
Do polskich kawiarni dotarła moda na "zawieszoną kawę". Klient, pokrywając rachunek, płaci nieco więcej, aby zafundować napój osobie, która się po niego zgłosi, bo np. nie będzie jej stać na zakup kawy. Niektórzy internauci są zachwyceni nową inicjatywą i przekonują, że może ona pomóc ubogim. Nie brakuje jednak głosów krytycznych. – Jest dowodem na to, że nawet najdurniejszy pomysł może znaleźć zwolenników – napisał na swoim blogu Tomek "Kominek" Tomczyk.
"Zawieszanie kawy" zawitało nad Wisłę niedawno. Pomysł fundowania napoju lub posiłku obcej osobie, która potrzebuje pomocy, natychmiast ujął wielu polskich internautów. Równie szybko pojawiły się jednak głosy osób podchodzących do tej inicjatywy nad wyraz sceptycznie. Krytyczne uwagi można znaleźć nie tylko na blogu Kominka. Zaroiło się od nich także pod artykułem, w którym pisaliśmy o "zawieszonej kawie".
Anna
Paweł
Krzysztof
Klaudia
Milosz
Podobnie wypowiedziała się autorka blogu "Archiwum chaosu", która zauważyła, że ludzie gotowi zapłacić za dodatkową kawę są najprawdopodobniej dobrze sytuowani i odwiedzają drogie kawiarnie, gdzie ubogie osoby, a szczególnie bezdomni, nie są mile widziane. Ponadto nie ma żadnej gwarancji, że "zawieszona" kwota nie trafi do kieszeni właściciela lokalu bądź kelnera.
- Opłacona a nie wypita kawa to czysty zysk. A zysk ma to do siebie, że się chce go zwiększyć. A stąd już prosta droga do nadużyć. Na 10 kaw jedna trafi do potrzebującego, reszta do płacących klientów. (...) Podsumowując. Daruj sobie hipsterskie gesty. Chcesz pomóc? Kup tę kawę, kup tę zupę, weź na wynos, daj do ręki bezdomnemu - napisała autorka "Archiwum chaosu".
"Piękna idea. Ludzie, więcej odwagi i miłości!" Wśród czytelników naTemat wciąż nie brakuje jednak osób, które wierzą, że "zawieszanie kawy" to dobra inicjatywa, w którą warto się zaangażować.
Kaśka
Asia
