
"W Biedronce w Nakle nie mają barwników do jajek. Idę do Tesco" – napisał minister spraw zagranicznych na swoim Twitterze. Jego wypowiedź wzbudziła z jednej strony wesołość, z drugiej niesmak. Czy [Waszym zdaniem] tym razem Sikorski przesadził z frywolnością ćwierkania?
REKLAMA
Tweet Radosława Sikorskiego od razu stał się hitem. Komentowali go inni politycy, między innymi poseł PiS Zbigniew Girzyński, czy dziennikarze, którzy polecali łupiny od cebuli.
Specjalista od wizerunku politycznego Eryk Mistewicz uznał ten wpis za tweet dnia, a europoseł Marek Migalski rzucił krótko: "Rząd dzisiaj odjechał. Oni nie powinni mieć wolnego".
Najcelniej jednak podsumował ministra były naczelny "Wprost" Stanisław Janecki, który stwierdził: "Minister @sikorskiradek to jednak mistrz W jednym krókim zdaniu zareklamował brytyjską sieć handlową i zrobił czarny PR sieci portugalskiej". Minister potem, co prawda, napisał, że znalazł barwniki w osiedlowym sklepie, ale zauważona została tylko Biedronka.
O tym, że Radosław Sikorski ma dość frywolne podejście do Twittera, wszyscy już wiemy. Nierzadko jego wpisy oburzały opinię publiczną, specjaliści krytykowali go za zbytnią lekkomyślność w ćwierkaniu. Teraz jego Tweet budzi wesołość i wątpimy, by była to celowa reklama. Ale ponownie pojawia się pytanie: czy minister spraw zagranicznych powinien pisać takie rzeczy na swoim oficjalnym koncie, gdzie śledzą go nie tylko polscy, ale i zagraniczni politycy i dziennikarze?
A może [Waszym zdaniem] do Twittera należy podchodzić mniej oficjalnie i po prostu pozwolić ministrowi na beztroskie ćwierkanie o wszystkim, co mu przyjdzie do głowy?