Kosiniak-Kamysz na Campusie. Tak odpowiadał na pytania ws. aborcji.
Kosiniak-Kamysz na Campusie. Tak odpowiadał na pytania ws. aborcji. Fot. Artur Szczepanski/REPORTER
Reklama.

Szefa MON i prezesa PSL Władysława Kosiniaka-Kamysza we wtorek na Campusie Polska Przyszłości powitały okrzyki "Gdzie aborcja?" i gwizdy. Potem też nie było łatwiej.

Kosiniak-Kamysz o aborcji na Campusie Polska Przyszłości

W trakcie panelu dyskusyjnego już jedno z pierwszych pytań było o aborcję. – Skoro jest pan lekarzem, czy wie pan, że bezpieczna, dostępna, legalna aborcja ratuje zdrowie, zdrowie psychiczne i życie? – zapytała Julia. I podkreśliła: – W tym momencie żadne referendum i żadne sumienie nie jest potrzebne, bo jest prawem człowieka. Kobiety po to głosowały 15 października, żeby aborcję mieć.

Sonda

Czy jesteś oburzony postawą Kosiniaka-Kamysza ws. aborcji?

749 odpowiedzi

Polityk na tak postawione pytanie przypomniał, że w klubie PSL jest wolność wyboru w sprawach światopoglądowych.

– Dlatego były masowe protesty. Nie było ich wcześniej na taką skalę, były zaraz po ogłoszeniu wyroku przez TK, z którym się nie zgadzam i uważam, że trzeba go jak najprędzej odwrócić, i taki projekt zgłosiliśmy ­­– oświadczył. Jest on też zwolennikiem referendum, aby wypowiedziały się "miliony kobiet".

Drugim krokiem jest rozpisanie referendum po to, żeby nie większość mężczyzn z 460 posłów mogła się wypowiedzieć, tylko miliony kobiet mogły zagłosować – padło.

Tusk przed wyborami obiecał nowe prawo aborcyjne. Teraz się wycofuje

Dalsza część jego wypowiedzi była dużo bardziej atakująca. – W ostatnich wyborach parlamentarnych na 21,5 mln głosujących 8,5 mln wyborców opowiedziało się za partiami i kandydatami, którzy w swoim programie mieli np. aborcję do 12. tygodnia. To było w programie dwóch komitetów wyborczych. 13,5 mln wyborców zagłosowało na inne komitety, które mówiły tak jak ja, Trzecia Droga albo jeszcze inaczej, jak Konfederacja i PiS. Więc to nie jest jedno zdanie w Polsce – przekonywał.

Podkreślmy jednak, że kwestia dostępu do legalnej aborcji była jedną ze sztandarowych obietnic Donalda Tuska, a sam premier podczas debaty w ramach Campusu Polska Przyszłości przyznał, że "nie będzie większości dla legalnej aborcji" podczas tej kadencji i poniekąd uderzył tym samym w przedstawicieli PSL w jego rządzie.

Nie mamy większości w parlamencie w tej sprawie. W tej chwili posłanki KO mówią, żebyśmy spróbowali jeszcze raz przeprowadzić ustawę. Problem polega na tym, że nie jest tak, że brakuje nam dwóch głosów, tylko dużo więcej. W polskim Sejmie nie ma większości na temat prawa do legalnej aborcji – poinformował szef rządu.

Czytaj także: