeluściach głupoty.