
Posłanka PiS Anna Sobecka chce odwołania partyjnego kolegi Marka Kuchcińskiego z funkcji wicemarszałka Sejmu, bo przyczynił się on do zablokowania jej interpelacji. Tyle że PiS nie zamierza Kuchcińskiego odwoływać... "Albo ktoś uszanuje moją pracę, albo nie powinniśmy iść tą samą drogą" – grozi teraz Sobecka.
REKLAMA
Cała awantura zaczęła się od tego, że Sobecka chciała wysłać do MSZ 654 niemal identycznych interpelacji. Prezydium Sejmu zwróciło na to uwagę i jednogłośnie zdecydowało o odrzuceniu pism przygotowanych przez posłankę PiS. Oburzona Sobecka spostrzegła, że przeciwko niej głosował także Marek Kuchciński, jej partyjny kolega. "Wystąpię z wnioskiem do prezesa Kaczyńskiego o cofnięcie rekomendacji panu Kuchcińskiemu. Niech się Kuchciński obraża. Ja naprawdę ciężko pracuję" – stwierdziła w rozmowie z portalem Gazeta.pl.
Okazuje się jednak, że partia ani myśli stanąć za swoją parlamentarzystką. Członek komitetu politycznego PiS Jarosław Zieliński zaznaczył, że nie ma mowy o odwołaniu Kuchcińskiego. "Trzeba przeprowadzić rozmowę wyjaśniającą między panem marszałkiem, a panią poseł, żeby wytłumaczyć procedury" – stwierdził. Problem w tym, że Sobecka zdążyła już oświadczyć: "albo szacunek dla mojej pracy, albo rezygnacja ze wspólnej politycznej drogi".
Czy to możliwe, by Sobecka znalazła się poza PiS? Nie jest tajemnicą, że posłanka jest blisko związana z ojcem Tadeuszem Rydzykiem, więc taki scenariusz byłby raczej niekorzystny dla prezesa Jarosława Kaczyńskiego.
Ostatnio Sobecka dała dowód na swoje przywiązanie do o. Rydzyka płacąc za niego grzywnę (został skazany za prowadzenie nielegalnej zbiórki pieniędzy). Potem okazało się, że złamała w ten sposób prawo i sama musiała zapłacić 3,5 tys. złotych,
Źródło: rp.pl
